Zajęta pracami ogrodowo-przetwórczymi gonię czas, a uzupełniający wpis do ostatniego posta aż się prosi. Dziurawiec przecież słynie ze swoich prozdrowotnych właściwości, nie sposób je tu wszystkie przedstawić, ale próbować warto.
Zanim jednak ktoś sięgnie po herbatkę z dziurawca powinien wiedzieć, że regularne przyjmowanie preparatów z tego ziela uczula na promienie słoneczne. Ponadto NIE WOLNO stosować olejku dziurawcowego do opalania.
A teraz o samej roślinie.
Dziurawiec wysiewa się sam. Rośnie na suchych łąkach, wzgórzach ...i u mnie w ogrodzie. Kwitnie właściwie całe lato, choć najlepiej zbierać go w okolicach św. Jana, wtedy ma największą moc. Ścinamy górną część łodyżki (ok. 30 cm ) tuż przed kwitnieniem, suszymy w przewiewnym miejscu i surowiec zielarski gotowy.
Teraz wystarczy wziąć jedną łyżeczkę suszu, wsypać do filiżanki, zalać gorącą wodą i odstawić na kilka minut do naciągnięcia, potem odcedzić i popijać małymi łykami.
Można też przygotować olejek dziurawcowy na zranienia , oparzenia, czyraki, do nacierania przy bólach reumatycznych czy bólach głowy. W tym celu świeże kwiaty wsypujemy do naczynia, zalewamy oliwą i odstawiamy na ok. 5 tygodni na słońcu, czasami wstrząsając naczyniem. Odcedzony olej jest gotowy do użycia.
Herbatkę z tego ziela serwuję sobie póżną jesienią, kiedy słońca niewiele, kondycja nerwowa się osłabia, a i smutki jakieś człowieka dopadają. Przy okazji na własnej skórze przekonuję się, jak świetnie dziurawiec leczy wszelkie dolegliwości przewodu pokarmowego.
A swoją drogą: jak bardzo my- Polacy boimy się ziół. Nie przeraża nas nadużywanie leków, wszechobecna chemia ( w tym w żywności), plastikowe pojemniki na żywność, sztuczna odzież i wiele innych rzeczy, lecz zioła, bo szkodzą. Lekceważymy wszystko, co rośnie w ogrodzie, w lesie, na łące- tych skrawkach Raju, które nam jeszcze pozostały; wolimy aptekę. No cóż...wybór należy do każdego z nas.
piątek, 30 września 2011
niedziela, 25 września 2011
"Dziurawe" ziele
Już po raz trzeci usiłuję zamieścić nowy post na swoim blogu, mam nadzieję , że wreszcie się uda. Wcześniej zamiast "opublikowano pomyślnie" na ekranie swojego komputera obserwowałam napis "nie znaleziono serwera" oraz "zaktualizowano Bloggera". Miało być lepiej, a wyszło jak wyszło. Czekając więc na pomoc pewnej Bardzo Mądrej Osoby, próbuję znowu, wpis jednak będzie krótszy od zamierzonego po to, aby nie żałować zmarnowanego czasu, jeśli kolejne podejście zakończy się fiaskiem.
A teraz o dziurawcu. Dlaczego o nim akurat?
Zioło to jest obecne w medycynie właściwie od zawsze. Cenione już przez starożytnych jako lek uniwersalny wytrzymało próbę czasu i do dziś znajduje zastosowanie w leczeniu wielu niedomagań. Dziurawiec znają lekarze (badano klinicznie jego właściwości), stosują fitoterapeuci, zaś ludzie na wsi nazywali go przestrachem, święcili w bukiecie 15 sierpnia, a potem "odymiali" nim osoby wylęknione, niespokojne, nerwowe. Kiedyś sądzono, że ziele to leczy 99 chorób, nie wiem dlaczego akurat tyle, a nie na przykład 100. Faktem natomiast jest, iż preparaty z dziurawca zwyczajnego (napary, nalewki, wyciągi) odznaczają się działaniem ściągającym, przeciwbakteryjnym i wzmacniającym. Stosowane są w najróżniejszych celach, gdyż zioło to:
-działa rozkurczowo i przeciwzapalnie
-łagodzi zaburzenia czynności przewodu pokarmowego
-uspokaja (skutecznie leczy łagodne postaci depresji)
-działa żółciopędnie i żółciotwórczo
-zapobiega tworzeniu się kamieni żółciowych
-ułatwia usuwanie szkodliwych produktów przemiany materii
-pomaga w leczeniu raka żołądka, piersi, jajników oraz nadciśnienia tętniczego
-leczy rany oparzenia,wzmacnia dziąsła, łagodzi bóle reumatyczne
-.......................
Panaceum? Hm... Jedna z legend głosi, że to diabeł w złości pokłuł ziele dziurawca (stąd nazwa). Może za tę jego moc, z jaką służy człowiekowi...
Ideałów jednak nie ma. Preparaty z dziurawca, choć pochodzenia roślinnego, mogą powodować skutki uboczne, wchodzić w interakcję z innymi lekami, a nawet uczulać. Warto wziąć to pod uwagę.
A teraz o dziurawcu. Dlaczego o nim akurat?
Zioło to jest obecne w medycynie właściwie od zawsze. Cenione już przez starożytnych jako lek uniwersalny wytrzymało próbę czasu i do dziś znajduje zastosowanie w leczeniu wielu niedomagań. Dziurawiec znają lekarze (badano klinicznie jego właściwości), stosują fitoterapeuci, zaś ludzie na wsi nazywali go przestrachem, święcili w bukiecie 15 sierpnia, a potem "odymiali" nim osoby wylęknione, niespokojne, nerwowe. Kiedyś sądzono, że ziele to leczy 99 chorób, nie wiem dlaczego akurat tyle, a nie na przykład 100. Faktem natomiast jest, iż preparaty z dziurawca zwyczajnego (napary, nalewki, wyciągi) odznaczają się działaniem ściągającym, przeciwbakteryjnym i wzmacniającym. Stosowane są w najróżniejszych celach, gdyż zioło to:
-działa rozkurczowo i przeciwzapalnie
-łagodzi zaburzenia czynności przewodu pokarmowego
-uspokaja (skutecznie leczy łagodne postaci depresji)
-działa żółciopędnie i żółciotwórczo
-zapobiega tworzeniu się kamieni żółciowych
-ułatwia usuwanie szkodliwych produktów przemiany materii
-pomaga w leczeniu raka żołądka, piersi, jajników oraz nadciśnienia tętniczego
-leczy rany oparzenia,wzmacnia dziąsła, łagodzi bóle reumatyczne
-.......................
Panaceum? Hm... Jedna z legend głosi, że to diabeł w złości pokłuł ziele dziurawca (stąd nazwa). Może za tę jego moc, z jaką służy człowiekowi...
Ideałów jednak nie ma. Preparaty z dziurawca, choć pochodzenia roślinnego, mogą powodować skutki uboczne, wchodzić w interakcję z innymi lekami, a nawet uczulać. Warto wziąć to pod uwagę.
niedziela, 4 września 2011
O zielarskiej tradycji i... mięcie
Starzy zielarze powiadają, że zioła powinien zbierać ten, kto będzie z nich korzystał. Dotykanie, zrywanie roślinki to podobno jednoczesne przekazywanie jej stanu uczuć i emocji, który zbieraczowi w danej chwili towarzyszy.
Potem wraz z naparami, odwarami itp. wchłaniamy czyjeś myśli, całą tę obcą nam "energetykę", oby tylko pozytywną, wszak zbieracz to też człowiek. Ową "przestrogę", przyznam, traktuję z przymrużeniem oka; często kupuję zioła, bo nie mam ani warunków, ani możliwości, by ususzyć ich tyle, ile potrzebuję. Pozostaje mi tylko wierzyć, że zbieracz dobrym człowiekiem był...
Zresztą sezon zbioru ziół właściwie już się skończył. Dawniej (znów odwołam się do tradycji) uważano, że trwa on od 24 czerwca do 15 sierpnia.W święto Matki Boskiej Zielnej zebrane zioła należało poświęcić i dopiero wówczas używać do celów leczniczych.
Wśrod wielu ziół przygotowanych na tę okazję bezwarunkowo powinna znależć się mięta, dlatego raz jeszcze kilka słów na jej temat.
Jak już kiedyś wspomniałam, to zioło jakoś mi "nie leży", choć w lecie aromatyzuję nim napoje, w tym kompot z letnich mdłych jabłek.Czasem też naparem się raczę.
Kto jednak ma problemy z układem trawiennym, cierpi na "różne boleści brzucha", powinien częściej sięgać po herbatkę z mięty, lecz raczej latem, bo wychładza organizm. Pewnie z tego powodu nie należy pić jej stale.Można również przygotować alkoholowy odświeżacz na lato, z miętą właśnie, ponoć ulubiony napój Ernesta Hemingwaya, ale taki przepis chyba sobie daruję.
Zewnętrznie polecam miętę do płukania jamy ustnej, kąpieli wzmacniających, masowania skroni (olejkiem) przy ataku migreny. Na pewno nie zaszkodzi.
Potem wraz z naparami, odwarami itp. wchłaniamy czyjeś myśli, całą tę obcą nam "energetykę", oby tylko pozytywną, wszak zbieracz to też człowiek. Ową "przestrogę", przyznam, traktuję z przymrużeniem oka; często kupuję zioła, bo nie mam ani warunków, ani możliwości, by ususzyć ich tyle, ile potrzebuję. Pozostaje mi tylko wierzyć, że zbieracz dobrym człowiekiem był...
Zresztą sezon zbioru ziół właściwie już się skończył. Dawniej (znów odwołam się do tradycji) uważano, że trwa on od 24 czerwca do 15 sierpnia.W święto Matki Boskiej Zielnej zebrane zioła należało poświęcić i dopiero wówczas używać do celów leczniczych.
Wśrod wielu ziół przygotowanych na tę okazję bezwarunkowo powinna znależć się mięta, dlatego raz jeszcze kilka słów na jej temat.
Jak już kiedyś wspomniałam, to zioło jakoś mi "nie leży", choć w lecie aromatyzuję nim napoje, w tym kompot z letnich mdłych jabłek.Czasem też naparem się raczę.
Kto jednak ma problemy z układem trawiennym, cierpi na "różne boleści brzucha", powinien częściej sięgać po herbatkę z mięty, lecz raczej latem, bo wychładza organizm. Pewnie z tego powodu nie należy pić jej stale.Można również przygotować alkoholowy odświeżacz na lato, z miętą właśnie, ponoć ulubiony napój Ernesta Hemingwaya, ale taki przepis chyba sobie daruję.
Zewnętrznie polecam miętę do płukania jamy ustnej, kąpieli wzmacniających, masowania skroni (olejkiem) przy ataku migreny. Na pewno nie zaszkodzi.
środa, 31 sierpnia 2011
Czuję miętę...
...dosłownie, bez żadnej przenośni. Rozpanoszyło się toto, rozlazło po ogrodzie, zdominowało otoczenie. Choć preferuje ciepłe, wilgotne miejsca, a podłoże żyzne, to widzę, że i na słabej glebie świetnie sobie radzi.
Trzeba więc ją trochę "okiełznać", stworzyć barierę dla jej podziemnych rozłogów, inaczej czeka nas mozolne pielenie sąsiednich grządek.
Doceniam wartości użytkowe mięty, ale za tak intensywnym zapachem nie przepadam. Zresztą chyba nie ja jedna: nie lubią jej mrówki, myszy, a nawet amatorzy wełnianych ubrań, czyli mole. Mogę więc (w naturalny sposób) dość skutecznie walczyć z tymi szkodnikami, co zresztą czynię, wykładając świeże lub suszone ziele w odpowiednich miejscach.
Dlatego mimo pewnych niedogodności zatrzymam to "ziółko" w ogrodzie. Dam mu tylko do towarzystwa szałwię, bazylię, lawendę oraz inne zioła, jakie mam, ozdobię nasturcją , pysznogłówką, naparstnicą, nawet lilią białą i projekt pachnącej rabaty gotowy. W przyszłym roku będzie przyjemnie będzie tu posiedzieć.
Bo z ziołami jest trochę tak jak z ludżmi, różne są, a jednak lubimy wśród nich przebywać, zyskując radość dla serca i odpoczynek dla ciała.
Trzeba więc ją trochę "okiełznać", stworzyć barierę dla jej podziemnych rozłogów, inaczej czeka nas mozolne pielenie sąsiednich grządek.
Doceniam wartości użytkowe mięty, ale za tak intensywnym zapachem nie przepadam. Zresztą chyba nie ja jedna: nie lubią jej mrówki, myszy, a nawet amatorzy wełnianych ubrań, czyli mole. Mogę więc (w naturalny sposób) dość skutecznie walczyć z tymi szkodnikami, co zresztą czynię, wykładając świeże lub suszone ziele w odpowiednich miejscach.
Dlatego mimo pewnych niedogodności zatrzymam to "ziółko" w ogrodzie. Dam mu tylko do towarzystwa szałwię, bazylię, lawendę oraz inne zioła, jakie mam, ozdobię nasturcją , pysznogłówką, naparstnicą, nawet lilią białą i projekt pachnącej rabaty gotowy. W przyszłym roku będzie przyjemnie będzie tu posiedzieć.
Bo z ziołami jest trochę tak jak z ludżmi, różne są, a jednak lubimy wśród nich przebywać, zyskując radość dla serca i odpoczynek dla ciała.
piątek, 26 sierpnia 2011
Znowu moher
Piękno sierpniowych dni, nastrój Maryjnych świąt, czas dziękczynienia za plony nastraja człowieka nostalgicznie. Może dlatego przypomina mi się stara legenda, która mówi, że właśnie Matce Zbawiciela zawdzięczamy kłosy zbóż na naszych polach.
Rzecz działa się wtedy, kiedy całe żdżbła zbożowe były kłosami. Najświętsza Panna wówczas zeszła na ziemię, aby odwiedzić swoje dzieci. Spoglądnęła na kościół - pusty, choć niedziela, zatrzymała się u przydrożnej kapliczki- zdewastowana, zajrzała do domostw- ludzie skłóceni, hołdujący materii, pyszni. Zasmuciła się wielce Matka Boga i miast odwiedzać ludzi, wyszła w pole, a tu dojrzewające zboże chyli się do Jej stóp. Chwyciła jeden z najbliższych kłosów i za karę na złych ludzi omsknęła niemal cały. Kiedy trzymała Swoją Świętą dłonią sam czubek, usłyszała szelest. Obejrzała się: to piesek i kotek (jakieś bezdomne zwierzęta) padły na kolana przed Królową nieba i ziemi. Maryja wzruszyła się, nie dokończyła dzieła; ile kłosu trzymała w ręce- zostawiła.dla pieska i kotka. A my, ludzie do dziś z tej puli kotkowo-pieskowej korzystamy.
Dlaczego o tym piszę? Bo znów jakiś bezdomny kot (na przychodne) trafił na moje podwórko. Nie chcę karmić każdej "przybłędy", bo się zadomowi, nie mogę przyjąć wszystkich... a mimo to myślę: komu zawdzięczam dar chleba?.
Może wobec tego (w związku z dzisiejszym świętem) J.Lechoń? Fragment, bo wszystkim znany:
"O Ty, której obraz widać w każdej polskiej chacie
I w kościele, i w sklepiku, i w pysznej komnacie,
W ręku tego, co umiera, nad kołyską dzieci,
I przed którą dniem i nocą wciąż się światło świeci,
Która perły masz od królów, złoto od rycerzy,
W którą wierzy nawet taki, który w nic nie wierzy,
Która widzisz z nas każdego cudnymi oczami
Matko Boska Częstochowska, zmiłuj się nad nami."
A na koniec, żeby było ziołowo,choć też w skrócie, bo znany: przepis na zdrowy napój.
Zagotować wodę, ostudzić. Dodać sok z cytryny i listki mięty- według upodobania. Jeśli za kwaśne, dosłodzić miodem. Ozdobić plasterkami cytryny.
Rzecz działa się wtedy, kiedy całe żdżbła zbożowe były kłosami. Najświętsza Panna wówczas zeszła na ziemię, aby odwiedzić swoje dzieci. Spoglądnęła na kościół - pusty, choć niedziela, zatrzymała się u przydrożnej kapliczki- zdewastowana, zajrzała do domostw- ludzie skłóceni, hołdujący materii, pyszni. Zasmuciła się wielce Matka Boga i miast odwiedzać ludzi, wyszła w pole, a tu dojrzewające zboże chyli się do Jej stóp. Chwyciła jeden z najbliższych kłosów i za karę na złych ludzi omsknęła niemal cały. Kiedy trzymała Swoją Świętą dłonią sam czubek, usłyszała szelest. Obejrzała się: to piesek i kotek (jakieś bezdomne zwierzęta) padły na kolana przed Królową nieba i ziemi. Maryja wzruszyła się, nie dokończyła dzieła; ile kłosu trzymała w ręce- zostawiła.dla pieska i kotka. A my, ludzie do dziś z tej puli kotkowo-pieskowej korzystamy.
Dlaczego o tym piszę? Bo znów jakiś bezdomny kot (na przychodne) trafił na moje podwórko. Nie chcę karmić każdej "przybłędy", bo się zadomowi, nie mogę przyjąć wszystkich... a mimo to myślę: komu zawdzięczam dar chleba?.
Może wobec tego (w związku z dzisiejszym świętem) J.Lechoń? Fragment, bo wszystkim znany:
"O Ty, której obraz widać w każdej polskiej chacie
I w kościele, i w sklepiku, i w pysznej komnacie,
W ręku tego, co umiera, nad kołyską dzieci,
I przed którą dniem i nocą wciąż się światło świeci,
Która perły masz od królów, złoto od rycerzy,
W którą wierzy nawet taki, który w nic nie wierzy,
Która widzisz z nas każdego cudnymi oczami
Matko Boska Częstochowska, zmiłuj się nad nami."
A na koniec, żeby było ziołowo,choć też w skrócie, bo znany: przepis na zdrowy napój.
Zagotować wodę, ostudzić. Dodać sok z cytryny i listki mięty- według upodobania. Jeśli za kwaśne, dosłodzić miodem. Ozdobić plasterkami cytryny.
niedziela, 21 sierpnia 2011
Pozbyć się stresu
Dziś odbyłam spotkanie, które, choć konieczne, niestety nie dodaje skrzydeł.Zatem modlitwa najpierw:
Panie, Ty wiesz lepiej aniżeli ja sam,
że się starzeję i pewnego dnia będę stary.
Zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania,
że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Odbierz mi chęć prostowania każdemu jego ścieżek.
Uczyń mnie poważnym, lecz nie ponurym.
Czynnym, lecz nie narzucającym się.
Szkoda mi nie spożytkować wielkich zasobów mądrości,
jakie posiadam, ale Ty, Panie, wiesz, że chciałbym zachować do końca paru przyjaciół.
Wyzwól mój umysł od nieskończonego brnięcia w szczegóły
dodaj mi skrzydeł, bym w lot przechodził do rzeczy.(...)
Zachowaj mnie miłym dla ludzi, choć z niektórymi z nich doprawdy trudno wytrzymać.
Nie chcę być świętym, ale zgryżliwi starcy to jedno z osiągnięć szatana.
Daj mi zdolność dostrzegania dobrych rzeczy w nieoczekiwanych miejscach i niespodziewanych zalet w ludziach.
Daj mi, Panie, łaskę mówienia mi o tym... św. Tomasz z Akwinu
A teraz, mimo póżnej pory, szklaneczka herbatki z dziurawca, zaś jutro od rana dużo fizycznej pracy. Mam nadzieję, że dobry nastrój wróci.
Panie, Ty wiesz lepiej aniżeli ja sam,
że się starzeję i pewnego dnia będę stary.
Zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania,
że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Odbierz mi chęć prostowania każdemu jego ścieżek.
Uczyń mnie poważnym, lecz nie ponurym.
Czynnym, lecz nie narzucającym się.
Szkoda mi nie spożytkować wielkich zasobów mądrości,
jakie posiadam, ale Ty, Panie, wiesz, że chciałbym zachować do końca paru przyjaciół.
Wyzwól mój umysł od nieskończonego brnięcia w szczegóły
dodaj mi skrzydeł, bym w lot przechodził do rzeczy.(...)
Zachowaj mnie miłym dla ludzi, choć z niektórymi z nich doprawdy trudno wytrzymać.
Nie chcę być świętym, ale zgryżliwi starcy to jedno z osiągnięć szatana.
Daj mi zdolność dostrzegania dobrych rzeczy w nieoczekiwanych miejscach i niespodziewanych zalet w ludziach.
Daj mi, Panie, łaskę mówienia mi o tym... św. Tomasz z Akwinu
A teraz, mimo póżnej pory, szklaneczka herbatki z dziurawca, zaś jutro od rana dużo fizycznej pracy. Mam nadzieję, że dobry nastrój wróci.
środa, 17 sierpnia 2011
Czarna porzeczka w kuchni i kosmetyce
Liść czarnej porzeczki to skarbnica pożytecznych składników. Warto więc czasem po nie sięgać.Ja wykorzystuję je tak:
1.Kiszenie ogórków.
W dziesięciu litrach wody (biorę taką prosto z kranu, bez gotowania) rozpuszczam pół kilo soli, odstawiam. Przygotowuję ogórki, czosnek, chrzan, koper, liście porzeczki , wiśni i oczywiście słoiki. Na dno każdego słoja kładę po dwa liście wiśni i porzeczki, potem układam ogórki, zaś na wierzch 2-3 ząbki czosnku, kawałek chrzanu i baldach kopru. Całość zalewam osoloną wodą, zakręcam mocno nakrętki.
Ukiszone tym sposobem ogórki są jędrne, smaczne, a co najważniejsze:dobrze się przechowują.
2.Herbatki z liści.
Tutaj posłużę się cytatem z książki Michała Tombaka- profesora należącego do światowej elity specjalistów naturalnych metod leczenia: "...zaleca się dla zdrowia pić herbatę zaparzoną z liści porzeczki, maliny, pokrzywy..."Zdaniem profesora czarna porzeczka efektywnie pomaga oczyścić nerki z piasku i kamieni, ale dokładniej o tym napiszę innym razem.
3.Kosmetyk naturalny.
Liście czarnej porzeczki, w postaci odwaru, mogą posłużyć do przygotowania odświeżającej i dezynfekującej kąpieli oraz jako płukanka do utrzymania higieny jamy ustnej.
Kto chce, niech spróbuje zaprzyjażnić się z tym krzewem. Wiem, że warto.
1.Kiszenie ogórków.
W dziesięciu litrach wody (biorę taką prosto z kranu, bez gotowania) rozpuszczam pół kilo soli, odstawiam. Przygotowuję ogórki, czosnek, chrzan, koper, liście porzeczki , wiśni i oczywiście słoiki. Na dno każdego słoja kładę po dwa liście wiśni i porzeczki, potem układam ogórki, zaś na wierzch 2-3 ząbki czosnku, kawałek chrzanu i baldach kopru. Całość zalewam osoloną wodą, zakręcam mocno nakrętki.
Ukiszone tym sposobem ogórki są jędrne, smaczne, a co najważniejsze:dobrze się przechowują.
2.Herbatki z liści.
Tutaj posłużę się cytatem z książki Michała Tombaka- profesora należącego do światowej elity specjalistów naturalnych metod leczenia: "...zaleca się dla zdrowia pić herbatę zaparzoną z liści porzeczki, maliny, pokrzywy..."Zdaniem profesora czarna porzeczka efektywnie pomaga oczyścić nerki z piasku i kamieni, ale dokładniej o tym napiszę innym razem.
3.Kosmetyk naturalny.
Liście czarnej porzeczki, w postaci odwaru, mogą posłużyć do przygotowania odświeżającej i dezynfekującej kąpieli oraz jako płukanka do utrzymania higieny jamy ustnej.
Kto chce, niech spróbuje zaprzyjażnić się z tym krzewem. Wiem, że warto.
Subskrybuj:
Posty (Atom)