Choć wszyscy znamy naszą poczciwą starą wiśnię i smak jej owoców, nie doceniamy jej wartości. W ogrodach gości coraz rzadziej, w punktach skupu nieobecna, w kuchni przegrywa z zagranicznymi rarytasami. Niemodna się stała. Tylko że w odstawkę poszła całkiem niesłusznie.
Jedząc surowe owoce wiśni zaopatrujemy organizm w wit. C i K, kwasy owocowe, pektyny, mangan, żelazo, wapń, potas, jod, a także beta-karoten i kwas foliowy. Może to nie są jakieś rekordowe ilości ale i tak wydają się godne polecenia. Dzięki kwasom owocowym wiśnie stymulują przemianę materii. Poza tym chronią przed chorobami układu krążenia,działają przeciwzapalnie i przeciwbólowo. W medycynie naturalnej traktowano wiśnie jako element diety przeciwnowotworowej, właściwość tę potwierdza współczesna nauka. Uważa się również, że owoce tego drzewa zawierają melatoninę, czyli systematycznie pity sok z wiśni zlikwiduje bezsenność.
Muszę już skończyć, komputer odmawia posłuszeństwa a do wiśni wrócę w następnym poście.
piątek, 17 lipca 2015
poniedziałek, 8 czerwca 2015
Melisa - zioło dla znerwicowanych
Antyczna medycyna przypisywała jej działanie niepospolite, św. Hildegarda twierdziła, że ''ma
w sobie moc 15 innych ziół" , zaś inny średniowieczny fitoterapeuta (bądź sympatyk) zapisał, iż jako dodatek do potraw "uwesela serce i pokarm gruby a niestrawny trawi. I też zatkanie tych członków jako śledziony i wątroby wypycha". (cyt. za M. J. Kawałko) Najogólniej rzecz ujmując: na przestrzeni dziejów w europejskich kuchniach i apteczkach melisa zawsze była mniej lub bardziej obecna, natomiast w Polsce jakoś się nie przyjęła. A szkoda.
Gdyby dajmy na to pani Emilia Korczyńska zechciała posiać owo zioło na klombie przed dworkiem, a potem popijać własnoręcznie przygotowaną z niego herbatkę, szybko pozbyłaby się "melancholji" i "histerji" a przy okazji i "globusa". Pan Benedykt też by zyskał, bo szanowna małżonka przestałaby mu suszyć głowę. Uprawa melisy nie jest trudna, wystarczy kawałek ziemi a nawet kawałek balkonu i doniczki, nasza bohaterka pewnie by sobie poradziła.
A teraz już całkiem poważnie...
Współczesna nauka potwierdza skuteczność działania tej rośliny w łagodzeniu wielu chorób
i dolegliwości, szczególnie powstałych na tle nerwowym. Warto zatem zainteresować się melisą,
gdy dokucza nerwica serca, stany lękowe, depresja, astma (niektóre jej postaci), choroby układu trawiennego, przy skłonnościach do zaparć. Ponadto działa ona przeciwzapalnie i rozkurczająco (łagodzi np. bóle menstruacyjne), przeciwdziała niedokrwistości, poprawia trawienie ale jednocześnie wzmaga apetyt. Niektórzy wręcz twierdzą, że przedłuża życie, gdyż pobudza siły fizyczne i umysłowe człowieka.
Dawniej uważano, iż napar z melisy (w połączeniu z majerankiem) wzmacnia pamięć. Pszczelarze nacierali nią wnętrza uli, "bo pszczoły lubią", a hodowcy gęsi dodawali do paszy, by tuszki były smaczniejsze.
Zewnętrznie preparatów z melisy używa się do nacierania chorych miejsc przy migrenie czy bólach reumatycznych, można też przygotować z niej aromatyczną relaksującą kąpiel, a nawet oczyścić twarz. Maść na bazie melisy pomaga leczyć opryszczkę.
Zastosowań jak widać sporo, o działaniach niepożądanych nic nie słychać, a mimo to odnoszę wrażenie, iż melisa u nas jest mało popularna. może to sprawa tradycji?
Ja od lat kilku uprawiam ją w ogródku, świeże listki (melisy nie suszę) dodaję do popołudniowej herbatki i mam nadzieję, że w najbliższym czasie nawet najbardziej irytujące zachowania naszych polityków nie wytrącą mnie z równowagi.
w sobie moc 15 innych ziół" , zaś inny średniowieczny fitoterapeuta (bądź sympatyk) zapisał, iż jako dodatek do potraw "uwesela serce i pokarm gruby a niestrawny trawi. I też zatkanie tych członków jako śledziony i wątroby wypycha". (cyt. za M. J. Kawałko) Najogólniej rzecz ujmując: na przestrzeni dziejów w europejskich kuchniach i apteczkach melisa zawsze była mniej lub bardziej obecna, natomiast w Polsce jakoś się nie przyjęła. A szkoda.
Gdyby dajmy na to pani Emilia Korczyńska zechciała posiać owo zioło na klombie przed dworkiem, a potem popijać własnoręcznie przygotowaną z niego herbatkę, szybko pozbyłaby się "melancholji" i "histerji" a przy okazji i "globusa". Pan Benedykt też by zyskał, bo szanowna małżonka przestałaby mu suszyć głowę. Uprawa melisy nie jest trudna, wystarczy kawałek ziemi a nawet kawałek balkonu i doniczki, nasza bohaterka pewnie by sobie poradziła.
A teraz już całkiem poważnie...
Współczesna nauka potwierdza skuteczność działania tej rośliny w łagodzeniu wielu chorób
i dolegliwości, szczególnie powstałych na tle nerwowym. Warto zatem zainteresować się melisą,
gdy dokucza nerwica serca, stany lękowe, depresja, astma (niektóre jej postaci), choroby układu trawiennego, przy skłonnościach do zaparć. Ponadto działa ona przeciwzapalnie i rozkurczająco (łagodzi np. bóle menstruacyjne), przeciwdziała niedokrwistości, poprawia trawienie ale jednocześnie wzmaga apetyt. Niektórzy wręcz twierdzą, że przedłuża życie, gdyż pobudza siły fizyczne i umysłowe człowieka.
Dawniej uważano, iż napar z melisy (w połączeniu z majerankiem) wzmacnia pamięć. Pszczelarze nacierali nią wnętrza uli, "bo pszczoły lubią", a hodowcy gęsi dodawali do paszy, by tuszki były smaczniejsze.
Zewnętrznie preparatów z melisy używa się do nacierania chorych miejsc przy migrenie czy bólach reumatycznych, można też przygotować z niej aromatyczną relaksującą kąpiel, a nawet oczyścić twarz. Maść na bazie melisy pomaga leczyć opryszczkę.
Zastosowań jak widać sporo, o działaniach niepożądanych nic nie słychać, a mimo to odnoszę wrażenie, iż melisa u nas jest mało popularna. może to sprawa tradycji?
Ja od lat kilku uprawiam ją w ogródku, świeże listki (melisy nie suszę) dodaję do popołudniowej herbatki i mam nadzieję, że w najbliższym czasie nawet najbardziej irytujące zachowania naszych polityków nie wytrącą mnie z równowagi.
poniedziałek, 11 maja 2015
O mniszku lekarskim w wielkim skrócie
Wybaczcie Szanowni Tuzaglądający ( uwaga: schlebiam sobie ), że tak mnie mało w przestrzeni wirtualnej, ale w realu tyle się dzieje... Właśnie w naszym kanale wentylacyjnym kawcza rodzina się powiększyła ( a myślałam, że straszy ), na czereśni i w tui też ktoś mieszka. Rodzice w poszukiwaniu pokarmu śmigają po podwórku, trzeba bardzo uważać, aby nie zderzyć się czołowo ( dziobowo? )
z jakimś osobnikiem. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie żadnego szkodnika w moim ogrodzie nie uświadczę.
Ale do rzeczy. Nie znam chyba człowieka, który nie wiedziałby, jak wygląda mlecz oraz jak ważną rolę pełni w wiosennych sałatkach oczyszczająco-wzmacniających. Dlatego pozwalam sobie w tym poście na większy niż zazwyczaj skrót, całkiem zaś na blogu o ziołach mleczu pominąć nie sposób, wszak jest to rarytas wśród chwastów. Nie dość, że wszystkie jego części są jadalne, co nie jest znów takie powszechne, to okazuje się jedną z najbogatszych w witaminy i minerały roślin dziko rosnących. Taki nasz żeń-szeń. W lecznictwie ludowym mniszek słusznie uważany był i jest za panaceum dla wielu schorzeń i dolegliwości. Lista jest dość długa, zatem pozwolę sobie potraktować ją wybiórczo.
Mniszek:
- odtruwa i wzmacnia organizm,
- przynosi ulgę nadwyrężonej wątrobie,
- korzystnie wpływa na pracę jelit (zaparciom dziękujemy ),
- pobudza do pracy nerki,
- poprawia skład krwi,
- obniża poziom cukru i cholesterolu, a także ciśnienia, dla mnie niestety,
- działa antyoksydacyjnie i uwaga! wspiera leczenie nowotworów,
- pomaga w walce z wirusami, w tym podobno z prątkami gruźlicy,
- działa leczniczo na szkorbut,
- syrop z kwiatów leczy kaszel.
Jest przy tym dość bezpieczny w stosowaniu, uczula rzadko, uważać muszą tylko ci, którzy cierpią na niedrożność jelit, dróg moczowych, wrzody żołądka lub kamienie nerkowe.
W kuchni wykorzystywany jest na sto różnych sposobów, ogólnie znanych, więc je sobie daruję. Może jest jednak ktoś, kto wykorzystuje mniszek lekarski w sposób nietypowy? Miło by było, jeśli zechciałby tutaj podzielić się przepisem lub poda stosowny link. Wszak zdrowie - rzecz najważniejsza.
P.S. Asiu, Wojtku - pozdrawiam Was cieplutko.
Pełnoletnia - jak najbardziej, ziele kurdybanka można stosować świeże. Również pozdrawiam
z jakimś osobnikiem. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie żadnego szkodnika w moim ogrodzie nie uświadczę.
Ale do rzeczy. Nie znam chyba człowieka, który nie wiedziałby, jak wygląda mlecz oraz jak ważną rolę pełni w wiosennych sałatkach oczyszczająco-wzmacniających. Dlatego pozwalam sobie w tym poście na większy niż zazwyczaj skrót, całkiem zaś na blogu o ziołach mleczu pominąć nie sposób, wszak jest to rarytas wśród chwastów. Nie dość, że wszystkie jego części są jadalne, co nie jest znów takie powszechne, to okazuje się jedną z najbogatszych w witaminy i minerały roślin dziko rosnących. Taki nasz żeń-szeń. W lecznictwie ludowym mniszek słusznie uważany był i jest za panaceum dla wielu schorzeń i dolegliwości. Lista jest dość długa, zatem pozwolę sobie potraktować ją wybiórczo.
Mniszek:
- odtruwa i wzmacnia organizm,
- przynosi ulgę nadwyrężonej wątrobie,
- korzystnie wpływa na pracę jelit (zaparciom dziękujemy ),
- pobudza do pracy nerki,
- poprawia skład krwi,
- obniża poziom cukru i cholesterolu, a także ciśnienia, dla mnie niestety,
- działa antyoksydacyjnie i uwaga! wspiera leczenie nowotworów,
- pomaga w walce z wirusami, w tym podobno z prątkami gruźlicy,
- działa leczniczo na szkorbut,
- syrop z kwiatów leczy kaszel.
Jest przy tym dość bezpieczny w stosowaniu, uczula rzadko, uważać muszą tylko ci, którzy cierpią na niedrożność jelit, dróg moczowych, wrzody żołądka lub kamienie nerkowe.
W kuchni wykorzystywany jest na sto różnych sposobów, ogólnie znanych, więc je sobie daruję. Może jest jednak ktoś, kto wykorzystuje mniszek lekarski w sposób nietypowy? Miło by było, jeśli zechciałby tutaj podzielić się przepisem lub poda stosowny link. Wszak zdrowie - rzecz najważniejsza.
P.S. Asiu, Wojtku - pozdrawiam Was cieplutko.
Pełnoletnia - jak najbardziej, ziele kurdybanka można stosować świeże. Również pozdrawiam
sobota, 11 kwietnia 2015
Z mojego ogródka: bluszczyk kurdybanek
Przyniosłam go pewnie z jakąś roślinką. A może sam się zasiał? Usuwałam z rabatek bardzo starannie i wyrzucałam na kompost, zamiast utylizować. Teraz mam go więcej, rośnie nawet w miejscach, w których nic rosnąć nie chce... Słowem - roślina baaardzo inwazyjna. W taki sposób materiał zielarski mam w zasięgu ręki, choć przyznam: wolałąbym pozyskiwać go ze stanu dzikiego.
A na bluszczyk kurdybanek, bo o nim mowa, warto zwrócić uwagę. W staropolskiej kuchni bywał częstym gościem. Lekko gorzkie, aromatyczne listki dodawano do zup, sosów, jajecznic, sałatek, traktując je jako przyprawę często zastępującą natkę pietruszki. Dziś został trochę zapomniany, a szkoda. Mam nadzieję, że wkrótce wróci do łask, a to za sprawą mody na św. Hildegardę; wszak to było jedno z jej ulubionych ziół leczniczych. Mody przychodzą i odchodzą, zostają jedynie najwartościowsze ich składniki, więc i dla bluszczyku jest szansa.
Zbierać go można praktycznie przez cały rok, choć oczywiście najlepiej wiosną. Ponieważ jest chwastem dość powszechnym, tanim kosztem możemy stać się posiadaczami roślinnego środka wzmacniającego organizm, przyśpieszającego przemianę materii, odtruwającego wątrobę. Roślina ta jest polecana przy wszelkiego rodzaju niestrawnościach, nieżytach, przejedzeniu, a także częstych infekcjach dróg moczowych. Ponadto herbatka z liści i kwiatów ma działanie wykrztuśne, wspomaga leczenie zakażeń i nieżytów, w tym alergicznych, dróg oddechowych. Nawet w zaburzeniach menstruacyjnych zaleca się picie łagodnego naparu, powiedzmy 2 filiżanki przez 3 dni. Zewnętrznie można stosować bluszczyk w schorzeniach skóry, egzemy, przy artretyzmie.Po prostu należy dodać go do kąpieli.
A jeśli korzystamy z suszu, starajmy się nie trzymać go w zbyt ciepłym miejscu,bo straci swe właściwości. Zresztą jak większość suszonych ziół leczniczych.
A na bluszczyk kurdybanek, bo o nim mowa, warto zwrócić uwagę. W staropolskiej kuchni bywał częstym gościem. Lekko gorzkie, aromatyczne listki dodawano do zup, sosów, jajecznic, sałatek, traktując je jako przyprawę często zastępującą natkę pietruszki. Dziś został trochę zapomniany, a szkoda. Mam nadzieję, że wkrótce wróci do łask, a to za sprawą mody na św. Hildegardę; wszak to było jedno z jej ulubionych ziół leczniczych. Mody przychodzą i odchodzą, zostają jedynie najwartościowsze ich składniki, więc i dla bluszczyku jest szansa.
Zbierać go można praktycznie przez cały rok, choć oczywiście najlepiej wiosną. Ponieważ jest chwastem dość powszechnym, tanim kosztem możemy stać się posiadaczami roślinnego środka wzmacniającego organizm, przyśpieszającego przemianę materii, odtruwającego wątrobę. Roślina ta jest polecana przy wszelkiego rodzaju niestrawnościach, nieżytach, przejedzeniu, a także częstych infekcjach dróg moczowych. Ponadto herbatka z liści i kwiatów ma działanie wykrztuśne, wspomaga leczenie zakażeń i nieżytów, w tym alergicznych, dróg oddechowych. Nawet w zaburzeniach menstruacyjnych zaleca się picie łagodnego naparu, powiedzmy 2 filiżanki przez 3 dni. Zewnętrznie można stosować bluszczyk w schorzeniach skóry, egzemy, przy artretyzmie.Po prostu należy dodać go do kąpieli.
A jeśli korzystamy z suszu, starajmy się nie trzymać go w zbyt ciepłym miejscu,bo straci swe właściwości. Zresztą jak większość suszonych ziół leczniczych.
sobota, 21 marca 2015
Bez tytułu
Wczoraj odbyłam umówione wcześniej spotkanie z onkologiem. Nie wiem, czy to sprawiły modlitwy moich Bliskich, czy zmiana trybu życia ale choroba, jak to lekarz określił "pozostaje w stanie uśpionym". Następna wizyta w lipcu - dodał. Może po prostu Pan uważa, że mam jeszcze coś do zrobienia na tym świecie, dlatego zwleka. Uczestnicząc w nabożeństwie Drogi Krzyżowej intensywnie myślałam: czego właściwie Bóg oczekuje ode mnie. Póki co nic konstruktywnego z tego mojego myślenia nie wynikło, może jedynie to, że dziś postanowiłam zafundować sobie dzień dziecka i nie robić nic. Nawet obiadu. W moim przypadku prezent okazał się z lekka nie trafiony, bo zżerają mnie wyrzuty sumienia za "nicnierobienie", ale mam prowadzić oszczędzający tryb życia, więc się staram.
A swoją drogą chciałabym jeszcze trochę pożyć to oczywiste, nie ma jednak we mnie paniki, buntu typu: dlaczego ja; nie było nawet wtedy, gdy usłyszałam diagnozę: typ nieoperacyjny, można próbować chemii ale... . Wtedy bardziej myślałam o Bliskich, jak to zniosą, czy sobie poradzą
i o tym, że zdarzało mi się w życiu zapukać nie do tej bramy co trzeba. Gdzieś z tyłu głowy krążyła
( i krąży ) myśl o słowach Jezusa skierowanych do wypełniającego nakazy wiary: bliski jesteś Królestwa... . Czego tam zabrakło, że tylko "bliski"? Wszak "bliski" a "w" czyni wielką różnicę.
Takie oto myśli i nastrój towarzyszą mi bez mała dwa lata, choć przyznam, że podczas ciężkiej chemii i 34 seansów radio- bywało trochę gorzej. Wówczas duchowo wspierali mnie Bliscy,
a fizycznie najbardziej buraki ćwikłowe i wywar z natki pietruszki. Teraz staram się żyć zdrowo, zachować pogodę ducha i trwam. Oby jak najdłużej.
Nie lubię się zwierzać, Rozmów o chorobie unikam, tutaj jednak pozwoliłam sobie napisać o niej, aby pokazać Szanownym Tuzaglądającym co zyskałam dzięki modlitwom i zmianie sposobu odżywiania. Może ktoś z moich doświadczeń skorzysta, najlepiej zanim zachoruje.
A poza tym w czasach kiedy modlitwa dzieci w szkole jest przestępstwem, a do "dobrego tonu" należy nie wierzyć w Boga i bluzgać na Kościół należy dawać świadectwo. Chociaż tyle.
A swoją drogą chciałabym jeszcze trochę pożyć to oczywiste, nie ma jednak we mnie paniki, buntu typu: dlaczego ja; nie było nawet wtedy, gdy usłyszałam diagnozę: typ nieoperacyjny, można próbować chemii ale... . Wtedy bardziej myślałam o Bliskich, jak to zniosą, czy sobie poradzą
i o tym, że zdarzało mi się w życiu zapukać nie do tej bramy co trzeba. Gdzieś z tyłu głowy krążyła
( i krąży ) myśl o słowach Jezusa skierowanych do wypełniającego nakazy wiary: bliski jesteś Królestwa... . Czego tam zabrakło, że tylko "bliski"? Wszak "bliski" a "w" czyni wielką różnicę.
Takie oto myśli i nastrój towarzyszą mi bez mała dwa lata, choć przyznam, że podczas ciężkiej chemii i 34 seansów radio- bywało trochę gorzej. Wówczas duchowo wspierali mnie Bliscy,
a fizycznie najbardziej buraki ćwikłowe i wywar z natki pietruszki. Teraz staram się żyć zdrowo, zachować pogodę ducha i trwam. Oby jak najdłużej.
Nie lubię się zwierzać, Rozmów o chorobie unikam, tutaj jednak pozwoliłam sobie napisać o niej, aby pokazać Szanownym Tuzaglądającym co zyskałam dzięki modlitwom i zmianie sposobu odżywiania. Może ktoś z moich doświadczeń skorzysta, najlepiej zanim zachoruje.
A poza tym w czasach kiedy modlitwa dzieci w szkole jest przestępstwem, a do "dobrego tonu" należy nie wierzyć w Boga i bluzgać na Kościół należy dawać świadectwo. Chociaż tyle.
niedziela, 15 marca 2015
O tym, jak moja babcia kartofle gotowała
O popularnych w naszym kraju ziemniakach wiemy już chyba wszystko. Przypomnę co nieco: większość witamin i minerałów bulwa posiada tuż pod skórką, dlatego tak ważne jest cieniutkie obieranie, gotowanie lub pieczenie w mundurkach. Swego czasu amerykańscy naukowcy ogłosili, że substancje zawarte w skórce ziemniaka wykazują zdolność do neutralizowania wolnych rodników. Żywieniowcy uważają, iż obierając ziemniaki pozbywamy się wartościowego błonnika.
Jeśli bulwy są zazieleniałe lub kiełkujące, warto obierać grubo, aby pozbyć się szkodliwej solaniny. Takie są też mniej smaczne. Moja babcia uważała, że ten smak można " poprawić".
W związku z tym kartofle przeznaczone do gotowania starannie myła, obierała i wrzucała do garnka, w którym wrzała już lekko osolona woda pomieszana pół na pół z mlekiem. Do tego dawała 1-2 cebule, które przed odcedzeniem wyjmowała. Wywar nigdy nie lądował w zlewie (zlewów wtedy nie było) ale w innym garnku. Po przestudzeniu i dodaniu drobno pokrojonej zieleniny stanowił pożywny i smaczny napój. W taki oto sposób rozpuszczone w wodzie witaminy i sole mineralne uzupełnione o wapń z mleka nie szły na zmarnowanie, o czym pewnie sama gospodyni nie miała pojęcia. Ona "tylko" dosmaczała potrawę.
Jeśli ktoś chce tej metody spróbować, szczerze polecam pod warunkiem, że jest w posiadaniu kartofli z upraw ekologicznych. Inaczej napije się chemii.
I jeszcze jedno: ziemniaki z cebulą świetnie łączą się w garnku, całkiem źle natomiast w piwnicy. Nie przechowujmy ich obok siebie.
Jeśli bulwy są zazieleniałe lub kiełkujące, warto obierać grubo, aby pozbyć się szkodliwej solaniny. Takie są też mniej smaczne. Moja babcia uważała, że ten smak można " poprawić".
W związku z tym kartofle przeznaczone do gotowania starannie myła, obierała i wrzucała do garnka, w którym wrzała już lekko osolona woda pomieszana pół na pół z mlekiem. Do tego dawała 1-2 cebule, które przed odcedzeniem wyjmowała. Wywar nigdy nie lądował w zlewie (zlewów wtedy nie było) ale w innym garnku. Po przestudzeniu i dodaniu drobno pokrojonej zieleniny stanowił pożywny i smaczny napój. W taki oto sposób rozpuszczone w wodzie witaminy i sole mineralne uzupełnione o wapń z mleka nie szły na zmarnowanie, o czym pewnie sama gospodyni nie miała pojęcia. Ona "tylko" dosmaczała potrawę.
Jeśli ktoś chce tej metody spróbować, szczerze polecam pod warunkiem, że jest w posiadaniu kartofli z upraw ekologicznych. Inaczej napije się chemii.
I jeszcze jedno: ziemniaki z cebulą świetnie łączą się w garnku, całkiem źle natomiast w piwnicy. Nie przechowujmy ich obok siebie.
środa, 25 lutego 2015
Nie tylko orzechy
Leszczyna kojarzy nam się przede wszystkim z orzechami. Słusznie, bowiem mało jest owoców tak bardzo esencjonalnych, jak owoce leszczyny. Zawierają dobroczynne tłuszcze, kwas linolowy (zapobiegający miażdżycy) oraz spore ilości potasu, fosforu i wapnia plus wit. A, B1,E. Warto wiedzieć, że pod względem zawartości fosforu i potasu orzech laskowy nie ma sobie równych.
Z powodu bogactwa witamin, soli mineralnych, a także kalorii (niestety) spożywanie orzechów jest zalecane w przypadkach wyczerpania fizycznego i umysłowego, a także dzieciom dla lepszego ich rozwoju. Aby zapobiec zawałowi serca, warto zjadać kilka orzechów dziennie.
Okazuje się, że właściwości lecznicze posiadają nie tyko orzechy, ale też pączki, liście i kora leszczyny. Korę można zbierać z młodych gałęzi już w marcu, a liście w maju-czerwcu. Te części rośliny należy wysuszyć, a potem pić przygotowane z nich herbatki lub odwary wspomagające leczenie żylaków (w tym hemoroidów) czy zaburzenia krążenia. Preparaty z leszczyny działają też łagodząco, przeciwkrwotocznie, oczyszczająco, uodparniająco, bakteriobójczo. Wyciąg z pączków leszczyny znajduje zastosowanie w chorobach układu oddechowego i krążenia. Włosy myte odwarem z suszu ( 1 łyżka na szklankę wody, gotować ok. 5 min) stają się puszyste i błyszczące.
Na koniec muszę przypomnieć: ziołowe preparaty stosujemy na WŁASNĄ odpowiedzialność.
Z powodu bogactwa witamin, soli mineralnych, a także kalorii (niestety) spożywanie orzechów jest zalecane w przypadkach wyczerpania fizycznego i umysłowego, a także dzieciom dla lepszego ich rozwoju. Aby zapobiec zawałowi serca, warto zjadać kilka orzechów dziennie.
Okazuje się, że właściwości lecznicze posiadają nie tyko orzechy, ale też pączki, liście i kora leszczyny. Korę można zbierać z młodych gałęzi już w marcu, a liście w maju-czerwcu. Te części rośliny należy wysuszyć, a potem pić przygotowane z nich herbatki lub odwary wspomagające leczenie żylaków (w tym hemoroidów) czy zaburzenia krążenia. Preparaty z leszczyny działają też łagodząco, przeciwkrwotocznie, oczyszczająco, uodparniająco, bakteriobójczo. Wyciąg z pączków leszczyny znajduje zastosowanie w chorobach układu oddechowego i krążenia. Włosy myte odwarem z suszu ( 1 łyżka na szklankę wody, gotować ok. 5 min) stają się puszyste i błyszczące.
Na koniec muszę przypomnieć: ziołowe preparaty stosujemy na WŁASNĄ odpowiedzialność.
Subskrybuj:
Posty (Atom)