Mimo iż 11 listopada to dla mnie duże święto, okolicznościowego wpisu nie będzie. Inni zrobią to pewnie lepiej, mądrzej. Poczytam. Ja natomiast podam przepis na kurczaka nadziewanego bez kości - danie, które przygotowane wcześniej pozwala mi w takim dniu odpocząć od kuchni. Może ktoś skorzysta?
Oprócz zręcznych rąk potrzebne będą:
- 1 kurczak średniej wielkości o nieuszkodzonej skórze
- ok. 1,3 kg mielonej łopatki (w zależności od wielkości kurczaka)
- 1 jajko
- bułka tarta
- sól, pieprz
- duża garść posiekanej natki pietruszki
- 2-3 łyżki stopionego masła, smalec do smarowania naczynia
- gruba igła, lniane nici
- mały ostry nóż
Wykonanie: Kurczaka starannie myjemy, oczyszczamy z resztek piór, opalamy nad palnikiem z denaturatem, znów myjemy, osuszamy papierowym ręcznikiem. Teraz możemy go położyć na desce i zręcznymi rękami przy pomocy ostrego nożyka usuwamy wszystkie kości. Ja zaczynam od odcięcia części skrzydełek ( w pierwszym stawie ), obluzowuję kości pozostałych części skrzydeł i barku, szyjki, udek, następnie oddzielam kości korpusu od mięsa, starając się, by nie uszkodzić skóry i nie powiększać istniejącego już otworu. Zadanie trudne, szczególnie dla początkujących, ale wykonalne.
Pozostały po usunięciu kości flak z obu stron nacieramy solą i pieprzem i chowamy do lodówki na przynajmniej 2 godziny. Można też zamrozić, np do wykorzystania za kilka dni.
Tymczasem przygotowujemy farsz, czyli mięso łączymy z roztrzepanym jajkiem, bułką (niedużo), dosmaczamy solą, pieprzem i starannie wyrabiamy. Pod koniec dodajemy natkę pietruszki, mieszamy. Dlaczego nie cebulę? Bo szybko kiśnie. Potrawy z cebulą powinno się przechowywać krótko, nawet w lodówce. Farsz gotowy, więc nadziewamy kurczaka, byle luźno, bez upychania na siłę, aby tuszka podczas pieczenia nie popękała. Na koniec lnianą nicią zszywamy wszystkie otwory, ew. rozdarcia, wkładamy do natłuszczonego naczynia, przykrywamy i wkładamy na godzinę do piekarnika (220 stopni). Piec można nawet w prodiżu, o ile się zmieści. Pod koniec pieczenia polać kurczaka roztopionym masłem, nie przykrywać już, niech się przyrumieni. Gotowe. Można spożywać na zimno lub na ciepło.
Danie całkiem niezdrowe, wiem, ale gdy męska cześć rodziny bez mięsa z trudem potrafi przeżyć najwyżej jeden dzień, nie ma wyjścia. Trzeba je czasem przygotować. A natka pietruszki niech usprawiedliwia ten wpis na blogu o ziołach.
niedziela, 11 listopada 2012
piątek, 2 listopada 2012
Liście jeżyny w domowej apteczce
Nie poczyniłam w tym roku zapasów z dzikiej jeżyny. W najbliższej okolicy jej już nie ma (podobnie jak grusz z ulęgałkami, rajskich jabłoni, czereśni ptasich), a na dalsze wycieczki czasu zabrakło. Ostatnio w moje okolice zawitała znowu jesień, zatem może uda mi się jeszcze znaleźć i ususzyć kilka pędów. Wiem, jeżyny można z powodzeniem uprawiać w ogrodzie i do woli rozkoszować się smakiem jej owoców, niemniej jednak materiał zielarski warto pozyskiwać z roślin dzikich, nawet jeśli czynność ta wymaga trochę zachodu.
Liście tego pospolitego krzewu od dawna były używane do przyrządzania herbatek ziołowych, szczególnie polecanych przeziębionym i zagrypionym. Odwarami (1 łyżkę suszonych ziół zalać szklanką wody, gotować do 5 minut, pic w 2-3 porcjach) leczono zaburzenia żołądkowo-jelitowe, biegunki, bóle brzucha, wzdęcia, a przy okazji i lekkie nadciśnienie.
Jednak najczęściej i najchętniej ów materiał zielarski (czyli liście i młode pędy) przeznaczano na tzw. użytek zewnętrzny. W przypadkach chorób skóry (liszaje, wypryski, niegojące się rany) czy reumatyzmu zalecano kąpiele w naparze z liści, przemywania lub okłady ; osoby cierpiące na żylaki w takim naparze moczyły nogi.
Ja potrzebuję jeżyny w zupełnie innym celu: pomijając aromatyczne kąpiele (zapobiegawczo, przeciw grzybicy), podczas anginy naparem z liści lub pędów płuczę jamę ustną. Pomaga. A jeśli komuś nie daj Boże zdarzy się ropny ząb, częstym płukaniem może ropień usunąć, o ile ten jest w początkowym stadium rozwoju. Bo potem już tylko dentysta...
Liście tego pospolitego krzewu od dawna były używane do przyrządzania herbatek ziołowych, szczególnie polecanych przeziębionym i zagrypionym. Odwarami (1 łyżkę suszonych ziół zalać szklanką wody, gotować do 5 minut, pic w 2-3 porcjach) leczono zaburzenia żołądkowo-jelitowe, biegunki, bóle brzucha, wzdęcia, a przy okazji i lekkie nadciśnienie.
Jednak najczęściej i najchętniej ów materiał zielarski (czyli liście i młode pędy) przeznaczano na tzw. użytek zewnętrzny. W przypadkach chorób skóry (liszaje, wypryski, niegojące się rany) czy reumatyzmu zalecano kąpiele w naparze z liści, przemywania lub okłady ; osoby cierpiące na żylaki w takim naparze moczyły nogi.
Ja potrzebuję jeżyny w zupełnie innym celu: pomijając aromatyczne kąpiele (zapobiegawczo, przeciw grzybicy), podczas anginy naparem z liści lub pędów płuczę jamę ustną. Pomaga. A jeśli komuś nie daj Boże zdarzy się ropny ząb, częstym płukaniem może ropień usunąć, o ile ten jest w początkowym stadium rozwoju. Bo potem już tylko dentysta...
poniedziałek, 8 października 2012
Taki sobie misz-masz
Ostatnio moje życie nabrało niebywałego tempa. Nie zamierzam przeprowadzać tutaj dogłębnej analizy problemu, wystarczy iż wspomnę (Córciu, nie czytaj tego, proszę), że wstaję codziennie o godz. 4. z minutami, po 5. wyjeżdżam z domu, a wracam do niego po 18-stej, choć zdarza się i przed dwudziestą. Siłą rzeczy zaległości w moim obszarze działań gromadzi się coraz więcej, z czego najbardziej uwierają nieprzetworzone warzywa. Wszystko za sprawą Wnusi, Skarbu, który od początku swego istnienia zawładnął moim sercem, a ostatnio niemal życiem całym. Nic to - jak mawiał pewien Michał Wołodyjowski do swojej Basi.
Jedyne, co powinnam była zrobić już dawno, to prosić Szanownych Czytaczy o wyrozumiałość, zaś autorkom blogów: MIĘKKIE DROGI, CZYLI Z MIASTA DO WIOSKI! oraz MOJA MAŁA ZAGRODA I JA serdecznie podziękować za wyróżnienia. Wybaczcie, moja opieszałość nie wynika z jakichś nieokreślonych fanaberii, lecz z braku czasu po prostu. Kamo, Ilonko, jeszcze raz DZIĘKUJĘ! Natomiast nieznających w/w blogów zachęcam do zaglądnięcia, bowiem piszą je kobiety nietuzinkowe (choć każda w innym stylu), osoby, które robią wiele, by znaleźć się po piękniejszej stronie życia, co im się zresztą znakomicie udaje. Podziwiam je i pozdrawiam.
Dla mnie osobiście sezon jesień-zima zaczął się od porządnego przeziębienia, niestety. Tak to bywa, kiedy człowiek w porę nie pomyśli o cieplejszym ubraniu, w szczególności o stosownych na jesienne słoty butach. Na przyszłość wypadałoby się skuteczniej zabezpieczyć przed niespodziankami z infekcją w roli głównej, wszak nie mogę pozwolić sobie na chorowanie. Nie teraz. Zwlokłam się więc z łóżka, aby między jednym kichnięciem a kolejnym, przypomnieć sobie (może komuś jeszcze) o pozytywnym wpływie tranu na organizm człowieka.
Starsze pokolenie pamięta zapewne ów śmierdzący specyfik, który swego czasu nagminnie aplikowano dzieciom w ramach profilaktyki zdrowotnej. Miał działać wzmacniająco, zapobiegać krzywicy, stymulować wzrost...
Dziś o właściwościach oleju rybiego wiemy o wiele więcej.Okazuje się, że z wielkim pożytkiem dla zdrowia powinny pić go nie tylko dzieci, ale również osoby starsze. Dlaczego? Powodów jest wiele, bowiem udowodniono, iż tran:
-chroni przed chorobami zakaźnymi,
-usprawnia myślenie,
- zapobiega osteoporozie i miażdżycy,
- wspomaga odporność,
- korzystnie wpływa na stan skóry, włosów, paznokci,
- być może działa przeciwrakowo.
Oczywiście nie wymieniłam tu wszystkich zalet, lecz najważniejsze, dla mnie.
A zastrzeżenia? Są i warto je znać. Oto one:
- tran należy zażywać tylko w okresie niedużego nasłonecznienia (jesień-zima),
- nie przyjmujemy go razem z innymi preparatami wielowitaminowymi oraz lekami przeciwzakrzepowymi,
- nie przekraczamy dziennej dawki zalecanej przez producenta,
- nie zażywamy zbyt długo (mogą pojawić się problemy z krzepliwością krwi),
- butelkę z napoczętym płynnym specyfikiem trzymamy w lodówce.
Choć ostatnio pojawiają się głosy, że ze względu na zatrucie wód oceanicznych ryby kumulują w organizmach zanieczyszczenia, a zatem olej z nich produkowany nie jest całkiem bezpieczny, ja jednak wolę go od sztucznych witamin w pastylkach. I mam nadzieję, że czosnek (koniecznie nasz, polski) oraz tran właśnie uczynią mnie "niewidzialną" dla wszelkiego rodzaju infekcji.
Jedyne, co powinnam była zrobić już dawno, to prosić Szanownych Czytaczy o wyrozumiałość, zaś autorkom blogów: MIĘKKIE DROGI, CZYLI Z MIASTA DO WIOSKI! oraz MOJA MAŁA ZAGRODA I JA serdecznie podziękować za wyróżnienia. Wybaczcie, moja opieszałość nie wynika z jakichś nieokreślonych fanaberii, lecz z braku czasu po prostu. Kamo, Ilonko, jeszcze raz DZIĘKUJĘ! Natomiast nieznających w/w blogów zachęcam do zaglądnięcia, bowiem piszą je kobiety nietuzinkowe (choć każda w innym stylu), osoby, które robią wiele, by znaleźć się po piękniejszej stronie życia, co im się zresztą znakomicie udaje. Podziwiam je i pozdrawiam.
Dla mnie osobiście sezon jesień-zima zaczął się od porządnego przeziębienia, niestety. Tak to bywa, kiedy człowiek w porę nie pomyśli o cieplejszym ubraniu, w szczególności o stosownych na jesienne słoty butach. Na przyszłość wypadałoby się skuteczniej zabezpieczyć przed niespodziankami z infekcją w roli głównej, wszak nie mogę pozwolić sobie na chorowanie. Nie teraz. Zwlokłam się więc z łóżka, aby między jednym kichnięciem a kolejnym, przypomnieć sobie (może komuś jeszcze) o pozytywnym wpływie tranu na organizm człowieka.
Starsze pokolenie pamięta zapewne ów śmierdzący specyfik, który swego czasu nagminnie aplikowano dzieciom w ramach profilaktyki zdrowotnej. Miał działać wzmacniająco, zapobiegać krzywicy, stymulować wzrost...
Dziś o właściwościach oleju rybiego wiemy o wiele więcej.Okazuje się, że z wielkim pożytkiem dla zdrowia powinny pić go nie tylko dzieci, ale również osoby starsze. Dlaczego? Powodów jest wiele, bowiem udowodniono, iż tran:
-chroni przed chorobami zakaźnymi,
-usprawnia myślenie,
- zapobiega osteoporozie i miażdżycy,
- wspomaga odporność,
- korzystnie wpływa na stan skóry, włosów, paznokci,
- być może działa przeciwrakowo.
Oczywiście nie wymieniłam tu wszystkich zalet, lecz najważniejsze, dla mnie.
A zastrzeżenia? Są i warto je znać. Oto one:
- tran należy zażywać tylko w okresie niedużego nasłonecznienia (jesień-zima),
- nie przyjmujemy go razem z innymi preparatami wielowitaminowymi oraz lekami przeciwzakrzepowymi,
- nie przekraczamy dziennej dawki zalecanej przez producenta,
- nie zażywamy zbyt długo (mogą pojawić się problemy z krzepliwością krwi),
- butelkę z napoczętym płynnym specyfikiem trzymamy w lodówce.
Choć ostatnio pojawiają się głosy, że ze względu na zatrucie wód oceanicznych ryby kumulują w organizmach zanieczyszczenia, a zatem olej z nich produkowany nie jest całkiem bezpieczny, ja jednak wolę go od sztucznych witamin w pastylkach. I mam nadzieję, że czosnek (koniecznie nasz, polski) oraz tran właśnie uczynią mnie "niewidzialną" dla wszelkiego rodzaju infekcji.
niedziela, 19 sierpnia 2012
Herbatka z kminku? Czemu nie...
W medycynie ludowej kminek był szczególnie popularny. Istniało bowiem przekonanie, że nie tylko " uspokaja wiatry w ciele (...), usuwa bekanie" ale również ma moc odpędzania demonów. Oczywiście noszenia na szyi woreczka z owocami tego ziela nikomu nie polecam, lecz do ich spożywania jak najbardziej zachęcam. Nie bez powodu przecież polskie gospodynie stosowały go i stosują do wyrobu wędlin,
do mięs,kiszonej kapusty, zup, sosów, a nawet chleba czy twarogu. One po prostu wiedziały, że przyprawa ta podnosi smak i strawność potraw.
Współczesna medycyna lecznicze właściwości kminku zdecydowanie potwierdziła. W jednym
z artykułów p. dr hab. E. Osińskiej czytam: " Kminek wpływa na pobudzenie apetytu i lepsze trawienie. Działa rozkurczowo na mięśnie gładkie jelit i przewodów żółciowych, regulując dopływ żółci i soku trzustkowego do dwunastnicy.Wzmaga też wydzielanie soku żołądkowego. Zmniejsza procesy gnilne w przewodzie pokarmowym. Podobnie jak anyż, stosowany też bywa jako środek wykrztuśny, lekiem jest tu głównie napar z nasion. Kminek jest też jednym z najpopularniejszych środków tzw. wiatropędnych, a ponadto wykazuje działanie lekko moczopędne i bakteriobójcze. Trzeba wspomnieć również o jego właściwościach mlekopędnych."
Niektórzy dodają: w połączeniu z dużą ilością płynów kminek przyśpiesza wypróżnianie, a także pomaga pozbyć się robaków z organizmu.
Zatem po obfitym obiedzie może korzystniej byłoby wypić pól szklanki naparu ze zgniecionych owoców kminku ( można pogryzać suche), niż sięgać po słodki deser...Na pewno nie zaszkodzi. No, chyba że ktoś reaguje alergicznie na baldaszkowate.
do mięs,kiszonej kapusty, zup, sosów, a nawet chleba czy twarogu. One po prostu wiedziały, że przyprawa ta podnosi smak i strawność potraw.
Współczesna medycyna lecznicze właściwości kminku zdecydowanie potwierdziła. W jednym
z artykułów p. dr hab. E. Osińskiej czytam: " Kminek wpływa na pobudzenie apetytu i lepsze trawienie. Działa rozkurczowo na mięśnie gładkie jelit i przewodów żółciowych, regulując dopływ żółci i soku trzustkowego do dwunastnicy.Wzmaga też wydzielanie soku żołądkowego. Zmniejsza procesy gnilne w przewodzie pokarmowym. Podobnie jak anyż, stosowany też bywa jako środek wykrztuśny, lekiem jest tu głównie napar z nasion. Kminek jest też jednym z najpopularniejszych środków tzw. wiatropędnych, a ponadto wykazuje działanie lekko moczopędne i bakteriobójcze. Trzeba wspomnieć również o jego właściwościach mlekopędnych."
Niektórzy dodają: w połączeniu z dużą ilością płynów kminek przyśpiesza wypróżnianie, a także pomaga pozbyć się robaków z organizmu.
Zatem po obfitym obiedzie może korzystniej byłoby wypić pól szklanki naparu ze zgniecionych owoców kminku ( można pogryzać suche), niż sięgać po słodki deser...Na pewno nie zaszkodzi. No, chyba że ktoś reaguje alergicznie na baldaszkowate.
niedziela, 5 sierpnia 2012
Koniczyna łąkowa
Znaleźć ją łatwo, jako że rośnie wszędzie: na łąkach, zrębach lasów, na polanach. Kwitnie praktycznie całe lato drobnymi, zebranymi w kuliste czerwonawe główki kwiatkami. Owe kwiatki w postaci naparu wykorzystywano kiedyś jako lek przeciw anemii, wycieńczeniu, łagodzono bóle miesiączkowe, a chorym na stawy dodawano do kąpieli. Niektórzy twierdzili nawet, że nalewka na suszonych kwiatach koniczyny (zażywana po kilkanaście kropel dziennie) odmładza.
Co na to medycyna konwencjonalna? Panie: Honorata Mielczarek-Szałkowska i Ewa Szałkowska-West w książeczce "Naturalne metody profilaktyki i leczenia chorób nowotworowych" przypisują tej roślinie właściwości niezwykłe. Cytuję odpowiedni fragment:
" Przetwory z koniczyny (łąkowej zwanej czasem czerwoną) działają moczopędnie i wykrztuśnie, pobudzają pracę wątroby, regulują czynności przewodu pokarmowego, poprawiają apetyt i ułatwiają wypróżnienia, wzmagają znacznie przemianę materii, pobudzają także organizm do wytwarzania interferonu, co hamuje wzrost komórek nowotworowych i zanikanie wirusów raka. (...) Można robić wyciągi wodne- odwary z liści koniczyny czerwonej i pić 3-4 razy dziennie po1 szklance między posiłkami. (...) Odwarów z koniczyny można używać do przemywania i kąpieli. Wskazane jest dodawanie drobno usiekanych liści koniczyny do wszystkich surówek ze szczypiorkiem i natką pietruszki. Nie ma przeciwwskazań. Koniczyna jest bogata w białko roślinne."
Nic, tylko zbierać i suszyć.
Co na to medycyna konwencjonalna? Panie: Honorata Mielczarek-Szałkowska i Ewa Szałkowska-West w książeczce "Naturalne metody profilaktyki i leczenia chorób nowotworowych" przypisują tej roślinie właściwości niezwykłe. Cytuję odpowiedni fragment:
" Przetwory z koniczyny (łąkowej zwanej czasem czerwoną) działają moczopędnie i wykrztuśnie, pobudzają pracę wątroby, regulują czynności przewodu pokarmowego, poprawiają apetyt i ułatwiają wypróżnienia, wzmagają znacznie przemianę materii, pobudzają także organizm do wytwarzania interferonu, co hamuje wzrost komórek nowotworowych i zanikanie wirusów raka. (...) Można robić wyciągi wodne- odwary z liści koniczyny czerwonej i pić 3-4 razy dziennie po1 szklance między posiłkami. (...) Odwarów z koniczyny można używać do przemywania i kąpieli. Wskazane jest dodawanie drobno usiekanych liści koniczyny do wszystkich surówek ze szczypiorkiem i natką pietruszki. Nie ma przeciwwskazań. Koniczyna jest bogata w białko roślinne."
Nic, tylko zbierać i suszyć.
czwartek, 19 lipca 2012
Najprostsza surówka z czarnej rzodkwi
Dwie, trzy czarne rzodkwie utrzeć na tarce, dodać tarte jabłko, ew. marchewkę, posiekany koperek, śmietanę lub jogurt, przyprawić do smaku i surówka gotowa. Proste? Niekoniecznie, bowiem ani w sklepie, ani na targowisku warzywa tego nie uświadczy. Zatem nie pozostaje nic innego, jak znaleźć dla niej miejsce we własnym ogrodzie.
Uprawa rzodkwi nie jest trudna. Najczęściej sieje się ją w lipcu jako poplon po warzywach wczesnych (np. sałacie), nigdy po roślinach z tej samej rodziny botanicznej (choroby). Po wschodach wystarczy przerwać, systematycznie odchwaszczać, a w czasie suszy podlewać. Zbiera się na bieżąco w miarę dorastania zgrubień, można też przechowywać podobnie jak inne korzeniowe.A potem pozostaje tylko przyrządzić smaczną surówkę, jednak pod warunkiem, że polubimy jej ostry, piekący smak.
Kto powinien jadać czarną rzodkiew? Każdy (o ile nie cierpi na ostre zapalenie przewodu pokarmowego i nerek), zaś cierpiący na niedomagania wątroby i dróg żółciowych w szczególności. Wszak raphacholin to nic innego jak wyciąg z korzenia tego warzywa.
Dawniej wierzono, że tą rośliną można leczyć choroby płuc, kaszel, robaczycę. Sokiem z korzenia nacierano skórę głowy w celu poprawienia kondycji włosów lub twarz, by rozjaśnić piegi. Współcześnie uważa się, że oprócz wspomnianej wątroby pomaga przy chorobach serca, reumatyzmie stawów, złośliwej anemii. Niektórzy dodają: rośliny z rodziny tak zwanych krzyżowych ( kapusta, kalafior, rzodkiew, rzodkiewka, chrzan, rzepa, rzeżucha, brukiew) przeciwdziałają czynnikom rakotwórczym. Kto wie?
A jeśli nawet rzodkiew nie jest lekiem na w/w choroby, to i tak warto ją jadać. Choćby dla urozmaicenia jadłospisu.
Uprawa rzodkwi nie jest trudna. Najczęściej sieje się ją w lipcu jako poplon po warzywach wczesnych (np. sałacie), nigdy po roślinach z tej samej rodziny botanicznej (choroby). Po wschodach wystarczy przerwać, systematycznie odchwaszczać, a w czasie suszy podlewać. Zbiera się na bieżąco w miarę dorastania zgrubień, można też przechowywać podobnie jak inne korzeniowe.A potem pozostaje tylko przyrządzić smaczną surówkę, jednak pod warunkiem, że polubimy jej ostry, piekący smak.
Kto powinien jadać czarną rzodkiew? Każdy (o ile nie cierpi na ostre zapalenie przewodu pokarmowego i nerek), zaś cierpiący na niedomagania wątroby i dróg żółciowych w szczególności. Wszak raphacholin to nic innego jak wyciąg z korzenia tego warzywa.
Dawniej wierzono, że tą rośliną można leczyć choroby płuc, kaszel, robaczycę. Sokiem z korzenia nacierano skórę głowy w celu poprawienia kondycji włosów lub twarz, by rozjaśnić piegi. Współcześnie uważa się, że oprócz wspomnianej wątroby pomaga przy chorobach serca, reumatyzmie stawów, złośliwej anemii. Niektórzy dodają: rośliny z rodziny tak zwanych krzyżowych ( kapusta, kalafior, rzodkiew, rzodkiewka, chrzan, rzepa, rzeżucha, brukiew) przeciwdziałają czynnikom rakotwórczym. Kto wie?
A jeśli nawet rzodkiew nie jest lekiem na w/w choroby, to i tak warto ją jadać. Choćby dla urozmaicenia jadłospisu.
poniedziałek, 18 czerwca 2012
Nie samym chlebem...
Z powodu tzw. przyczyn obiektywnych nie będzie wpisów na blogu jeszcze co najmniej kilka(naście?) dni. Nie, nie porzucam bloga, a tym bardziej wirtualnych znajomych; ziołom też pozostaję wierna. Tym, którzy tu zaglądają, pozostawiam mądry tekst nieznanego autora. Wszak nie samym chlebem ( czyt. ziołami ) człowiek żyje.
Miej czas na pracę
Jest ceną sukcesu
Miej czas na rozmyślanie
Jest źródłem siły
Miej czas na zabawę
Jest eliksirem młodości
Miej czas na czytanie
Jest skarbnicą mądrości
Miej czas na życzliwość
Jest drogą do szczęścia
Miej czas na miłość
Jest pokarmem duszy
Miej czas na dzielenie się
Życie jest zbyt krótkie,
aby zachować je dla siebie
Miej czas na śmiech
Jest muzyką serca
Miej czas na marzenia
Przybliżają cię do gwiazd.
Miej czas na pracę
Jest ceną sukcesu
Miej czas na rozmyślanie
Jest źródłem siły
Miej czas na zabawę
Jest eliksirem młodości
Miej czas na czytanie
Jest skarbnicą mądrości
Miej czas na życzliwość
Jest drogą do szczęścia
Miej czas na miłość
Jest pokarmem duszy
Miej czas na dzielenie się
Życie jest zbyt krótkie,
aby zachować je dla siebie
Miej czas na śmiech
Jest muzyką serca
Miej czas na marzenia
Przybliżają cię do gwiazd.
Subskrybuj:
Posty (Atom)