Ciekawa jestem, kto z Szanownych Tuzaglądających pamięta, jak wyglądały ogrody naszych babć. Mnie kojarzą się przede wszystkim z bio-różnorodnością, przewagą względów praktycznych nad estetycznymi, a także ze swoistym rodzajem tzw. nieładu artystycznego. Ludzie mieli wówczas wiele innej pracy, ogród zwyczajnie był na dalszym planie, co zwykle wychodziło mu na dobre. Dla wygody najczęściej sadzono rośliny pewne, niewymagające, piękne ale i pożyteczne zarazem.
Te dość ostre kryteria spełniał m. in. dereń jadalny. Krzew ten nie tylko zdobił, bo kwitnie dość wcześnie, przed rozwinięciem liści, ale również okazywał się bardzo przydatny w kuchni czy domowej apteczce. Z jego owoców gospodynie często smażyły marmolady bądź je suszyły, zaś co zapobiegliwsi gospodarze przygotowywali słynną dereniówkę. Zimą zawsze można było powiedzieć, że człowieka grypa bierze i zapytać o kieliszek lekarstwa. Albo dwa.
Zresztą nie tylko z tego powodu wspomniałam o zapobiegliwości. Podstawowy składnik nalewek mężczyźni też produkowali sami zgodnie z zasadą: tylko leniwy kupuje. Wszelkie zaś dodatki znajdowali na polu, w sadzie, ogrodzie, często i bez dodatków się obywało. Mimo że proceder kwitł w najlepsze, uzależnionych nie było więcej niż dziś. Bo to i robota w polu, i z opinią sąsiadów człowiek musiał się liczyć.
Wracając do derenia... Niedawno w swoim ogrodzie posadziłam dwie sztuki, prozdrowotne właściwości rośliny mam zamiar wykorzystać w pełni. Z grubsza rzecz biorąc w owocach znajdziemy: dużo wit. C ( odporność ), wit. P ( wzmocnienie naczyń krwionośnych, antyrakowa ), wit. A (ta od oczu ) oraz wiele innych substancji mineralnych.
Nasze babcie nie znały oczywiście składu chemicznego owoców derenia, jednak wiedziały, jak je najlepiej wykorzystać. Świeżymi leczyły anemię i szkorbut, przetworzonymi zaburzenia przewodu pokarmowego ( tylko nie wrzody żołądka czy dwunastnicy ), przeziębienia, gorączki. Czasami podawały je dzieciom na poprawę apetytu.
W krajach, gdzie dereń występuje na stanowiskach naturalnych, wykorzystuje się również kwiaty a takze wczesną wiosną zebrane i wysuszone liście. Napar z nich działa łagodnie moczopędnie. Dodatkowo napar z kwiatów można stosować do przemywań cery trądzikowej oraz jako skuteczny lek łagodzący podrażnienia skóry.
Na koniec dodam tylko,że owoce derenia ceniła modna dziś św. Hildegarda, opisując je jako " służące zdrowiu człowieka". Ja w każdym razie liczę na to,że moje krzewy wydadzą owoce już w przyszłym roku. Może naleweczka będzie.
poniedziałek, 12 października 2015
wtorek, 8 września 2015
Dziewanna wielkokwiatowa
Choć sezon minął, o dziewannie warto tu wspomnieć, co czynię niniejszym. Jest to roślina dwuletnia, zatem kwitnie w drogim roku. Rośnie w miejscach o glebach słabych, suchych lecz dobrze nasłonecznionych. Nasion w sklepach nie uświadczysz, zresztą za darmo można pozyskać ją ze środowiska naturalnego, posadzić w ogrodzie raz, potem rozsiewa się sama. Należy tylko nie być nadgorliwym w pieleniu.
Kwiaty zbiera się suche, bo łatwo ciemnieją i tracą na wartości. Można wykorzystać też liście zbierane przed kwitnieniem rośliny. Potem wystarczy materiał wysuszyć i zaparzać do picia. Ponieważ zdarzają się w herbatkach drażniąco-denerwujące malutkie włoski, dobrze jest całość starannie przecedzić.
Herbatkę z kwiatów dziewanny zaleca się przy nieżytach górnych dróg oddechowych, kaszlu, przeziębieniach, grypie, w zaburzeniach przewodu pokarmowego ( biegunki, kolki ), wszelkich infekcjach ( kiedyś leczono tym gruźlicę ), podrażnieniach wątroby, pęcherza i dróg moczowych, a nawet w przypadku hemoroidów. Niektórzy uważają, że napar z kwiatów dziewanny wycisza i uspokaja, a to oznacza łagodny środek nasenny. Warto też wiedzieć, że dziewanna jest dość delikatna, więc często łączy się ją z innymi roślinami, np. tymiankiem, podbiałem czy korzeniem prawoślazu. Za to literatura zielarska nie odnotowała żadnych działań niepożądanych w przypadku stosowania tej rośliny. Wogóle mało się o niej pisze, może ze względu na łagodność działania, choć przecież znali ją już wielcy starożytni, a i św. Hildegarda chwaliła ( za działanie pobudzające ). W medycynie ludowej za to była dość popularna. W tym roku już za późno lecz w przyszłym warto zebrać trochę kwiatów a nawet liści, choćby po to, by potem je dodawać do herbaty. Z takiego pachnącego materiału można też przygotować leczącą wielę chorób skóry kąpiel.
Sumując: zapobiegliwi mają. Ja w bieżącym roku przygotowałam mało, zbyt mało jak na moje potrzeby zapasów, niestety. Ale o tym może innym razem.
Kwiaty zbiera się suche, bo łatwo ciemnieją i tracą na wartości. Można wykorzystać też liście zbierane przed kwitnieniem rośliny. Potem wystarczy materiał wysuszyć i zaparzać do picia. Ponieważ zdarzają się w herbatkach drażniąco-denerwujące malutkie włoski, dobrze jest całość starannie przecedzić.
Herbatkę z kwiatów dziewanny zaleca się przy nieżytach górnych dróg oddechowych, kaszlu, przeziębieniach, grypie, w zaburzeniach przewodu pokarmowego ( biegunki, kolki ), wszelkich infekcjach ( kiedyś leczono tym gruźlicę ), podrażnieniach wątroby, pęcherza i dróg moczowych, a nawet w przypadku hemoroidów. Niektórzy uważają, że napar z kwiatów dziewanny wycisza i uspokaja, a to oznacza łagodny środek nasenny. Warto też wiedzieć, że dziewanna jest dość delikatna, więc często łączy się ją z innymi roślinami, np. tymiankiem, podbiałem czy korzeniem prawoślazu. Za to literatura zielarska nie odnotowała żadnych działań niepożądanych w przypadku stosowania tej rośliny. Wogóle mało się o niej pisze, może ze względu na łagodność działania, choć przecież znali ją już wielcy starożytni, a i św. Hildegarda chwaliła ( za działanie pobudzające ). W medycynie ludowej za to była dość popularna. W tym roku już za późno lecz w przyszłym warto zebrać trochę kwiatów a nawet liści, choćby po to, by potem je dodawać do herbaty. Z takiego pachnącego materiału można też przygotować leczącą wielę chorób skóry kąpiel.
Sumując: zapobiegliwi mają. Ja w bieżącym roku przygotowałam mało, zbyt mało jak na moje potrzeby zapasów, niestety. Ale o tym może innym razem.
środa, 22 lipca 2015
Jak wykorzystać wiśnię?
1. Z suszonych kwiatów wiśni można zaparzać herbatkę do popijania lub przemywania oczu w przypadku zapalenia spojówek.
2. Z owoców: soki, nalewki, konfitury, przy czym warto pamiętać, że nie wszystkie składniki odżywcze giną w czasie przetwarzania. Poniżej podaję przepis na konfiturę nie mój, lecz s. Faustyny z radia M. jako że jest mniej pracochłonny.
Składniki: -kilogram wiśni,
-kilogram cukru.
Wydrylowane wiśnie zagotować z cukrem i odstawić do następnego dnia. Czynność powtarzać przez cztery następne dni. Po tym czasie wiśnie włożyć do słoików, zalać sokiem, by tylko przykryć owoce i zapasteryzować. Pozostały sok pasteryzować oddzielnie. Przepis odnotowuję do wypróbowania w przyszłym roku.
3. Herbatka z suszonych ogonków od owoców jest moczopędna.
4. Liście wiśni dodajemy do kiszonych ogórków.
5. Zebrane jesienią i podsuszone gałązki wiśni ( roczne przyrosty ) można zaparzać i wykorzystać jako napój ( wspiera pęcherz i nerki ), jako płukankę do ust ( zapobiega paradontozie ) lub do kąpieli ( łagodzi reumatyzm).
Prawda, że nasi przodkowie umieli właściwie wykorzystać dary natury?
2. Z owoców: soki, nalewki, konfitury, przy czym warto pamiętać, że nie wszystkie składniki odżywcze giną w czasie przetwarzania. Poniżej podaję przepis na konfiturę nie mój, lecz s. Faustyny z radia M. jako że jest mniej pracochłonny.
Składniki: -kilogram wiśni,
-kilogram cukru.
Wydrylowane wiśnie zagotować z cukrem i odstawić do następnego dnia. Czynność powtarzać przez cztery następne dni. Po tym czasie wiśnie włożyć do słoików, zalać sokiem, by tylko przykryć owoce i zapasteryzować. Pozostały sok pasteryzować oddzielnie. Przepis odnotowuję do wypróbowania w przyszłym roku.
3. Herbatka z suszonych ogonków od owoców jest moczopędna.
4. Liście wiśni dodajemy do kiszonych ogórków.
5. Zebrane jesienią i podsuszone gałązki wiśni ( roczne przyrosty ) można zaparzać i wykorzystać jako napój ( wspiera pęcherz i nerki ), jako płukankę do ust ( zapobiega paradontozie ) lub do kąpieli ( łagodzi reumatyzm).
Prawda, że nasi przodkowie umieli właściwie wykorzystać dary natury?
piątek, 17 lipca 2015
Sezon na wiśnie
Choć wszyscy znamy naszą poczciwą starą wiśnię i smak jej owoców, nie doceniamy jej wartości. W ogrodach gości coraz rzadziej, w punktach skupu nieobecna, w kuchni przegrywa z zagranicznymi rarytasami. Niemodna się stała. Tylko że w odstawkę poszła całkiem niesłusznie.
Jedząc surowe owoce wiśni zaopatrujemy organizm w wit. C i K, kwasy owocowe, pektyny, mangan, żelazo, wapń, potas, jod, a także beta-karoten i kwas foliowy. Może to nie są jakieś rekordowe ilości ale i tak wydają się godne polecenia. Dzięki kwasom owocowym wiśnie stymulują przemianę materii. Poza tym chronią przed chorobami układu krążenia,działają przeciwzapalnie i przeciwbólowo. W medycynie naturalnej traktowano wiśnie jako element diety przeciwnowotworowej, właściwość tę potwierdza współczesna nauka. Uważa się również, że owoce tego drzewa zawierają melatoninę, czyli systematycznie pity sok z wiśni zlikwiduje bezsenność.
Muszę już skończyć, komputer odmawia posłuszeństwa a do wiśni wrócę w następnym poście.
Jedząc surowe owoce wiśni zaopatrujemy organizm w wit. C i K, kwasy owocowe, pektyny, mangan, żelazo, wapń, potas, jod, a także beta-karoten i kwas foliowy. Może to nie są jakieś rekordowe ilości ale i tak wydają się godne polecenia. Dzięki kwasom owocowym wiśnie stymulują przemianę materii. Poza tym chronią przed chorobami układu krążenia,działają przeciwzapalnie i przeciwbólowo. W medycynie naturalnej traktowano wiśnie jako element diety przeciwnowotworowej, właściwość tę potwierdza współczesna nauka. Uważa się również, że owoce tego drzewa zawierają melatoninę, czyli systematycznie pity sok z wiśni zlikwiduje bezsenność.
Muszę już skończyć, komputer odmawia posłuszeństwa a do wiśni wrócę w następnym poście.
poniedziałek, 8 czerwca 2015
Melisa - zioło dla znerwicowanych
Antyczna medycyna przypisywała jej działanie niepospolite, św. Hildegarda twierdziła, że ''ma
w sobie moc 15 innych ziół" , zaś inny średniowieczny fitoterapeuta (bądź sympatyk) zapisał, iż jako dodatek do potraw "uwesela serce i pokarm gruby a niestrawny trawi. I też zatkanie tych członków jako śledziony i wątroby wypycha". (cyt. za M. J. Kawałko) Najogólniej rzecz ujmując: na przestrzeni dziejów w europejskich kuchniach i apteczkach melisa zawsze była mniej lub bardziej obecna, natomiast w Polsce jakoś się nie przyjęła. A szkoda.
Gdyby dajmy na to pani Emilia Korczyńska zechciała posiać owo zioło na klombie przed dworkiem, a potem popijać własnoręcznie przygotowaną z niego herbatkę, szybko pozbyłaby się "melancholji" i "histerji" a przy okazji i "globusa". Pan Benedykt też by zyskał, bo szanowna małżonka przestałaby mu suszyć głowę. Uprawa melisy nie jest trudna, wystarczy kawałek ziemi a nawet kawałek balkonu i doniczki, nasza bohaterka pewnie by sobie poradziła.
A teraz już całkiem poważnie...
Współczesna nauka potwierdza skuteczność działania tej rośliny w łagodzeniu wielu chorób
i dolegliwości, szczególnie powstałych na tle nerwowym. Warto zatem zainteresować się melisą,
gdy dokucza nerwica serca, stany lękowe, depresja, astma (niektóre jej postaci), choroby układu trawiennego, przy skłonnościach do zaparć. Ponadto działa ona przeciwzapalnie i rozkurczająco (łagodzi np. bóle menstruacyjne), przeciwdziała niedokrwistości, poprawia trawienie ale jednocześnie wzmaga apetyt. Niektórzy wręcz twierdzą, że przedłuża życie, gdyż pobudza siły fizyczne i umysłowe człowieka.
Dawniej uważano, iż napar z melisy (w połączeniu z majerankiem) wzmacnia pamięć. Pszczelarze nacierali nią wnętrza uli, "bo pszczoły lubią", a hodowcy gęsi dodawali do paszy, by tuszki były smaczniejsze.
Zewnętrznie preparatów z melisy używa się do nacierania chorych miejsc przy migrenie czy bólach reumatycznych, można też przygotować z niej aromatyczną relaksującą kąpiel, a nawet oczyścić twarz. Maść na bazie melisy pomaga leczyć opryszczkę.
Zastosowań jak widać sporo, o działaniach niepożądanych nic nie słychać, a mimo to odnoszę wrażenie, iż melisa u nas jest mało popularna. może to sprawa tradycji?
Ja od lat kilku uprawiam ją w ogródku, świeże listki (melisy nie suszę) dodaję do popołudniowej herbatki i mam nadzieję, że w najbliższym czasie nawet najbardziej irytujące zachowania naszych polityków nie wytrącą mnie z równowagi.
w sobie moc 15 innych ziół" , zaś inny średniowieczny fitoterapeuta (bądź sympatyk) zapisał, iż jako dodatek do potraw "uwesela serce i pokarm gruby a niestrawny trawi. I też zatkanie tych członków jako śledziony i wątroby wypycha". (cyt. za M. J. Kawałko) Najogólniej rzecz ujmując: na przestrzeni dziejów w europejskich kuchniach i apteczkach melisa zawsze była mniej lub bardziej obecna, natomiast w Polsce jakoś się nie przyjęła. A szkoda.
Gdyby dajmy na to pani Emilia Korczyńska zechciała posiać owo zioło na klombie przed dworkiem, a potem popijać własnoręcznie przygotowaną z niego herbatkę, szybko pozbyłaby się "melancholji" i "histerji" a przy okazji i "globusa". Pan Benedykt też by zyskał, bo szanowna małżonka przestałaby mu suszyć głowę. Uprawa melisy nie jest trudna, wystarczy kawałek ziemi a nawet kawałek balkonu i doniczki, nasza bohaterka pewnie by sobie poradziła.
A teraz już całkiem poważnie...
Współczesna nauka potwierdza skuteczność działania tej rośliny w łagodzeniu wielu chorób
i dolegliwości, szczególnie powstałych na tle nerwowym. Warto zatem zainteresować się melisą,
gdy dokucza nerwica serca, stany lękowe, depresja, astma (niektóre jej postaci), choroby układu trawiennego, przy skłonnościach do zaparć. Ponadto działa ona przeciwzapalnie i rozkurczająco (łagodzi np. bóle menstruacyjne), przeciwdziała niedokrwistości, poprawia trawienie ale jednocześnie wzmaga apetyt. Niektórzy wręcz twierdzą, że przedłuża życie, gdyż pobudza siły fizyczne i umysłowe człowieka.
Dawniej uważano, iż napar z melisy (w połączeniu z majerankiem) wzmacnia pamięć. Pszczelarze nacierali nią wnętrza uli, "bo pszczoły lubią", a hodowcy gęsi dodawali do paszy, by tuszki były smaczniejsze.
Zewnętrznie preparatów z melisy używa się do nacierania chorych miejsc przy migrenie czy bólach reumatycznych, można też przygotować z niej aromatyczną relaksującą kąpiel, a nawet oczyścić twarz. Maść na bazie melisy pomaga leczyć opryszczkę.
Zastosowań jak widać sporo, o działaniach niepożądanych nic nie słychać, a mimo to odnoszę wrażenie, iż melisa u nas jest mało popularna. może to sprawa tradycji?
Ja od lat kilku uprawiam ją w ogródku, świeże listki (melisy nie suszę) dodaję do popołudniowej herbatki i mam nadzieję, że w najbliższym czasie nawet najbardziej irytujące zachowania naszych polityków nie wytrącą mnie z równowagi.
poniedziałek, 11 maja 2015
O mniszku lekarskim w wielkim skrócie
Wybaczcie Szanowni Tuzaglądający ( uwaga: schlebiam sobie ), że tak mnie mało w przestrzeni wirtualnej, ale w realu tyle się dzieje... Właśnie w naszym kanale wentylacyjnym kawcza rodzina się powiększyła ( a myślałam, że straszy ), na czereśni i w tui też ktoś mieszka. Rodzice w poszukiwaniu pokarmu śmigają po podwórku, trzeba bardzo uważać, aby nie zderzyć się czołowo ( dziobowo? )
z jakimś osobnikiem. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie żadnego szkodnika w moim ogrodzie nie uświadczę.
Ale do rzeczy. Nie znam chyba człowieka, który nie wiedziałby, jak wygląda mlecz oraz jak ważną rolę pełni w wiosennych sałatkach oczyszczająco-wzmacniających. Dlatego pozwalam sobie w tym poście na większy niż zazwyczaj skrót, całkiem zaś na blogu o ziołach mleczu pominąć nie sposób, wszak jest to rarytas wśród chwastów. Nie dość, że wszystkie jego części są jadalne, co nie jest znów takie powszechne, to okazuje się jedną z najbogatszych w witaminy i minerały roślin dziko rosnących. Taki nasz żeń-szeń. W lecznictwie ludowym mniszek słusznie uważany był i jest za panaceum dla wielu schorzeń i dolegliwości. Lista jest dość długa, zatem pozwolę sobie potraktować ją wybiórczo.
Mniszek:
- odtruwa i wzmacnia organizm,
- przynosi ulgę nadwyrężonej wątrobie,
- korzystnie wpływa na pracę jelit (zaparciom dziękujemy ),
- pobudza do pracy nerki,
- poprawia skład krwi,
- obniża poziom cukru i cholesterolu, a także ciśnienia, dla mnie niestety,
- działa antyoksydacyjnie i uwaga! wspiera leczenie nowotworów,
- pomaga w walce z wirusami, w tym podobno z prątkami gruźlicy,
- działa leczniczo na szkorbut,
- syrop z kwiatów leczy kaszel.
Jest przy tym dość bezpieczny w stosowaniu, uczula rzadko, uważać muszą tylko ci, którzy cierpią na niedrożność jelit, dróg moczowych, wrzody żołądka lub kamienie nerkowe.
W kuchni wykorzystywany jest na sto różnych sposobów, ogólnie znanych, więc je sobie daruję. Może jest jednak ktoś, kto wykorzystuje mniszek lekarski w sposób nietypowy? Miło by było, jeśli zechciałby tutaj podzielić się przepisem lub poda stosowny link. Wszak zdrowie - rzecz najważniejsza.
P.S. Asiu, Wojtku - pozdrawiam Was cieplutko.
Pełnoletnia - jak najbardziej, ziele kurdybanka można stosować świeże. Również pozdrawiam
z jakimś osobnikiem. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie żadnego szkodnika w moim ogrodzie nie uświadczę.
Ale do rzeczy. Nie znam chyba człowieka, który nie wiedziałby, jak wygląda mlecz oraz jak ważną rolę pełni w wiosennych sałatkach oczyszczająco-wzmacniających. Dlatego pozwalam sobie w tym poście na większy niż zazwyczaj skrót, całkiem zaś na blogu o ziołach mleczu pominąć nie sposób, wszak jest to rarytas wśród chwastów. Nie dość, że wszystkie jego części są jadalne, co nie jest znów takie powszechne, to okazuje się jedną z najbogatszych w witaminy i minerały roślin dziko rosnących. Taki nasz żeń-szeń. W lecznictwie ludowym mniszek słusznie uważany był i jest za panaceum dla wielu schorzeń i dolegliwości. Lista jest dość długa, zatem pozwolę sobie potraktować ją wybiórczo.
Mniszek:
- odtruwa i wzmacnia organizm,
- przynosi ulgę nadwyrężonej wątrobie,
- korzystnie wpływa na pracę jelit (zaparciom dziękujemy ),
- pobudza do pracy nerki,
- poprawia skład krwi,
- obniża poziom cukru i cholesterolu, a także ciśnienia, dla mnie niestety,
- działa antyoksydacyjnie i uwaga! wspiera leczenie nowotworów,
- pomaga w walce z wirusami, w tym podobno z prątkami gruźlicy,
- działa leczniczo na szkorbut,
- syrop z kwiatów leczy kaszel.
Jest przy tym dość bezpieczny w stosowaniu, uczula rzadko, uważać muszą tylko ci, którzy cierpią na niedrożność jelit, dróg moczowych, wrzody żołądka lub kamienie nerkowe.
W kuchni wykorzystywany jest na sto różnych sposobów, ogólnie znanych, więc je sobie daruję. Może jest jednak ktoś, kto wykorzystuje mniszek lekarski w sposób nietypowy? Miło by było, jeśli zechciałby tutaj podzielić się przepisem lub poda stosowny link. Wszak zdrowie - rzecz najważniejsza.
P.S. Asiu, Wojtku - pozdrawiam Was cieplutko.
Pełnoletnia - jak najbardziej, ziele kurdybanka można stosować świeże. Również pozdrawiam
sobota, 11 kwietnia 2015
Z mojego ogródka: bluszczyk kurdybanek
Przyniosłam go pewnie z jakąś roślinką. A może sam się zasiał? Usuwałam z rabatek bardzo starannie i wyrzucałam na kompost, zamiast utylizować. Teraz mam go więcej, rośnie nawet w miejscach, w których nic rosnąć nie chce... Słowem - roślina baaardzo inwazyjna. W taki sposób materiał zielarski mam w zasięgu ręki, choć przyznam: wolałąbym pozyskiwać go ze stanu dzikiego.
A na bluszczyk kurdybanek, bo o nim mowa, warto zwrócić uwagę. W staropolskiej kuchni bywał częstym gościem. Lekko gorzkie, aromatyczne listki dodawano do zup, sosów, jajecznic, sałatek, traktując je jako przyprawę często zastępującą natkę pietruszki. Dziś został trochę zapomniany, a szkoda. Mam nadzieję, że wkrótce wróci do łask, a to za sprawą mody na św. Hildegardę; wszak to było jedno z jej ulubionych ziół leczniczych. Mody przychodzą i odchodzą, zostają jedynie najwartościowsze ich składniki, więc i dla bluszczyku jest szansa.
Zbierać go można praktycznie przez cały rok, choć oczywiście najlepiej wiosną. Ponieważ jest chwastem dość powszechnym, tanim kosztem możemy stać się posiadaczami roślinnego środka wzmacniającego organizm, przyśpieszającego przemianę materii, odtruwającego wątrobę. Roślina ta jest polecana przy wszelkiego rodzaju niestrawnościach, nieżytach, przejedzeniu, a także częstych infekcjach dróg moczowych. Ponadto herbatka z liści i kwiatów ma działanie wykrztuśne, wspomaga leczenie zakażeń i nieżytów, w tym alergicznych, dróg oddechowych. Nawet w zaburzeniach menstruacyjnych zaleca się picie łagodnego naparu, powiedzmy 2 filiżanki przez 3 dni. Zewnętrznie można stosować bluszczyk w schorzeniach skóry, egzemy, przy artretyzmie.Po prostu należy dodać go do kąpieli.
A jeśli korzystamy z suszu, starajmy się nie trzymać go w zbyt ciepłym miejscu,bo straci swe właściwości. Zresztą jak większość suszonych ziół leczniczych.
A na bluszczyk kurdybanek, bo o nim mowa, warto zwrócić uwagę. W staropolskiej kuchni bywał częstym gościem. Lekko gorzkie, aromatyczne listki dodawano do zup, sosów, jajecznic, sałatek, traktując je jako przyprawę często zastępującą natkę pietruszki. Dziś został trochę zapomniany, a szkoda. Mam nadzieję, że wkrótce wróci do łask, a to za sprawą mody na św. Hildegardę; wszak to było jedno z jej ulubionych ziół leczniczych. Mody przychodzą i odchodzą, zostają jedynie najwartościowsze ich składniki, więc i dla bluszczyku jest szansa.
Zbierać go można praktycznie przez cały rok, choć oczywiście najlepiej wiosną. Ponieważ jest chwastem dość powszechnym, tanim kosztem możemy stać się posiadaczami roślinnego środka wzmacniającego organizm, przyśpieszającego przemianę materii, odtruwającego wątrobę. Roślina ta jest polecana przy wszelkiego rodzaju niestrawnościach, nieżytach, przejedzeniu, a także częstych infekcjach dróg moczowych. Ponadto herbatka z liści i kwiatów ma działanie wykrztuśne, wspomaga leczenie zakażeń i nieżytów, w tym alergicznych, dróg oddechowych. Nawet w zaburzeniach menstruacyjnych zaleca się picie łagodnego naparu, powiedzmy 2 filiżanki przez 3 dni. Zewnętrznie można stosować bluszczyk w schorzeniach skóry, egzemy, przy artretyzmie.Po prostu należy dodać go do kąpieli.
A jeśli korzystamy z suszu, starajmy się nie trzymać go w zbyt ciepłym miejscu,bo straci swe właściwości. Zresztą jak większość suszonych ziół leczniczych.
Subskrybuj:
Posty (Atom)