niedziela, 6 listopada 2011

Kasza gryczana - moja ulubiona

Dawniej była  na wsi najwyżej ceniona z kasz polskich. Kasza gryczana - smaczna, pożywna i ...( stosunkowo ) niedroga. Wszak każdy z rolników, który posiadał jakiś słabszy kawałek ziemi, siał grykę, a z niej pozyskiwał kaszę, zwykle po sąsiedzku, bo na niemalże każdej wsi odpowiedni zakład przetwórczy po cichu funkcjonował. Gospodynie zaś znały wiele sposobów jej podawania i często domownikom a nawet gościom serwowały: z mięsem, z serem, ze skwarkami, z mlekiem, z grzybami... wszystkie te potrawy bardzo lubiłam i do dziś chętnie je jadam. O wartościach odżywczych kaszy gryczanej dowiedziałam się znacznie póżniej, choćby od ojca Grande - zakonnika z klasztoru oo. Bonifratrów, zielarza, którego słowa pozwolę sobie przytoczyć.
"  Kasza gryczana robi z kości sprężyny, z serca dzwon, ze skóry aksamit, z włosów warkocze: zęby w gębie trzyma do setki, do dziewięćdziesiątki nie dopuszcza zmarszczek, likwiduje hemoroidy, żylaki i zawały".
Więcej o tym specyfiku innym razem, bo dziś jeszcze muszę przygotować składniki na gołąbki. Z kaszą gryczaną naturalnie.

wtorek, 25 października 2011

Dzika śliwa

Nie trzeba być posiadaczem wielkiego ogrodu, by móc raczyć się świeżymi ziołami czy owocami. Przecież każdy, kto ma trochę wiedzy i chęci, może w Naturze - najpiękniejszym z ogrodów znależć coś dla siebie: jeżyny, dzika róża, jarzębina...
W  pażdzierniku - listopadzie warto zainteresować się śliwą tarniną, czyli dziką śliwą. Ten kolczasty krzew rośnie na obrzeżach lasów, ugorach, bywało - na miedzach. Kwitnie w kwietniu (kwiaty to też surowiec leczniczy), zaś owoce - małe pestkowce o ciemnogranatowej barwie z niebieskim nalotem - dojrzewają już we wrześniu. Wówczas są jędrne, twarde, niektórzy twierdzą, że niejadalne. Zdecydowanie lepiej jest zbierać je po pierwszych przymrozkach; tarki stają się miękkie, łatwiej oddają sok, szybko się jednak psują, zatem należy konserwować je tuż po zbiorze. W jaki sposób? Znam dwa.
1. Syrop tarninowy: do butli wsypać opłukane owoce, przesypując je cukrem ( pół na pół) i pozostawić na dłuższy czas. Syrop zlać, przechowywać w lodówce lub pasteryzować.
2.Odwar: pół łyżki owoców zalać szklanką wrzącej wody, podgrzewać kilkanaście minut nie dopuszczając do wrzenia. Po ostygnięciu i przecedzeniu pić w 2-3 porcjach dziennie ( dzieci po 1 łyżce 4-5 razy dziennie) w przypadku biegunek i nadmiernej fermentacji w jelitach. Odwar może być też używany do płukania gardła w czasie anginy.
Sposobów na przerabianie owoców śliwy tarniny jest wiele. Wśród smakoszy wielkim powodzeniem cieszy się tarninówka, czyli nalewka; nie wiem, nie próbowałam, przypuszczam, że smaczna. Ogólnie tarki są polecane przede wszystkim ludziom starszym i dzieciom; niszczą bakterie w przewodzie pokarmowym, hamują krwawienia, wykazują działanie przeciwzapalne, lecza podrażnienia dróg moczowych.
Niestety, w mojej okolicy tarniny ani śladu, choć jeszcze kilka lat temu rosło jej tu naprawdę dużo. W trakcie dzisiejszego spaceru (przeszłam ok. 8 km) znalazłam tylko jeden rachityczny krzaczek z kilkoma owockami, które zostawiłam ptakom.
A jeśli chodzi o nalewkę, znów będę musiała obejść się smakiem.

sobota, 15 października 2011

Orka na ugorze, czyli o mozolnej pracy ogrodnika

Cieszę się na deszczową jesień, choć słońce też by się przydało, bo postęp prac w moim ogrodzie delikatnie rzecz ujmując- niewielki. Wszak doprowadzenie pozaklasowej gleby do stanu użyteczności to wieloletni proces ze wskazaniem na harówę ogrodnika; zresztą wszyscy, którzy zakładali swoje ogrody na kamienistym ugorze, wiedzą o czym myślę. Nawet ciekawa jestem, jak w takiej sytuacji sobie poradzili. Obornik? Kompost? Nawozy zielone?
"Mój" sposób na użyżnienie ziemi w ogrodzie wygląda mniej więcej tak:
W wybranym miejscu ogrodu kopię niezbyt głęboki rów. Następnie wrzucam do niego odpadki kuchenne (bez tłuszczu, kości, skórek z cytrusów), wyrwane chwasty, liście, skoszoną trawę, trociny, opakowania po jajkach, itp., lekko przysypuję ziemią, udeptuję i polewam gnojówką z pokrzyw. Na to idzie kolejna warstwa materiału, ziemia, deptanie, woda,... do momentu, aż powstanie lekkie wzniesienie, z tym, że ostatnią warstwę stanowi ziemia. Wówczas na wierzchu wysiewam rośliny typu facelia (pięknie kwitnie na niebiesko), ogórecznik, gorczyca (rzadko, wygląda jak chwast) nasturcja, aksamitka lub cokolwiek. Zasadniczo pryzmy powinno się obsiewać tylko u podstawy, bo inaczej zubażamy je o cenne składniki pokarmowe, ale ja lubię, kiedy kwitnie cały pagórek. Wiosną taki kopczyk - pryzmę rozgarniam, jeśli materia się rozłożyła, jeśli nie - obsiewam raz jeszcze.
Metoda czaso- i pracochłonna? Baaardzo. Ale poza tym same zalety:
-ziemia w tym miejscu staje się naprawdę żyzna
-resztki domowo-ogrodowe sensownie zagospodarowane
-myszy i nornice nie czują się tu tak dobrze, jak w pryzmie tradycyjnej
-ogród wygląda estetycznie
Na koniec dodam tylko, że już mnie nie dziwi, iż ktoś marzy o dżdżystej póżnej jesieni. W tym roku ja - osoba absolutnie światło- i ciepłolubna - również powitam ją z przyjemnością.

środa, 5 października 2011

Sałatka z kapusty

Od dłuższego czasu poszukuję przepisów na zdrowe przetwory na zimę. Może ktoś już wymyślił zalewę, w której zamiast szkodliwego dla zdrowia octu użył soku z cytryny, kwaśnych jabłek, mirabelek lub czegoś tam jeszcze. Dotychczas nic takiego nie znalazłam, podaję więc przepis na pyszną sałatkę z kapusty, z octem, niestety.
Składniki:
5 kg kapusty (posiekanej)
1 kg cebuli
1 kg marchwi (zetrzeć na tarce o grubych oczkach)
1 kg papryki (w kostkę lub w prążki)
Zalewa:
60 dag cukru
4 łyżki soli
2 szkl. oleju
2 szkl. octu
Kapustę sparzyć, odcisnąć wodę, dodać pozostałe warzywa i zalać gorącą zalewą. Zostawić na 2 godziny. Włożyć do słoików ( mocno uciskając) i pasteryzować ok. 20 min.
Receptura pewnie znana, tradycyjna, bo i ja tradycyjna jestem, w kuchni też.
A swoją drogą, może ktoś kiedyś stworzy bloga tylko z tradycyjnymi polskimi przepisami. Przecież w tej dziedzinie , my Polacy, też mamy się czym pochwalić.

piątek, 30 września 2011

Dziurawiec po raz drugi

Zajęta pracami ogrodowo-przetwórczymi gonię czas, a uzupełniający wpis do ostatniego posta aż  się prosi. Dziurawiec przecież słynie ze swoich prozdrowotnych właściwości, nie sposób je tu wszystkie przedstawić, ale próbować warto.
Zanim jednak ktoś sięgnie po herbatkę z dziurawca powinien wiedzieć, że regularne przyjmowanie preparatów z tego ziela uczula na promienie słoneczne. Ponadto NIE WOLNO stosować olejku dziurawcowego do opalania.
A teraz o samej roślinie.
Dziurawiec wysiewa się sam. Rośnie na suchych łąkach, wzgórzach ...i u mnie w ogrodzie. Kwitnie właściwie całe lato, choć najlepiej zbierać go w okolicach św. Jana, wtedy ma największą moc. Ścinamy górną część łodyżki (ok. 30 cm ) tuż przed kwitnieniem, suszymy w przewiewnym miejscu i surowiec zielarski gotowy.
Teraz wystarczy wziąć jedną łyżeczkę suszu, wsypać do filiżanki, zalać gorącą wodą i odstawić na kilka minut do naciągnięcia, potem odcedzić i popijać małymi łykami.
Można też przygotować olejek dziurawcowy na zranienia , oparzenia, czyraki, do nacierania przy bólach reumatycznych czy  bólach głowy. W tym celu świeże kwiaty wsypujemy do naczynia, zalewamy oliwą i odstawiamy na ok. 5 tygodni na słońcu, czasami wstrząsając naczyniem. Odcedzony olej jest gotowy do użycia.
Herbatkę z tego ziela serwuję sobie póżną jesienią, kiedy słońca niewiele, kondycja nerwowa się osłabia, a i smutki jakieś człowieka dopadają. Przy okazji na własnej skórze przekonuję się, jak świetnie dziurawiec leczy wszelkie dolegliwości przewodu pokarmowego.
A swoją drogą: jak bardzo my- Polacy boimy się ziół. Nie przeraża nas nadużywanie leków, wszechobecna chemia ( w tym w żywności), plastikowe pojemniki na żywność, sztuczna odzież i wiele innych rzeczy, lecz zioła, bo szkodzą. Lekceważymy wszystko, co rośnie w ogrodzie, w lesie, na łące- tych skrawkach Raju, które nam jeszcze pozostały; wolimy aptekę. No cóż...wybór należy do każdego z nas.

niedziela, 25 września 2011

"Dziurawe" ziele

Już po raz trzeci usiłuję zamieścić nowy post na swoim blogu, mam nadzieję , że wreszcie się uda. Wcześniej zamiast "opublikowano pomyślnie" na ekranie swojego komputera obserwowałam napis "nie znaleziono serwera" oraz "zaktualizowano Bloggera". Miało być lepiej, a wyszło jak wyszło. Czekając więc na pomoc pewnej Bardzo Mądrej Osoby, próbuję znowu, wpis jednak będzie krótszy od zamierzonego po to, aby nie żałować zmarnowanego czasu, jeśli kolejne podejście zakończy się fiaskiem.
A teraz o dziurawcu. Dlaczego o nim akurat?
Zioło to jest obecne w medycynie właściwie od zawsze. Cenione już przez starożytnych jako lek uniwersalny wytrzymało próbę czasu i do dziś znajduje zastosowanie w leczeniu wielu niedomagań. Dziurawiec znają lekarze (badano klinicznie jego właściwości), stosują fitoterapeuci, zaś ludzie na wsi nazywali go przestrachem, święcili w bukiecie 15 sierpnia, a potem "odymiali" nim osoby wylęknione, niespokojne, nerwowe. Kiedyś sądzono, że ziele to leczy 99 chorób, nie wiem dlaczego akurat tyle, a nie na przykład 100. Faktem natomiast jest, iż preparaty z dziurawca zwyczajnego (napary, nalewki, wyciągi) odznaczają się działaniem ściągającym, przeciwbakteryjnym i wzmacniającym. Stosowane są w najróżniejszych  celach, gdyż zioło to:
-działa rozkurczowo i przeciwzapalnie
-łagodzi zaburzenia czynności przewodu pokarmowego
-uspokaja (skutecznie leczy łagodne postaci depresji)
-działa żółciopędnie i żółciotwórczo
-zapobiega tworzeniu się kamieni żółciowych
-ułatwia usuwanie szkodliwych produktów przemiany materii
-pomaga w leczeniu raka żołądka, piersi, jajników oraz nadciśnienia tętniczego
-leczy rany oparzenia,wzmacnia dziąsła, łagodzi bóle reumatyczne
-.......................

Panaceum? Hm... Jedna z legend głosi, że to diabeł w złości pokłuł ziele dziurawca (stąd nazwa). Może za tę jego moc, z jaką służy człowiekowi...
Ideałów jednak nie ma. Preparaty z dziurawca, choć pochodzenia roślinnego, mogą powodować skutki uboczne, wchodzić w interakcję z innymi lekami, a nawet uczulać. Warto wziąć to pod uwagę.

niedziela, 4 września 2011

O zielarskiej tradycji i... mięcie

Starzy zielarze powiadają, że zioła powinien zbierać ten, kto będzie z nich korzystał. Dotykanie, zrywanie roślinki to podobno jednoczesne przekazywanie jej stanu uczuć i emocji, który zbieraczowi w danej chwili towarzyszy.
Potem wraz z naparami, odwarami itp. wchłaniamy czyjeś myśli, całą tę obcą nam "energetykę", oby tylko pozytywną, wszak zbieracz to też człowiek. Ową "przestrogę", przyznam, traktuję z przymrużeniem oka; często kupuję zioła, bo nie mam ani warunków, ani możliwości, by ususzyć ich tyle, ile potrzebuję. Pozostaje mi tylko wierzyć, że zbieracz dobrym człowiekiem był...
Zresztą sezon zbioru ziół właściwie już się skończył. Dawniej (znów odwołam się do tradycji) uważano, że trwa on od 24 czerwca do 15 sierpnia.W święto Matki Boskiej Zielnej zebrane zioła należało poświęcić i dopiero wówczas używać do celów leczniczych.
Wśrod wielu ziół przygotowanych na tę okazję bezwarunkowo powinna znależć się mięta, dlatego raz jeszcze kilka słów na jej temat.
Jak już kiedyś wspomniałam, to zioło jakoś mi "nie leży", choć w lecie aromatyzuję nim napoje, w tym kompot z letnich mdłych jabłek.Czasem też naparem się raczę.
Kto jednak ma problemy z układem trawiennym, cierpi na "różne boleści brzucha", powinien częściej sięgać po herbatkę z mięty, lecz raczej latem, bo wychładza organizm. Pewnie z tego powodu nie należy pić jej stale.Można również przygotować alkoholowy odświeżacz na lato, z miętą właśnie, ponoć ulubiony napój Ernesta Hemingwaya, ale taki przepis chyba sobie daruję.
Zewnętrznie polecam miętę do płukania jamy ustnej, kąpieli wzmacniających, masowania skroni (olejkiem) przy ataku migreny. Na pewno nie zaszkodzi.