niedziela, 15 kwietnia 2012

Gorzki jak piołun

   Bylica piołun. Ta pospolita bylina zasiedlająca przydroża, nieużytki, miejsca suche i piaszczyste ma zadziwiające właściwości: w większych dawkach lub stosowana zbyt długo nie jest obojętna dla ludzkiego organizmu, zaś przyjmowana krótko - leczy. Właściwie piołunem zaszkodzić sobie trudno ( choć jest to możliwe), ponieważ naparu  nie da się więcej wypić niż dwa, trzy łyki, ale to wystarczy, by wyleczyć najgorsze zatrucie pokarmowe.
   W ludowej medycynie owo ziele stosowane było od dawna jako wielce skuteczne antidotum na wszelkie niestrawności, zaburzenia trawienia, wzdęcia czy biegunki. Poza tym w "epoce przedchemicznej" przy jego pomocy pozbywano się pasożytów przewodu pokarmowego (owsiki), a także pasożytów skóry (wszawica). Zwierzęta wystarczyło natrzeć wywarem lub choćby świeżymi listkami, by chronić je przed owadami. Czasem po prostu rozwieszano w pomieszczeniach gałązki piołunu w celu pozbycia się plagi much. Zresztą nie tylko muchy nie znoszą zapachu tej rośliny. Wyciąg ze świeżego lub suszonego ziela zwalcza mszyce, mrówki, gąsiennice bielinka kapustnika, przędziorki, a także... rdzę wejmutkowo-porzeczkową, że też o molach nie wspomnę.
   Niestety, preparaty naturalne przygotowane samodzielnie nie są tak skuteczne jak chemiczne, dlatego zabiegi chroniące przed szkodnikami należy kilka razy powtarzać. Wydaje mi się jednak, że mimo wszystko warto. 
    A na rabatce ziołowej w ogrodzie piołun wygląda naprawdę ładnie; przecież nie widać, że jest tak niesamowicie gorzki.

wtorek, 27 marca 2012

Dziki czosnek

   Zanim całkowicie pochłoną mnie ogrodowo - domowe obowiązki, chciałam napisać krótką notkę o czosnku niedźwiedzim.
   Ubiegłej jesieni 6 cebulek tego gatunku posadziłam w ogrodzie pod jabłonią, gdyż miejsce wilgotne i zacienione najbardziej im odpowiada. Owe cebulki kupiłam w sklepie ogrodniczym, ale równie dobrze można pozyskiwać je z natury,  bo póki co dziki czosnek nie jest objęty ochroną gatunkową. Oby tylko z trującą konwalią go nie pomylić.
   W czasach kiedy nowalijki sklepowe mogą przynieść człowiekowi więcej szkody niż pożytku, warto, myślę, zainteresować się tą roślinką i posadzić ją choćby w doniczce. Jako bylina wymarzać nie powinna, nie jest też trudna w uprawie, wystarczy tylko pamiętać o lekkim zacienieniu i podlewaniu. Może swoim zapachem przynajmniej komary odstraszy?
   Listki (zbieramy tylko młode) na pewno wzbogacą smak zupy, sosu czy sałatki, a przy tym świetnie nadają się do oczyszczania organizmu, zwłaszcza krwi, jelit, żołądka i płuc. Poza tym czosnek niedźwiedzi zawiera dużo witaminy C, przywraca równowagę organizmowi, działa moczopędnie, a nade wszystko człowiek po jego spożyciu podobno nie wydziela specyficznego zapachu, czyli nie cuchnie.
   Tyle teorii. Z posadzonych przeze mnie 6 cebulek wzeszły 3, mam zatem nadzieję, że w przyszłości zdobędę jakieś doświadczenie w tej materii, a wówczas nie omieszkam się nim podzielić. A może jeszcze czosnek wężowy uda mi się kupić?

piątek, 16 marca 2012

Nie popełniaj moich błędów

   Nie ukrywam, że z wielką przyjemnością przeczytałam komentarze pod ostatnim postem lecz k'woli ścisłości muszę wyjaśnić: z moją wiedzą ogrodniczą wcale tak różowo nie jest. Uczę się, staram, a błędów uniknąć nie mogę. Ale może do rzeczy...
   Świadoma wyższości roślin dzikich nad udomowionymi swego czasu zapragnęłam mieć czosnek niedźwiedzi w ogrodzie. Udałam się zatem do miasta w celu zakupu tego dobra, lecz porę wybrałam, niestety, niewłaściwą. Pani w ogrodniczym poinformowała mnie uprzejmie, że owszem dziki czosnek bywa ale na przełomie sierpnia i września, a nie w październiku, więc w przyszłym roku zaprasza. Słowa miłej ekspedientki wzięłam sobie do serca, w następnym roku do miasta pomknęłam, tym razem pod koniec sierpnia.Okazało się jednak, że przybyłam za wcześnie, tak więc narażając się na uwagi M. (znowu???) jeździłam jeszcze raz, ale wymarzone cebulki kupiłam. Po powrocie do domu odłożyłam je na półkę i na 2 tygodnie o nich zapomniałam. Okazało się, że popełniłam błąd: czosnek dziki to nie uprawny, przechowywać go w ten sposób nie można, bardzo szybko wysycha i zdolność kiełkowania traci bezpowrotnie. W następnym roku (czyli w ubiegłym) znowu odwiedziłam wiadome miejsce, cel również wiadomy, czas akuratny. Z myślą: no tym razem nie może się nie udać, kupione cebulki posadziłam natychmiast, miejsce oznakowałam. Byle do wiosny.
   Dziś dzień był słoneczny, przegląd ogrodu  aż się prosił, co uczyniłam, a jakże. Czosnek zwykły się już zieleni, siedmiolatka takoż, a niedźwiedziego ani widu, ani słychu. Zniecierpliwiona rozgrzebałam grządkę. Czosnek, jak się okazało, skiełkował, tylko na powierzchni nie było go jeszcze widać,a ja tym aktem desperacji delikatne korzonki uszkodziłam.Nie wiem, czy roślina wstrząs przeżyje. Tak więc prawdopodobnie na przełomie sierpnia i września...
    Historię z czosnkiem opowiedziałam po pierwsze dlatego,aby dać upust swojej frustracji, a po drugie, aby ktoś moich błędów nie powtórzył. Wprawdzie fama głosi, że jeszcze żaden człowiek na błędach innych niczego się nie nauczył, musi popełnić swoje, ale przecież zasada ta nie dotyczy wszystkich. Ja jednak bywam jej potwierdzeniem, niestety.

czwartek, 15 marca 2012

Nagietek w ogrodzie

   Zioła na rabatce kwiatowej czy w warzywniaku to nie tylko korzyść dla nas, dla roślin uprawnych również. Choć zwykle nie przykuwają uwagi swoim wyglądem, za to pięknie komponują się z innymi roślinami, a przy tym wabią pszczoły i inne owady pożyteczne, odstraszają szkodliwe, pobudzają wzrost i rozwój warzyw, polepszają ich smak i zapach. Warto więc o nie zadbać.
   Bazylia, cząber, szałwia, mięta, tymianek, ... - wybór ogromny. Dziś o nagietku słów kilka; uważam bowiem, że jest to roślina ( pomijając właściwości lecznicze ) wyjątkowo cenna w ogrodzie, i to z wielu powodów.
   1. Wydzieliny korzeni nagietka lekarskiego działają toksycznie na nicienie. Z tego powodu sieję go wśród   warzyw.
   2. Roślina świetnie nadaje się na zielony nawóz. Obsiać puste grządki (np. po sałacie), odczekać, przekopać.   
   3. Można próbować wystraszyć nim mrówki. One nie przepadają za zapachem nagietka.
   4. Całe rośliny przeznaczyć na gnojówkę; polać nią kompost, co przyśpieszy jego dojrzewanie.
   5. Najbardziej pomarańczowe kwiaty wykorzystać do przyrządzania naparów, nalewek, maści, kremów, czy co kto chce, pamiętając, że nagietek to lek na wiele chorób.
   Tyle o zaletach. A wady? Jest jedna: w wiejskim małym sklepie ogrodniczym nie można kupić nasion.

niedziela, 4 marca 2012

Pokrzywa przeciw chorobom grzybowym

Zasłyszane w sklepie ogrodniczym:
 Pod każdą sadzonkę pomidora należy wsypać garść pociętej pokrzywy, przykryć ziemią i w tak przygotowanym miejscu posadzić roślinę. Podobno zabieg ten czyni pomidory bardziej odpornymi na choroby grzybowe.
 O podlewaniu gnojówką z pokrzywy - wiedziałam, ale o tym sposobie usłyszałam po raz pierwszy. Zapisuję zatem, by w maju pamiętać

czwartek, 16 lutego 2012

Uzdrawiająca moc drzew

 Lecznicze właściwości drzew znane były zielarzom od dawna. Oto co na ten temat pisał O. A. Cz. Klimuszko w książce "Wróćmy do ziół" :
     "Więcej jest drzew i roślin dobroczynnych dla człowieka, niżeli szkodliwych. W ogólnej klasyfikacji drzew musimy poznać i wybrać drzewa wpływające na nas najbardziej korzystnie. Do takich należą wszystkie drzewa szpilkowe: modrzew, sosna, świerk, jodła, jałowiec i wymierający cis. Drzewa iglaste nie tylko oczyszczają płuca i zasilają je w tlen oraz olejki eteryczne, nie tylko regenerują cały ustrój ludzki drogą swych bioprądów, lecz nadto, dzięki lepkości żywicy, zatrzymują niezliczoną ilość chorobotwórczych bakterii i hamują ich rozprzestrzenianie. (...)
  Do drzew liściastych, których bioprądy pozytywnie działają na nasz ustrój, zaliczamy: brzozę, lipę, dąb, kasztan, morwę, klon, akację. Niektóre drzewa wywierają na nas wpływ niekorzystny, a nawet szkodliwy. Do takich należą: berberys, osika, topola, olcha, dziki bez leśny. Inne drzewa i krzewy są dla nas obojętne ze względu na to, że ich bioprądy są słabe.
Na liściach berberysu rozwija się pasożytniczy grzybek, który bywa przyczyną chorób zbóż, na człowieka zaś może wpływać alergicznie. Osika, topola i olszyna działają na ludzi demobilizująco i depresyjnie, nadto utrudniają gojenie się wszelkich ran i zmniejszają odporność organizmu. (...)
  Spośród wszystkich drzew naszego kraju na szczególne omówienie zasługuje nasza poczciwa brzoza. Jest ona specyficznym środkiem leczniczym... .Uliścionymi gałązkami brzozy wyścielmy nasze łóżko. Po dwóch tygodniach wszystkie niezastarzałe jeszcze przypadłości reumatyczne znikną całkowicie; nadżerki na szyjce macicznej bądź znikają, bądź proces ich rozwoju się zatrzymuje. Wskazane jest trzymanie żywych gałązek brzozy w każdym mieszkaniu, a przynajmniej tam, gdzie znajduje się telewizor. Brzoza bowiem neutralizuje wszelkie promienie radioaktywne i w pewnej mierze promienie rakotwórcze. Sok ściągany w pierwszej połowie maja z brzozy i wypijany po kieliszku trzy razy dziennie czyści krew, nadaje twarzy świeży wygląd i chroni płuca przed rakiem."
  Warunki pogodowe nie sprzyjają spacerom po lesie, ale przecież zawsze można zerwać kilka gałązek brzozy czy świerku i wstawić do wazonu. Będzie i zdrowiej, i przyjemniej.

niedziela, 5 lutego 2012

Moher i ludowa meteorologia

   Nie wiem, ile kresek poniżej zera wskazywał dziś termometr, mnie w zupełności wystarczy, że do podłogi w kościele niemal przymarzłam. Wprawdzie ksiądz proboszcz święty przybytek starał się ogrzać centralnie, ale niewiele wskórał, a wierni jakoś nie dopisali. No cóż,  ostatnio naród jakby bardziej strachliwy się  staje, byle przymrozku się boi, oderwany od kaloryfera (to ja) cierpi okrutnie. Tymczasem w niektórych rejonach Syberii (w sobotę w radiu słyszałam) przy minus 20 stopniach w piecach palić przestają. Gorąco im.
  A wracając na własne podwórko... Dla mnie 5. luty - wiadomo: moher- jest ważny ze względu na wspomnienie św. Agaty, która wg tradycji nie tylko patronuje pielęgniarkom, ale też chroni przed pożarem i chorobami piersi. Zatem bez względu na pogodę tego dnia do świątyni pomykam, aby chleb i sól poświęcić oraz ochronę przed w/w nieszczęściami  uprosić. " Chleb i sól św. Agaty ustrzeże od ognia chaty" - powiadają. I mają rację.
  Na koniec coś z ludowej meteorologii: "Gdy mróz w lutym ostro trzyma, wtedy już niedługo zima", "Kiedy na gromniczną mróz, załaduj sanie, szykuj wóz", "Gdy św. Agata śniegiem przygniata, oczekuj wczesnego lata".
 I tym optymistycznym akcentem... .