Świat roślin jako przebogate źródło surowców leczniczych docenia coraz więcej osób. Mnie on również fascynuje, czemu daję wyraz miedzy innymi na blogu. Wszystkich Czytaczy, Przeglądaczy, Przypadkowozaglądających, a przede wszystkim Komentatorów serdecznie pozdrawiam. Cieszę się, że tu jesteście lub przynajmniej bywacie. Wasza obecność dowodzi, iż fitoterapia nie odeszła do lamusa, wręcz przeciwnie, ma się bardzo dobrze. I niech tak zostanie.
Dziś jednak nie o ziołach, lecz pewną legendę przypomnieć chciałam.
Otóż swego czasu, kiedy Święta Rodzina uciekała przed siepaczami Heroda do Egiptu, Matka Boża zapragnęła trochę odpocząć i Dzieciątko nakarmić. W przydrożnym lasku dostrzegła osikę, usiadła w jej cieniu, prosząc, aby ta osłoniła ją swym listowiem. Osika bardzo się przestraszyła, że król za pomoc Świętym Zbiegom może ją ściąć, zaczęła się mętnie tłumaczyć i drżeć całą sobą. Jednym słowem odmówiła pomocy. W tej sytuacji Święta Rodzina pewnie zrezygnowałaby z odpoczynku, gdyby nie leszczyna. Spośród drzew i krzewów rosnących przy drodze właśnie ona pierwsza zaproponowała uciekającym schronienie. Nie bacząc na okrucieństwo srogiego króla otuliła zmęczonych wędrowców gęsto ulistnionymi gałązkami, zapewniając im przynajmniej na chwilę spokój i bezpieczeństwo. Na pamiątkę tego wydarzenia Pan Jezus sprawił, że w leszczynę nigdy nie uderzają pioruny ( dlatego sadzono ją w pobliżu domostw ), natomiast w osikę - często. A przy tym ta ostatnia do dziś nawet przy bezwietrznej pogodzie trzęsie się ze strachu. Ciągle boi się Heroda. Tyle legenda. Zaś o leczniczych właściwościach orzechów, liści i kory leszczyny napiszę innym razem.
poniedziałek, 16 lutego 2015
poniedziałek, 2 lutego 2015
Jałowiec - środek "czyszczący krew"
Dzisiejszy wpis (łącznie z tytułem) oparłam przede wszystkim o książkę "Leki z Bożej Apteki" wyd. trzecie, w mniejszej zaś części o doświadczenia własne.
Oto najważniejsze informacje:
1. Już w dawnych czasach używano jałowca do konserwowania mięs w dymie z igliwia, gdyż cała roślina posiada silne właściwości bakteriobójcze.
2. Używano go również do okadzeń i inhalacji.
3. Uważano, że szyszkojagody mają właściwości lecznicze: przywracają apetyt, poprawiają samopoczucie, leczą choroby przemiany materii (czyszczą krew).
4. Cenił je również sławny dr Knaipp i w oparciu o owoce jałowca zalecał kurację "oczyszczającą najbardziej zanieczyszczoną krew", która niejako przy okazji miała odmładzać cały organizm.
5. Podobno żucie jagód jałowca usuwa brzydki zapach z ust, przy tym chroni przed przeziębieniem.
6. Kilka sztuk jałowca można dodać do bigosu, różnych mięs, marynat.
7. Kiedyś dodawano je do kapusty podczas kiszenia.
8.Owoce jałowca widziałam w składzie wielu mieszanek ziołowych, szczególnie wspomagających leczenie dolegliwości układu trawiennego, a zatem są doceniane również przez współczesnych fitoterapeutów.
Jeśli komuś uda się znaleźć krzak jałowca, niech nie zrywa wszystkich owoców. Kilkanaście sztuk mu wystarczy. A ptaki np. kwiczoły i jemiołuszki też zechcą się poczęstować. Na zdrowie.
Oto najważniejsze informacje:
1. Już w dawnych czasach używano jałowca do konserwowania mięs w dymie z igliwia, gdyż cała roślina posiada silne właściwości bakteriobójcze.
2. Używano go również do okadzeń i inhalacji.
3. Uważano, że szyszkojagody mają właściwości lecznicze: przywracają apetyt, poprawiają samopoczucie, leczą choroby przemiany materii (czyszczą krew).
4. Cenił je również sławny dr Knaipp i w oparciu o owoce jałowca zalecał kurację "oczyszczającą najbardziej zanieczyszczoną krew", która niejako przy okazji miała odmładzać cały organizm.
5. Podobno żucie jagód jałowca usuwa brzydki zapach z ust, przy tym chroni przed przeziębieniem.
6. Kilka sztuk jałowca można dodać do bigosu, różnych mięs, marynat.
7. Kiedyś dodawano je do kapusty podczas kiszenia.
8.Owoce jałowca widziałam w składzie wielu mieszanek ziołowych, szczególnie wspomagających leczenie dolegliwości układu trawiennego, a zatem są doceniane również przez współczesnych fitoterapeutów.
Jeśli komuś uda się znaleźć krzak jałowca, niech nie zrywa wszystkich owoców. Kilkanaście sztuk mu wystarczy. A ptaki np. kwiczoły i jemiołuszki też zechcą się poczęstować. Na zdrowie.
wtorek, 6 stycznia 2015
Kto chce, niech spróbuje
Święta minęły, pogoda raczy się stabilizować, czas więc wybrać się na dłuższy spacer. Kto ma ochotę i możliwość niech rozglądnie się za drzewem jałowca pospolitego. Myślę, że warto.
Ogólnie rzecz biorąc jest to drzewo (krzew?) dobre, życzliwe ludziom, którego, jeśli wierzyć legendom, bały się wszystkie diabły. Nic zatem dziwnego, że drzewiej palono jałowcowe gałęzie, a dymem okadzano domy. Nie przypuszczam, aby towarzystwu piekielnemu jakoś ten dym szkodził, za to bakteriom i wirusom wszelkiej maści na pewno. Podobno amerykańscy Indianie chorych na gruźlicę osiedlali w zaroślach jałowca. Wiedzieli, co robią. Jałowiec wydziela kilka razy więcej bakteriobójczych olejków eterycznych niż inne drzewo iglaste. A przy tym doskonale jonizuje powietrze. Taki bukiecik z gałązek przy komputerze aż się prosi. Niestety, wśród starszych ludzi (przynajmniej w mojej okolicy) panuje przekonanie, że jałowca nie sadzi się koło domu, a tym bardziej do domu nie wnosi. Nie wiem dlaczego. Myślę jednak, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby przygotować sobie aromatyczną kąpiel. Wystarczy zerwać kilka gałązek, sporządzić wywar, wlać do wanny, uzupełnić wodą i gotowe.
Z owocami czyli szyszkojagodami jest troszkę trudniej. Zbieramy od października do marca (najlepiej po przymrozkach) tylko dojrzałe dwu- trzyletnie w niewielkich ilościach, bowiem praktyka dowodzi, że jagody jałowca stosowane zbyt długo w dużych dawkach mogą podrażnić nerki. Poza tym nie wolno z nich korzystać kobietom w ciąży, chorym na nerki, przy ostrych stanach zapalnych żołądka, marskości wątroby itp.
Nie zbieramy owoców z egzemplarzy rosnących w ogrodach. Może się bowiem okazać, że to jałowiec sabiński (sawina) i porządne zatrucie gotowe. Mimo trujących (a może dzięki) właściwości dawniej podobno niejedna Sabina korzystała z jego pomocy, jeśli nie chciała zostać matką.
Wróćmy jednak do szyszkojagód jałowca pospolitego. Komu udało się je zebrać, może przygotować sobie leczniczą nalewkę. Ponieważ sama nigdy takiej nie robiłam (inne owszem), przepis zaczerpnęłam z książeczki T. Stąpór ''Nalewki i wina lecznicze".
Oto on:
Garść jagód jałowca rozgnieść w moździerzu i zalać 0,5 l podgrzanego spirytusu.Nie może być gorący. Odstawić na trzy dni. Po tym czasie nalewka gotowa. Ale jej nie odcedzamy. Jest to" lek" na wszelkie przejedzenia, niestrawności, a nawet przeziębienia. Po sutym posiłku wypijamy 25-30g, ale nie więcej. Nalewka odtruwa organizm, rozgrzewa, ułatwia trawienie. Podejrzewam, że mikstura może zastąpić niejeden verdin, ale to oczywiście rzecz gustu.
A o innych możliwościach wykorzystania jałowca opowiem innym razem
Ogólnie rzecz biorąc jest to drzewo (krzew?) dobre, życzliwe ludziom, którego, jeśli wierzyć legendom, bały się wszystkie diabły. Nic zatem dziwnego, że drzewiej palono jałowcowe gałęzie, a dymem okadzano domy. Nie przypuszczam, aby towarzystwu piekielnemu jakoś ten dym szkodził, za to bakteriom i wirusom wszelkiej maści na pewno. Podobno amerykańscy Indianie chorych na gruźlicę osiedlali w zaroślach jałowca. Wiedzieli, co robią. Jałowiec wydziela kilka razy więcej bakteriobójczych olejków eterycznych niż inne drzewo iglaste. A przy tym doskonale jonizuje powietrze. Taki bukiecik z gałązek przy komputerze aż się prosi. Niestety, wśród starszych ludzi (przynajmniej w mojej okolicy) panuje przekonanie, że jałowca nie sadzi się koło domu, a tym bardziej do domu nie wnosi. Nie wiem dlaczego. Myślę jednak, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby przygotować sobie aromatyczną kąpiel. Wystarczy zerwać kilka gałązek, sporządzić wywar, wlać do wanny, uzupełnić wodą i gotowe.
Z owocami czyli szyszkojagodami jest troszkę trudniej. Zbieramy od października do marca (najlepiej po przymrozkach) tylko dojrzałe dwu- trzyletnie w niewielkich ilościach, bowiem praktyka dowodzi, że jagody jałowca stosowane zbyt długo w dużych dawkach mogą podrażnić nerki. Poza tym nie wolno z nich korzystać kobietom w ciąży, chorym na nerki, przy ostrych stanach zapalnych żołądka, marskości wątroby itp.
Nie zbieramy owoców z egzemplarzy rosnących w ogrodach. Może się bowiem okazać, że to jałowiec sabiński (sawina) i porządne zatrucie gotowe. Mimo trujących (a może dzięki) właściwości dawniej podobno niejedna Sabina korzystała z jego pomocy, jeśli nie chciała zostać matką.
Wróćmy jednak do szyszkojagód jałowca pospolitego. Komu udało się je zebrać, może przygotować sobie leczniczą nalewkę. Ponieważ sama nigdy takiej nie robiłam (inne owszem), przepis zaczerpnęłam z książeczki T. Stąpór ''Nalewki i wina lecznicze".
Oto on:
Garść jagód jałowca rozgnieść w moździerzu i zalać 0,5 l podgrzanego spirytusu.Nie może być gorący. Odstawić na trzy dni. Po tym czasie nalewka gotowa. Ale jej nie odcedzamy. Jest to" lek" na wszelkie przejedzenia, niestrawności, a nawet przeziębienia. Po sutym posiłku wypijamy 25-30g, ale nie więcej. Nalewka odtruwa organizm, rozgrzewa, ułatwia trawienie. Podejrzewam, że mikstura może zastąpić niejeden verdin, ale to oczywiście rzecz gustu.
A o innych możliwościach wykorzystania jałowca opowiem innym razem
środa, 31 grudnia 2014
Gdy dusza zostanie...
Nie pamiętam, gdzie przeczytałam tekst, który pozwalam sobie tutaj streścić.
Grupa badaczy - naukowców wybrała się w Himalaje. Ponieważ zabrali ze sobą wiele rzeczy, zatrudnili tubylców, aby ten bagaż nieśli. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że mają przed sobą drogę długą i trudną, mocno obciążeni nie przyspieszą, zatem do celu dotrą najwcześniej za kilkanaście dni.
Tymczasem pierwsze etapy wspinaczki ekipa pokonała bardzo szybko, naukowcy już się cieszyli na myśl, że cel zostanie osiągnięty wcześniej, niż planowano. Tak się jednak nie stało. Gdy byli już blisko, tragarze oznajmili, że dalej nie idą, a w tym miejscu muszą pozostać 3 dni. Nie pomogły prośby uczonych ani obietnice podwyżki. Nie i już.
Na pytanie ''dlaczego'' usłyszeli:
- Szliśmy zbyt szybko. Nasze ciała są tutaj, ale dusze zostały daleko w tyle. Musimy na nie poczekać.
Przed nami Nowy Rok. Oby był radośniejszy i szczęśliwszy od poprzedniego. My zaś, zagonieni w codziennym kieracie umiejmy znaleźć czas dla ducha, by kiedyś nie trzeba było na niego czekać. Dosiego Roku
Grupa badaczy - naukowców wybrała się w Himalaje. Ponieważ zabrali ze sobą wiele rzeczy, zatrudnili tubylców, aby ten bagaż nieśli. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że mają przed sobą drogę długą i trudną, mocno obciążeni nie przyspieszą, zatem do celu dotrą najwcześniej za kilkanaście dni.
Tymczasem pierwsze etapy wspinaczki ekipa pokonała bardzo szybko, naukowcy już się cieszyli na myśl, że cel zostanie osiągnięty wcześniej, niż planowano. Tak się jednak nie stało. Gdy byli już blisko, tragarze oznajmili, że dalej nie idą, a w tym miejscu muszą pozostać 3 dni. Nie pomogły prośby uczonych ani obietnice podwyżki. Nie i już.
Na pytanie ''dlaczego'' usłyszeli:
- Szliśmy zbyt szybko. Nasze ciała są tutaj, ale dusze zostały daleko w tyle. Musimy na nie poczekać.
Przed nami Nowy Rok. Oby był radośniejszy i szczęśliwszy od poprzedniego. My zaś, zagonieni w codziennym kieracie umiejmy znaleźć czas dla ducha, by kiedyś nie trzeba było na niego czekać. Dosiego Roku
wtorek, 30 grudnia 2014
Powrót do... normalności
Po licznych turbulencjach i zawirowaniach życiowych wracam do formy, a tym samym do blogowania. Oczywiście forma będzie na miarę sytuacji, w której się znalazłam, zaś wpisy niekoniecznie systematyczne ale i tak się cieszę.
Wszystkim zaglądającym jeszcze tutaj oszczędzę prywatnych wynurzeń, za to już w następnym wpisie udowodnię, że prawdziwy zielarz nie ma wakacji. Nawet w zimie.
Wszystkim zaglądającym jeszcze tutaj oszczędzę prywatnych wynurzeń, za to już w następnym wpisie udowodnię, że prawdziwy zielarz nie ma wakacji. Nawet w zimie.
wtorek, 8 stycznia 2013
***
Koniec 2012 i początek 2013 roku to dla mnie bardzo trudny czas. Z powodu choroby Mamy wiele spraw ( w tym pisanie bloga ) musiałam odłożyć na bok. Pozostały wizyty w szpitalu..., żal..., łzy... i nadzieja wbrew nadziei. Wrócę tu, jak tylko będę mogła. Pozdrawiam w Nowym Roku.
poniedziałek, 19 listopada 2012
O skutkach "niehigienicznego trybu życia" i jak temu zaradzić
"Przy cukrowej chorobie (cukrzycy), której przyczyną może być życie niehigieniczne, nadużycia płciowe, przepracowanie umysłowe, silne wzruszenia, zmartwienie, nadużycie kwasów, wina, wstrząs mózgu, a nawet silne przeziębienie najskuteczniejszem lekarstwem okazało się jedzenie jagód borówki czernicy oraz picie z nich (w stanie ususzonym) herbaty, a w braku jagód - z liści, które w każdej porze roku zbierać można w lasach".
O tym, że owoce borówki czernicy stanowią skuteczny lek przeciwbiegunkowy, wiedzą chyba wszyscy. Inne właściwości (działanie przeciwrobaczycowe, antybakteryjne, zmniejszające przepuszczalność i kruchość naczyń krwionośnych, a nawet poprawiające wzrok) też są nam znane. Natomiast liście tej krzewinki jako materiał zielarski raczej nie zyskały popularności. A szkoda.
W liściach borówki zawarta jest substancja, która obniża poziom cukru we krwi, dlatego stosuje się je przy leczeniu cukrzycy ( zwłaszcza w początkowych stadiach) jako środek pomocniczy, najczęściej zresztą w mieszankach. Wystarczy tu wspomnieć Herbapol i jego Diabetosan, ziółka przeciwcukrzycowe prof. Muszyńskiego i wiele innych. Poza tym ziele czernicy ma wyraźne właściwości bakteriobójcze, przeciwzapalne i moczopędne. Naparem można więc łagodzić stan zapalny przewodu pokarmowego, dróg moczowych, a przy okazji i pracę trzustki wspomagać.
W sumie leki przygotowane na bazie suszonych owoców czy liści samej borówki czernicy działają dość łagodnie (nawet dzieciom podawać można), ale działają, o czym powinny pamiętać osoby ze skłonnością do zaparć. Dla nich o wiele korzystniej zjadać owoce świeże.
Cytat, który umieściłam na początku wpisu, traktuję jako ciekawostkę, choć muszę przyznać nie do końca. Jedno jest pewne: liści tej krzewinki nie zbieramy cały rok, lecz w maju - czerwcu, podczas kwitnienia rośliny.
O tym, że owoce borówki czernicy stanowią skuteczny lek przeciwbiegunkowy, wiedzą chyba wszyscy. Inne właściwości (działanie przeciwrobaczycowe, antybakteryjne, zmniejszające przepuszczalność i kruchość naczyń krwionośnych, a nawet poprawiające wzrok) też są nam znane. Natomiast liście tej krzewinki jako materiał zielarski raczej nie zyskały popularności. A szkoda.
W liściach borówki zawarta jest substancja, która obniża poziom cukru we krwi, dlatego stosuje się je przy leczeniu cukrzycy ( zwłaszcza w początkowych stadiach) jako środek pomocniczy, najczęściej zresztą w mieszankach. Wystarczy tu wspomnieć Herbapol i jego Diabetosan, ziółka przeciwcukrzycowe prof. Muszyńskiego i wiele innych. Poza tym ziele czernicy ma wyraźne właściwości bakteriobójcze, przeciwzapalne i moczopędne. Naparem można więc łagodzić stan zapalny przewodu pokarmowego, dróg moczowych, a przy okazji i pracę trzustki wspomagać.
W sumie leki przygotowane na bazie suszonych owoców czy liści samej borówki czernicy działają dość łagodnie (nawet dzieciom podawać można), ale działają, o czym powinny pamiętać osoby ze skłonnością do zaparć. Dla nich o wiele korzystniej zjadać owoce świeże.
Cytat, który umieściłam na początku wpisu, traktuję jako ciekawostkę, choć muszę przyznać nie do końca. Jedno jest pewne: liści tej krzewinki nie zbieramy cały rok, lecz w maju - czerwcu, podczas kwitnienia rośliny.
Subskrybuj:
Posty (Atom)