niedziela, 29 stycznia 2023

Gałązki brzozy

    Zielarze zgodnie twierdzą, że już samo przebywanie w pobliżu brzozy korzystnie wpływa na człowieka, a do tego każdą jej część można wykorzystać leczniczo: pączki, listki, korę, a nawet guzowate narośla. Z racji pory roku skupię się na gałązkach... 

   Okazuje się, że na przestrzeni lat były one wykorzystywane w różny sposób. Podobno porządne wiedźmy tylko na brzozowych miotłach latały. Już nie podobno, a na pewno w przedodkurzaczowych czasach gospodynie korzystały ze zmiotek zrobionych z brzozowych witek. Niektórzy z takich gałązek robili wianki i wieszali na drzwiach wejściowych, by chroniły przed chorobami, burzami, a nawet nieżyczliwością ludzką. Jednym z ciekawszych zwyczajów było  ( i jest ciągle ) obrywanie gałązek z brzózek umieszczanych dla ozdoby przy ołtarzach Bożego Ciała. Trzymano je potem rok w domu w celu ochrony przed chorobami, nieszczęściami i złem wszelkim, a następnie po prostu palono. Wierzyć, nie wierzyć ale ściąć kilka gałązek ( z rocznych przyrostów ) i przynieść do domu warto. Można je postawić w wazonie obok telewizora czy komputera, by zmniejszyć ilość niekorzystnego promieniowania, można też ów wazon postawić w sypialni obok łóżka w podobnym celu. Kto śpi słabo, cierpi na bóle głowy, reumatyzm itd. powinien spać  tydzień lub dwa na gałązkach z brzozy, wówczas sen staje się mocniejszy, a choroby łagodnieją.

   Gałązki brzozy można też wykorzystać w sposób bardziej konkretny. Od grudnia do wiosny roczne przyrosty ( koniecznie z dużą ilością pączków ) zebrać, pociąć na kawałki i przygotować zimową  herbatkę. 1 łyżkę świeżego lub suszonego materiału zalać zimną wodą, podgrzać do zagotowania, gotować 5 minut pod przykryciem. Następnie zostawić do naciągnięcia na ok. 20 minut. Wypić w czterech porcjach w ciągu dnia. Taki napój dezynfekuje, oczyszcza organizm z toksyn, reguluje przemianę materii, działa przeciwzapalnie, napotnie, moczopędnie,uspokajająco i zmniejsza obrzęki. Zewnętrznie odwar można wykorzystać do leczenia wyprysków i różnych chorób skórnych.

poniedziałek, 23 stycznia 2023

Styczeń - czas życzeń

    Pewien człowiek zatrudnił się w lesie jako drwal. Od majstra otrzymał topór oraz niezbędne informacje odnośnie miejsca i warunków pracy. Warunki dobre, płaca również, zatem nasz bohater ochoczo zabrał się do roboty. Pierwszego dnia szło mu tak dobrze, że zasłużył na uznanie przełożonego. Wieczorem wcześnie położył się spać, bo dnia następnego też chciał się wykazać. Zerwał się więc ciut świt i stanął do pracy przed wszystkimi, ale mimo wielkiego wysiłku osiągnął słabsze wyniki. 

- No cóż - pomyślał - muszę się bardziej przyłożyć a wcześniej odpocząć - i położył się spać już o zachodzie słońca. 

Niestety, następnego dnia udało mu się ściąć mniej drzew, a w następnego dnia jeszcze mniej i jeszcze ... Drwala ta sytuacja bardzo zaniepokoiła, zatem postanowił pójść do majstra i o wszystkim mu opowiedzieć, że przecież się starał, nawet bardzo, a wyniki słabe. Majster wysłuchał, pokiwał głową i zapytał : 

- Kiedy Ty ostrzyłeś ostatnio swój topór ?  

- Ostrzyć topór? Nie miałem czasu, przecież byłem zajęty... 

Robienie czegoś na siłę nikomu ani niczemu nie służy. Odpocząć, spotkać się z kimś, pójść na spacer, znaleźć czas na hobby, zająć się czymś innym... Jednym słowem: częściej ostrzyć topór ... Tego Szanownym Tujeszczezaglądającym, ( w tym sobie ) na Nowy 2023 rok życzę.

niedziela, 19 czerwca 2022

Na święty Janek zbieraj rumianek

    Dawniej uważano, że kwiat, a właściwie koszyczek rumianku zebrany w dzień św. Jana ma niezwykłą moc, stąd tytułowe porzekadło. A że 24 czerwca przypada w najbliższy piątek, kto ma ochotę pospacerować po ugorach, pastwiskach, łąkach ( przydroży nie polecam ), to może sobie nazbierać i ususzyć. Łatwo go poznać po silnym zapachu oraz po stożkowatym wewnątrz pustym dnie kwiatowego koszyczka. W przyszłości można sobie posiać w ogrodzie i wtedy wiadomo, co jest co, w ostateczności - kupić. 

   Rumianek pospolity, to jedna z najstarszych i chyba jedna z lepiej poznanych roślin leczniczych. Wiemy, że posiada właściwości rozkurczowe, przeciwzapalne, przeciwbakteryjne, przeciwbólowe, odkażające, napotne, wspomagające trawienie, wiatropędne, przeciwgrzybicze, uspokajające. Przy tym zalicza się do ziół dość bezpiecznych, choć zdarzają się ( niezwykle rzadko ) osoby nań uczulone. Kiedyś słaby napar podawano nawet małym dzieciom przy niestrawnościach, kolce, czy bolesnym ząbkowaniu i obowiązkowo osobom starszym. Z kwiatków można przygotować smaczną herbatkę  i popijać w przypadku niestrawności, wzdęć, zgagi, chorobie wrzodowej, chorej wątrobie, zapaleniu dróg moczowych, przeziębieniach ( szczególnie w połączeniu z czarnym bzem ), bolesnym miesiączkowaniu, stresie i bezsenności.

    Zewnętrznie stosuje się do przemywania trudno gojących się ran, skóry w stanach zapalnych, przy wypryskach, czyrakach, do przemywania oczu przy zapaleniu spojówek, płukania jamy ustnej i gardła. 

   Rumianek znalazł również szerokie zastosowanie w kosmetyce: mydła, szampony, kremy... 

   Warto też wiedzieć, że rumianek jest niezwykle ceniony w ogrodnictwie. Siany w towarzystwie ziemniaków, warzyw kapustnych, cebulowych, selerów, wzmacnia ich odporność, a także poprawia smak. Preparaty z tym ziołem stosuje się profilaktycznie przeciw szkodnikom ( np. mszyce, przędziorki ),  w celu wzmocnienia roślin oraz zaprawia dla przyspieszenia kiełkowania. Rumianek dodany do masy kompostowej przyspiesza jej rozkład. 

Kilka konkretnych zastosowań rumianku przypomnę w następnym wpisie.

poniedziałek, 30 maja 2022

O obowiązkach ogrodnika i o werbenie co nieco

   Do ogarnięcia było ( zdjęcie z wczesnej wiosny ): 

- 4 rzędy malin, a w tzw. międzyrzędziach warzywa ( motyczka zamiast chemii ),


- przetwórstwo ( zielarskie ),

- przywracanie życia roślinom ledwo żywym po zimowaniu w trudnych warunkach. 

   Z przechowywanych w domu najbardziej wymagająca okazałą się lippia czyli werbena cytrynowa. Lubię bardzo tę roślinę nie ze względu na urodę, bo ta nie jest jakaś szczególna, ale bardziej dla zapachu i przydatnych właściwości. Lubi słońce i ciepło, więc biegam z nią w dzień na dwór, nocą zabieram do domu, a że wiosna zimna, owa karuzela trwa długo. A i tak nie wygląda najlepiej, póki co. Obfocę ją, kiedy będzie w lepszej kondycji, teraz tylko prezentacja słowna. 

   W sklepach ogrodniczych nie spotkałam nasion werbeny ( to było kilka lat temu ), natomiast sadzonki na bazarach już były, więc zakupiłam sobie. Roślina nie jest trudna w uprawie ale nie należy do mrozoodpornych, a to stanowi pewien problem. U mnie zimuje w nieogrzewanym ale dość ciemnym pomieszczeniu, wiosny dożywa więc w wyraźnie kiepskiej kondycji, za to w cieple i słońcu szybko się regeneruje. Zwykle ok. 20 maja ( jeśli wiosna piękna )wędruje na balkon, gdzie jako roślina pachnąca ma chronić przed komarami, zaś jesienią powrót do domu. Podobno w zachodniej Polsce można ją przyciąć, okryć i przeżyje w gruncie, ja na wschodzie nawet nie próbowałam. 

   Listki werbeny wykorzystuję w sposób najprostszy, jak się da. Robię napar i piję jako herbatkę, bądź dolewam do kąpieli dla poprawienia urody ( podobno redukuje zmarszczki ), bądź też czynię z listków zakładki do książek dla przepędzenia moli. Niestety, zmarszczki nie znikły ( ale kąpiel pachnie ), moli nie ma ( zasługa rośliny czy częstego sprzątania? ), a na balkonie latem dużo roślin, więc nie wiem, której się komary najbardziej boją. 

   A tak poważnie : w fachowej literaturze znalazłam notkę, że lippia może nas wspierać w profilaktyce przeciwnowotworowej, a to jest dla mnie dość istotne. Pewien francuski znawca ziół ( Maurice Messegue ) łączył liście werbeny z kwiatami lipy, rumianku i mięty pieprzowej, tworząc w ten sposób tzw. herbatkę szczęścia. Niestety, nie wiem, czy miał rację. Składniki niewyszukane, wydają się w użyciu bezpieczne, kiedyś wypróbuję. Ponieważ dzisiejszy zapis staje się zbyt długi, pozostałe informacje podam w sposób skrócony.

  Poza wymienionymi już właściwościami werbena: relaksuje, odpręża, uspokaja, działą antydepresyjnie; łagodzi ból głowy, ułatwia zasypianie; poprawi samopoczucie przeziębionych, skutecznie walczy z drobnoustrojami, podobno hamuje rozwój bakterii gronkowca złocistego i tych z gatunku Helikocobacter, korzystnie wpływa na stan skóry, a przygotowane z niej płukanki ust odświeżają oddech. Podsumowując: stosowana wewnętrznie poprawia pracę wielu organów, a zewnętrznie - dba o naszą urodę. 

   Wiem,że możliwości wykorzystania tej rośliny kuchni jest znacznie więcej. Ktoś aromatyzuje nią desery, octy, marynaty,oleje,ktoś dodaje do konfitur, nawet do dań rybnych. Kto poszukuje ciekawych smaków, może próbować. Ważne, by nie pomylić werbeny cytrynowej z werbeną pospolitą; ta druga ma gorzki smak i nie wydziela cytrynowego zapachu


czwartek, 21 kwietnia 2022

Jagody ogrodowe c. d.

    Święta minęły, gości szczęśliwie wyjechali, na dworze zimno i mokro, jednym słowem kapka czasu dla siebie... Tymczasem forsycja w pełni kwitnienia, co oznacza ziemię na tyle dogrzaną, by mogła przyjmować pierwsze zasiewy ogrodowe bez obawy,że zgniją zamiast wschodzić. Aura nie sprzyja, zatem zbroimy się w cierpliwość. Za to mamy odpowiedni czas przegląd szkód ogrodowych, poprawianie, przesadzanie, uzupełnianie, ewentualnie ostanie zakupy.

   Ja już wiem, że będę musiała zająć się krzewami borówki amerykańskiej, jeśli chcę w przyszłości delektować się pysznymi i bardzo zdrowymi owocami. By dobrze się rozwijać i obficie owocować, roślina ta potrzebuje ziemi kwaśnej, u mnie jest zasadowa, stąd różne perypetie z uprawą. Warto jednak zadać sobie nieco trudu, bo ze względu na wysokie walory odżywcze i lecznicze owoców borówka amerykańska jest warta zachodu. 

Przede wszystkim to cenne źródło błonnika ( dba o pasaż jelitowy - jak wiemy ), dużo witamin A,C, E, PP, soli mineralnych i mikroelementów oraz fitoestrogenów chroniących przed nowotworami, arteriosklerozą i chorobami serca. Kto regularnie spożywa owoce borówki broni swój organizm nie tylko przed chorobami cywilizacyjnymi, lecz również przed zapaleniem dróg moczowych, ponadto ma lepszą pamięć i kondycję fizyczną, wolniej się starzeje i zachowuje lepszy wzrok. Można by rzec, że owoce borówki to taki żywy vitaral ( ciekawe, czy ktoś z młodych wie,co to ). 

   Ważne też, że na swoich krzewach nie zauważyłam żadnych oznak szkodników czy chorób, co pozwala mi sądzić, iż borówka nie potrzebuje wielu oprysków chemicznych. To jest jednak osąd subiektywny.

wtorek, 22 marca 2022

Jagody ogrodowe

    Ogólnie rzecz ujmując, największym atutem jagód są antocyjany, flawonoidy, które są wrogiem nr jeden dla wolnych rodników, a te z kolei szkodzą naszemu zdrowiu i urodzie. 

   Z wielu rodzajów drzew i krzewów jagodowych wysoko ( jeśli nie najwyżej ) cenię sobie jagodę kamczacką. Rzadko widuje się ją w przydomowych ogrodach, w literaturze fachowej informacji niewiele, a przecież ten krzew zasługuje na więcej uwagi. 

   Przede wszystkim jagoda kamczacka nie jest trudna w uprawie: wystarczy 2 krzaki ( obcopylna ), troszkę miejsca w ogrodzie, lekko kwaśna ziemia, słoneczne stanowisko i smacznymi owocami możemy delektować się bardzo wcześnie, bo już pod koniec maja. Od kilku lat mam w ogrodzie 4 egzemplarze, nie przemarzają, chorób na nich żadnych, szkodników też; zabiegi agrotechniczne sprowadzają się do usuwania chwastów i zasilania krzewów wiosną, najlepiej obornikiem. Jedyną ich wadą wg mnie jest to, że owoce po dojrzeniu szybko opadają, niestety, trzeba więc je zbierać systematycznie. 

   Suchodrzew ( inna nazwa rośliny ) był dość dokładnie przebadany w wielu ośrodkach specjalizujących się w analizach naturalnych surowców leczniczych, gdzie wykazano, że jego owoce należą do najzdrowszych owoców świata. Mają najwyższy poziom przeciwutleniaczy, przewyższają pod tym względem borówkę amerykańską, a wit. C więcej niż pomarańcza. Do tego jeszcze wit A,  miedź, żelazo, krzem, mangan, fosfor i kwasy organiczne. Dzięki takiemu zestawowi jagoda nie tylko wzmacnia system immunologiczny i chroni przed chorobami cywilizacyjnymi, ale działa również przeciwzapalnie, przeciwbólowo, korzystnie wpływa na metabolizm i rozkład cukrów w organizmie ( to dla cukrzyków ). No i wit A , która nie tylko poprawia nasz wzrok ,lecz także urodę. 

   Oczywiście wszystkich zalet tych owoców nie wymieniłam, bo nie o wyliczanki mi chodzi. Sama uprawiam sporą działkę, dużo owoców, warzyw i ziół mam własnych, więc innych do tego zachęcam. A że pracy jest dużo, przez co czuję się czasem naharowana jak przysłowiowy chłop pańszczyźniany to " już insza inszość". Tyle, że świat nam zwariował ,nie wiadomo co dalej, może trzeba będzie nie tyko bliskich karmić ale i z głodnymi się dzielić. Oby to tylko był przywilej, wolny wybór, a nie konieczność.

    I jeszcze jedno na koniec: żadnych przepisów na potrawy, przetwory nie podaję, bo z owoców borówki nic takiego nie robię. Owoce zżeramy prosto z krzaka, nic nie zostaje.

wtorek, 8 lutego 2022

***

    Zamknięcie wszystkich informacji o roślinie ( owocu, warzywie ) w jednym poście czyniłoby ów zapis zbyt długim a przez to nużącym. W związku z powyższym wybieram to, co moim zdaniem najistotniejsze, resztę pozostawiam dociekliwości i roztropności Szanownych Tuzaglądających. Warto więc skorzystać jeszcze przynajmniej z jednego źródła, by doczytać, uzupełnić, potwierdzić, nabyć pewności. W końcu chodzi o nasze zdrowie. 

   A teraz o pietruszce - krótkie uzupełnienie: 

Koktajle warzywne z pietruszką nie tylko wspaniale oczyszczają organizm z toksyn, działają moczopędnie ale też dobroczynnie działają na wzrok, słuch, zęby, dziąsła a nawet uszczelniają naczynia krwionośne. Herbatka z natki wspomaga nas w walce z przeziębieniem, a przestudzoną warto przemywać zmęczone oczy. Surową z kolei warto podjadać, bogatym składem wspiera nasz organizm w różnych okolicznościach, choćby w przypadkach tzw. syndromu dnia następnego ( co w karnawale może być istotne ). 

Podobno naukowcy są zdania, że brak bądź niedobór fosforu pochodzenia roślinnego sprzyja powstawaniu cellulitu. Jeśli to prawda, z opresji uratuje nas pietruszka, jest wystarczająco bogata w ten pierwiastek. Ba, przy okazji nawet humor może nam poprawić dzięki zawartości kwasu foliowego, bez którego nastrój człowieka kiepścieje. 

   Jak widać, pietruszka nie tylko świetnie smakuje, ale swymi właściwościami odżywczo-leczniczymi wspiera nasze zdrowie. 

 

Uwaga: zamieszczane tu notatki są moje i dla mnie. Chcesz? Korzystaj ale tylko i wyłącznie czynisz to na własną odpowiedzialność.

wtorek, 1 lutego 2022

Pietruszka - kto jej nie zna?

    Kuchenna klasyka, wiadomo, zupa, rosół czy sos bez niej obyć się nie mogą, a jeszcze koktajle, pesto, surówki, a nawet frytki - wszyscy to znamy. Z grubsza rzecz biorąc wiemy też, że trzeba jeść, bo żelazo, bo wit C, A, E oraz mnóstwo innych witamin i minerałów korzystnych dla zdrowia. Więc czemu o niej piszę? Bo pietruszce ode mnie należy się osobny wpis.  

   Kiedy swego czasu powaliło mnie choróbsko ( z tych długich i ciężkich ), a potem zgodnie z zaleceniem lekarza specjalisty swoje dołożył Gemzar, natka pietruszki przywracała mnie do świata żywych. Oczywiście chory żołądek nie przyjmował żadnego stałego pokarmu, jedynie picie w niewielkich ilościach tolerował. Wówczas za radą koleżanki gotowałam garść natki pietruszki w dwóch szklankach wody przez 2-3 minuty, wywar studziłam a potem, dolewając nieco letniej wody, popijałąm ów płyn cały dzień niewielkimi łykami. Przetrwałam najgorsze. Następnie ( byłam oczywiście stale pod opieką lekarza ) ktoś podarował mi książkę "Antyrak", przeczytałam i uwierzyłam w moc ziół, zdrowego żywienia i zdrowego trybu życia w ogóle.Trwam w tej wierze do dziś, choć już nie tak ortodoksyjnie, jak kiedyś. 

   A wracając do pietruszki... Jest łatwo dostępna, można ją kupić w markecie, bądź wyhodować na okiennym parapecie i mieć witaral za grosze. Listki można zażywać codziennie, szczególnie teraz, gdy witamin tak mało: na anemię, na budowanie odporności, na dobre trawienie ( wątroba, trzustka i te sprawy), dla oczyszczenia organizmu z toksyn, a przy okazji nerek i pęcherza. Łagodzi też bóle menstruacyjne dzięki właściwościom rozkurczającym mięśnie, ale z tego właśnie powodu nie mogą jej nadużywać małe dzieci ani kobiety ciężarne, a już na pewno nie używać olejku z nasion. 

Pietruszka doskonale nadaje się do usuwania nieprzyjemnych zapachów : można ją żuć np. po zjedzeniu czosnku, można też nacierać przygotowaną do pieczenia tuszkę kurczaka czy kaczki - wchłonie zapach wnętrzności. 

   I jeszcze kosmetyki: 

Posiekany pęczek pietruszki zalać letnią przegotowaną lub mineralną wodą, zimną wstawić do lodówki na dobę. potem odcedzić i stosować jako tonik, lub popijać ale wtedy przedtem rozcieńczyć wodą mineralną, dodać plaster cytryny i łyżeczkę miodu. 

Garść natki zalać szklanką wrzącej wody, zaparzać pod przykryciem, zostawić na 15-20 minut, przestudzić, moczyć waciki i przykładać na opuchnięte powieki. 

   A na koniec ciekawostka: Podobno kiedyś mawiano, że pietruszka dodawała mężczyznom wigoru, a kobiety mogła wpędzić do grobu ( pamiętajcie młode kobiety), dlatego musiała pojechać do Rzymu, by dostać pozwolenie na kiełkowanie, co trwało prawie 6 tygodni. 

Do dziś ogrodnikom tak długo każe na siebie czekać

wtorek, 11 stycznia 2022

Warzywa zimowe, czyli pora na pora

    Minęły święta: stosowne wizyty przyjęte, rewizyty złożone, ostatni goście wyjechali, pozostało tylko przyjąć księdza z wizytą duszpasterską, rozebrać choinkę i, jak mówiła pani Dulska, można ''znowu zacząć żyć po bożemu''. Kocham ten leniwy, niemalże wolny od obowiązków czas, kiedy bez wyrzutów sumienia i po zaległe lektury można sięgnąć, i do bloga wrócić, a nawet jakieś ogrodnicze programy obejrzeć. A teraz do meritum...

   Por najczęściej traktowany jest tylko jako dodatek do zup. Tymczasem warto częściej sięgać po to warzywo i spożywać go w większych ilościach, o ile nie mamy chorej wątroby, bądź jakichś szczególnych dolegliwości układu trawiennego.  Przy tym zawiera szczawiany, zatem ostrzeżenie dla osób podatnych na kamienie nerkowe. Dietetycy mówią nawet o szklance dziennie ( ale niekoniecznie surowy ), bo to minerały ( wapń, magnez, żelazo, fosfor, cynk), witaminy ( choć tych nie ma ich zbyt dużo ) oraz inne właściwości prozdrowotne dostajemy w pakiecie. 

   Możliwości wykorzystania tego warzywa w kuchni jest całkiem dużo. Pasuje do sałatek, jajek, zapiekanek, ryb lub co komu przyjdzie do głowy. Mnie najbardziej smakuje w zapiekankach, jajecznicy bądź w surówce z jabłkiem i marchewką. Szczególnie osoby starsze powinny spożywać go więcej. Przecież jest dostępny cały rok, nie kosztuje fortuny ( choć dla nas emerytów trzy zł to też wydatek), za to wspomaga układ krwionośny, obniża ciśnienie, czyli działa przeciwmiażdżycowo, chroni serce, zapobiega udarom, wymiata szkodliwe wolne rodniki z organizmu, korzystnie wpływa na układ nerwowy, ma działanie alkalizujące. Powinny go też jeść osoby zagrożone zakrzepicą, artretycy, z chorobami przewodu moczowego, anemicy, oraz chcący schudnąć - z uwagi na dużą zawartość błonnika i mało kalorii w tym warzywie. Mówi się też o właściwościach antyrakowych pora, zwłaszcza jeśli chodzi o żołądek i jelita ale póki co nie znam wyników badań w tej materii. 

   Pani J. Górnicka pisze o tym warzywie jako odtrutce po zatruciu np. grzybami, spalinami samochodowymi czy alkoholem ( trzeba zjeść bulion przygotowany na porze ), afrodyzjaku dla mężczyzn ( znów zupa się kłania ), a także w postaci syropu jako współleku na koklusz dla dzieci. 

   W kosmetyce por też okazuje się przydatny. 

   1. Można przemywać twarz porowym mlekiem ( drobno pokrojony por wymieszać z mlekiem, odstawić na kilka godzin, przemywać krostki i zaczerwienienia ). 

   2. Zmiksowany z odrobiną wody por wetrzeć we włosy, owinąć głowę ręcznikiem, potrzymać z godzinę, umyć - wzmocnimy cebulki włosowe. 

   3. Robić okłady na brodawki i odciski ( pomaga je usunąć) oraz na miejsca ukąszeń owadów ( łagodzi ból, zmniejsza zaczerwienienia ). 

   Muszę przyznać, że w tym sezonie trochę tego porowego dobra zmarnowałam, a właściwie nie ja, a miniarka porówka, która jakoś wie, gdzie znajdują się grządki bez oprysków. No ale to nauczka dla mnie na przyszłość. 

   Kończąc, życzę wszystkim szczęścia, pomyślności, spełnienia marzeń, a nade wszystko wytrwałości w trosce o własne zdrowie; bo kto o nie zadba lepiej niż my sami? Wszystkiego dobrego na ten Nowy Rok!

wtorek, 7 grudnia 2021

Owoce dzikie - jarzębina

    Podobno Pan Bóg stworzył jarzębinę (jarząb pospolity) dla przyozdobienia świata, nakarmienia niczyich, dzikich ptasząt, a także dla pocieszenia pustelników po lasach. No coś w tym jest ( tu uśmiech), bo i urody temu drzewu trudno odmówić, i wartości odżywczych jego owocom też - wit. C, PP, K, wit z grupy B, beta-karoten, minerały, kwasy organiczne, pektyny, flawonoidy...- sporo tego. Śmiało więc można tym owocem wspomagać leczenie anemii. 

   Owoców i kwiatów używano od dawna zarówno w kuchni, jak i domowej medycynie, a nawet kosmetyce. Zapobiegliwe gospodynie przetwarzały je na soki, marmolady, kompoty, nalewki bądź susz. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, iż surowe owoce zawierają kwasy parasorbowe (szkodliwe dla ludzi,dla ptaków - nie), które podczas mrożenia, gotowania czy suszenia ulegają rozkładowi. Dlatego zbieramy je przemarznięte, a i tak warto je jeszcze obgotować lub wysuszyć. Dopiero wtedy mamy do czynienia ze smacznymi (bez goryczki), leczniczymi owocami. 

   Jarzębina wykazuje działanie m. in. przeciwbakteryjne, przeciwzapalne, moczopędne. Czasem stosuje się je przy awitaminozie, w stanach zapalnych nerek, w zaburzeniach krążeniowych i trawiennych. Dla wzmocnienia pracy serca i przeciw sklerozie można pić odwar ( 1 łyżka suchych rozdrobnionych owoców na 1.5 szklanki wody, gotować ok. 20 min.) po pół szklanki 3 razy dziennie. Tymi owocami winni się zainteresować diabetycy, ponieważ nie podwyższają poziomu glukozy we krwi. Ważne też, że pomagają usuwać toksyny z organizmu, a uzupełniając niedobory witaminowe wspierają nas w walce z infekcjami, co w dzisiejszych czasach nie jest bez znaczenia. 

   Jeśli mamy dostęp do świeżych owoców, możemy sporządzić świetną maseczkę dla suchej cery. Jarzębinę rozgnieść dodać troszkę mleka lub śmietanki oraz kilka kropel oliwy, wymieszać, nałożyć na twarz. Zmyć letnią wodą po ok 20 minutach. Dobrze jest więc wybrać się na spacer i w czystym ekologicznie środowisku samodzielnie zebrać trochę owoców jarząbu pospolitego. Można też skorzystać z usług dobrej zielarni. Bo jak się nie ma, co się lubi....

poniedziałek, 15 listopada 2021

Krzewy, które warto mieć w ogrodzie

   Krzewy, o których chcę napisać, nie są zbyt popularne, choć jeśli mamy miejsce, warto je posadzić w ogrodzie zarówno dla urody ich samych, jak i dla owoców pożytecznych dla naszego zdrowia. 

   Zacznę od pigwy. Ja swoją posadziłam w ziemi wapniowej ( taką mam w ogrodzie ), rośnie słabo, niestety. Roślina woli glebę kwaśną, wówczas jest bardziej odporna. Jej owoce cechuje wysoka zawartość wit. C, a ta z kolei buduje naszą odporność. 

   Dereń. Ten natomiast lubi gleby wapienne. warto więc posadzić dwa egzemplarze tego krzewu (obficiej owocują ) i cieszyć się drobnymi żółtymi kwiatuszkami już w marcu/kwietniu, a potem owocami jadalnymi na surowo bądź po przerobieniu. Sok z owoców jest polecany przy leczeniu przeziębienia oraz dla rekonwalescentów na wzmocnienie. Trzeba wiedzieć tyko, że dojrzałe owoce szybko opadają. 

   Rokitnik. Roślina dwupienna, więc obok egzemplarza żeńskiego mus posadzić męski, za to wytrzymała i niewymagająca. Owoce - świetny surowiec na soki i dżemy - są bogate w wit. B12, o czym winni pamiętać wegetarianie. U mnie z zakupionych dwu egzemplarzy przyjął się jeden ( nie wiem który ), niestety. 

  Jagoda kamczacka. Lubi słońce, toleruje praktycznie każdą glebę. Owoce dojrzewają bardzo wcześnie ( nawet przed truskawkami ), są bogatym źródłem antyoksydantów likwidujących wolne rodniki.   

   Tarnina. Krzew niewymagający ale kłuje, więc raczej przeznaczony do dużych ogrodów. Pisałam o nim kiedyś szerzej, zatem dziś sobie daruję. 

   Morwa. Regularne jedzenie świeżych lub suszonych owoców łagodzi objawy menopauzy, a także zapobiega rakowi jajników i piersi. 

   Oczywiście tematu nie wyczerpałam. Istnieje wiele innych krzewów i niewielkich drzew wartych naszej uwagi, odpornych, niewymagających, za to cieszących oko i podniebienie. Ale o nich ( a o w/w szerzej ) może innym razem. 

sobota, 9 października 2021

Dopóki kwitnie nasturcja,

dopóki nie ściął jej mróz, zarówno ziele, jak i kwiaty a nawet nasiona można wykorzystywać w kuchni.  

   Nie jest to roślina o jakichś wybitnych właściwościach leczniczych ale bez wątpienia może pozytywnie wpływać na nasze zdrowie, o ile oczywiście zechcemy ją do tego celu wykorzystać. Nasturcja zawiera sporo witaminy C, dawniej więc traktowano ją jako lek przeciwko szkorbutowi. Zawiera też antybiotyczne substancje, dzięki którym działa bakterio-, grzybo-, wirusobójczo. Przy tym reguluje pracę wątroby i woreczka żółciowego, wspiera oczyszczanie organizmu z toksyn. Przed nami jesienne infekcje, a nasturcja korzystnie działa na układ oddechowy, w stanach zapalnych jamy ustnej i gardła, zaś w zapaleniach dróg moczowych i rodnych można przygotować z niej lecznicze nasiadówki. Stosowana zewnętrznie przyśpiesza gojenie się ran,łagodzi podrażnienia skóry, a sok z kwiatów i liści wzmacnia cebulki włosowe i zwalcza łupież. 

   Kiedyś roślina ta uchodziła za pobudzający środek miłosny, miała wzmacniać pożądanie, skłaniać do porzucenia zahamowań... No cóż, nasion nie próbowałam, kwiatów zresztą też, bo nie lubię ukwieconych dań, natomiast młode listki wykorzystuję chętnie do surówek, sałatek, sera lub choćby na kanapkę. Bardzo mi odpowiada ich specyficzny, ostry aromat i smak. Szkoda tylko, że sezon na nie właściwie się kończy, a suszone tracą swe właściwości.


Moja nasturcja otrzymała zbyt dużo kompostu na starcie, stąd też dużo liści, mało kwiatów. Rośliny kwitnące często, wbrew pozorom, nie lubią zbyt żyznej ziemi, wtedy słabiej kwitną.

czwartek, 5 sierpnia 2021

O niezrealizowanych planach i zaletach cukinii

    Miał być duży ogród kwiatowo - ziołowy i baaardzo duży warzywnik ekologiczny. Miały być sprzedawane nadwyżki z tegoż ogrodu i warzywnika, które to amatorzy zdrowej żywności mogliby sami zebrać i wstępnie na miejscu przetworzyć. Można by było przyjeżdżać z dziećmi. Dla mnie to znaczyło mniej pracy przy zbiorach i jakieś tam pieniądze na przyszłe zasiewy. Miało być ale nie jest..., bo pandemia. No cóż: chcesz rozśmieszyć Pana Boga, opowiedz mu o swoich planach. 

   Dary Boże trzeba jakoś zagospodarować, zatem: 

- wiśnie i ogórki przetworzone, w części oddane są sąsiadom ( darmo, bo jak sąsiadowi powiedzieć: zapłać choć za nasiona ); 

- fasolkę zjadły sarny, darmo pieliłam, tylko kikuty zostały, trochę mi żal, bo lubię; 

- została ( na razie ) CUKINIA. 

    Nie poświęcam jej zbyt dużo uwagi ale sieję, korzystam, więc powinnam przynajmniej wspomnieć. Młodziutką najchętniej spożywam w koktajlach w towarzystwie buraka, czosnku, pomidora, papryki lub co tam na polu mam. Przy czym ( ze względu na moją chorobę ) do blendera dorzucam kilka pestek moreli gorzkiej, po szczypcie kurkumy i czarnego pieprzu oraz ciut soli ( nieoczyszczona, kamienna ) do smaku. 

Można też jeść na surowo między posiłkami ( zdrowa przekąska) lub traktować jako składnik surówek warzywnych - to młode. 

Starsze egzemplarze nie nadają się do jedzenia na surowo, za to znacznie lepiej się przechowują. Można je wykorzystać do przygotowania leczo lub jako niskokaloryczny zagęstnik do zup. Koneserzy twierdzą,  ze warto ją kisić, są delikatniejsze i smaczniejsze od ogórków, ja nie próbowałam.

   To warzywo nie jest zbyt bogate w wartości odżywcze: trochę wit. A, z grupy B, wit. C, sole mineralne. Ale skład i układ tychże czynników powodują, że cukinia jest warzywem, na które warto zwrócić uwagę. Błonnika nie ma tu zbyt dużo ale jest doskonale tolerowany; obecność trzech minerałów ( potasu, magnezu, wapnia ) czyni cukinię warzywem remineralizującym i jeszcze fosfor, i kwas foliowy... Te składniki połączone z dużą zawartością wody,, niską kalorycznością oraz obecnością śluzu roślinnego czynią cukinię niemalże lekiem przewodu pokarmowego. Jest więc zlecana przy niestrawności, niektórych chorobach żołądka i wątroby, drażliwym jelicie oraz zapaleniu jelita grubego. Przy tym odkwasza organizm, co zapobiega wielu schorzeniom cywilizacyjnym. Warto ją też spożywać w przypadku chorób serca, układu krążenia ( potas ) oraz miażdżycy naczyń krwionośnych. 

Cukinia jest sycąca, zajmuje dużo miejsca w żołądku, cenią ją więc ludzie będący na diecie i odchudzający się. 

A na koniec: cukinia to jedno z nielicznych warzyw, w którym nie odkładają się metale ciężkie.

niedziela, 18 kwietnia 2021

Sałata - warzywo dla każdego

    Istnieje wiele odmian sałat o zbliżonych właściwościach odżywczych. Wpis ten dotyczy przede wszystkim klasycznej sałaty głowiastej, zaś o roszponkach, cykoriach, portulakach i ich dzikich kuzynach może innym razem.  

   Zatem skupiam się.... 

Sałata jest lekkostrawna - nadaje się do spożycia przy problemach jelitowych, schorzeniach wątroby, ale dotyczy to młodych liści, ze starszymi jest trudniej. 

Obniża poziom cukru we krwi - zatem mogą korzystać cukrzycy. 

Jako dobre źródło kwasu foliowego polecana jest kobietom w ciąży.

 Działa moczopędnie i oczyszczająco - świetna więc dla odchudzających się. Zajmuje miejsce w żołądku, praktycznie  nie dostarczając kalorii, więc dobrze zjeść kilka lisków przed zasadniczym posiłkiem. 

Jako jedno z nielicznych warzyw może być zjadana na surowo wieczorem - wtedy lekko uspokaja i działa nasennie. 

Dostarcza składników chroniących przed wieloma chorobami, ochrania organizm przed wolnymi rodnikami, pozytywnie wpływa na wygląd skóry. 

A jeśli zdarzą  nam się oparzenia słoneczne, niewielkie { z większymi do lekarza trzeba}, wówczas gotujemy kilka listków, całość chłodzimy, liśćmi okładamy chore miejsca. Wywarem niektórzy leczą nawet trądzik. 

Czy jest to warzywo dla wszystkich? Owszem, ale.... 

Sałata ze szklarni kumuluje dużo azotanów, bywa skażona opryskami, lepiej wyhodować własną. Liście należy płukać starannie ale nie moczyć; minerały rozpuszczają się w wodzie, a tę wylewamy. Sosy vinaigrette czynią sałatę bardziej kaloryczną. Sałatę jadamy w towarzystwie zdrowych tłuszczów (oliwa, orzechy)  - nie stracimy witamin rozpuszczalnych w tłuszczach.  Co jeszcze można do niej dodać? Estragon, koper, szczypiorek, czosnek, cebulę, pietruszkę, bądź co kto lubi.  

   I na koniec: podobno datura znacznie lepiej rośnie w pojemniku, którego dno wyłożono liśćmi sałaty; z nich czerpie żelazo i inne substancje potrzebne do rozwoju. Ktoś próbował?

środa, 14 kwietnia 2021

Forsycja - krzew zwiastujący wiosnę

    W mojej rodzinnej wsi kwitnący krzew forsycji traktowano jako znak, że ziemia już wystarczająco ciepła, więc pora siać ogrodowiznę. Tymczasem zamiast wiosennej aury mamy śnieg, czyli w tym sensie forsycja najwyraźniej przestała pełnić swoją rolę. W innych ciągle odnajduje się znakomicie, a to przede wszystkim dzięki prozdrowotnym właściwościom swoich kwiatków i młodych gałązek. Mikstur z gałązek nigdy nie przygotowywałam ani nie próbowałam, więc sobie daruję, herbatką z  kwiatów raczę się corocznie, zatem na ich temat pozwolę sobie na słów kilka. 

   Kwiaty forsycji można wykorzystywać pod różnymi postaciami: 

- na surowo, np. na kanapce, wówczas zachowujemy wit C, 

- w nalewce, 

- pod postacią suszu, 

- herbatki ze świeżego materiału. 

Napar jest najprostszy w przygotowaniu, czyli ok. 10 g świeżych kwiatów zwilżyć kilkoma kroplami spirytusu, odstawić na kilka minut, po czym zalać 2-ma szklankami wrzątku i znów odstawić tym razem na trzydzieści minut, odcedzić i wypić  powoli małymi łykami1 szklankę ciepłego naparu. Pozostałą szklankę przeznaczyć na przemywanie twarzy i oczu ( przy zapaleniu spojówek kilka razy dziennie). 

   Kwiaty forsycji wykazują działanie rozkurczowe, przeciwzapalne, oczyszczające, moczopędne, obniżające poziom cukru we krwi, delikatnie uspokajające i opóźniające procesy starzenia. Kto zatem powinien wykorzystać ich prozdrowotne właściwości? Przede wszystkim osoby cierpiące na żylaki, choroby oczu ( zapalenie spojówek, jaskra ), nadciśnienie tętnicze, marskość wątroby, cukrzycę oraz wszyscy potrzebujący po zimie oczyścić swój organizm z toksyn. Regularnie pita herbatka i stosowanie toniku może przynieść skutki uboczne w postaci piękniejszej cery, co rzecz jasna jest rzeczą wielce pożądaną. 

Oczywiście w tak krótkim wpisie nie sposób wymienić wszystkich zalet tej pięknej rośliny, skupiłam się na najważniejszych. Jeśli dane mi będzie dłużej pisać na tym blogu, do właściwości wybranych roślin wrócę, opiszę dokładniej, bo warto je znać tak na wszelki wypadek. 

 

Uwaga! Po napary z kwiatów forsycji tradycyjnie nie sięgają kobiety w ciąży, matki karmiące, osoby uczulone, zażywający leki obniżające krzepliwość krwi oraz przygotowujący się do zabiegów chirurgicznych. Wszyscy pozostali korzystają z wpisu na własną odpowiedzialność.



piątek, 2 kwietnia 2021

Wielki Piątek

 A to ja Panie Boże - ja z paluchem brudnym

Którym Ci znowu w ranie będę grzebał długo

A to ja Panie Boże - Baranek obłudny

co się uśmiechnie tylko

gdy krew pójdzie strugą

I patrząc w Twoje oczy osłupiałe

Zapyta: 

- Boli, Boga?... Przepraszam, nie chciałem


Dotknął nas. I pozwolił rany swej dotykać

A potem poszedł. Kto wie czy się zjawi

Jedni wiernie czekają nie chcą drzwi przymykać

Drudzy je zatrzasnęli...

Czy mu rana krwawi?

Czy już zarosła blizną zapomnienia?

Bo kto z nas godny był tego cierpienia


Na razie na tych, którzy zapomnieli

I na tych, którzy u drzwi wciąż czuwają

Spłynęła cisza.

Czasem nam się zdaje

Że słychać jego kroki. Daleko, niepewnie

Że czeka na nas. Chodzi zatroskany

I prosi - Przyjdźcie. Dotknijcie tej rany

Jeżeli nie wierzycie znów was krwią upewnię.

     Cytuję za ks. R. K. Winiarskim słowa E. Brylla z rozważań do Jasnogórskiej Drogi Krzyżowej.

środa, 24 lutego 2021

W trosce o wątrobę... Kocanka piaskowa

    Dotrzymywanie noworocznych postanowień dietetycznych nie jest moją najmocniejszą stroną. Owszem, jem warzywa i owoce ale nie tyle, ile powinnam, co od mięsożernych domowników również zależy. No a komu by się chciało codziennie podwójny obiad przygotowywać? 

Świadoma kulinarnych niedociągnięć całkowicie zrezygnowałam z czarnej herbaty, zastępując ją herbatami ziołowymi z nadzieją, że zyska na tym moje zdrowie. K'woli ścisłości: nie o herbatę tu chodzi a o cukier, bez którego herbaty pić się nie da. A przy okazji wyeliminowałam z diety słodycze - choć tyle w Wielkim Poście. 

   Aby poprawić trawienie i wspomóc wątrobę częściej ostatnio sięgam po napar z kwiatów kocanki piaskowej. Sama ich nie zbieram, jakoś utrafić nie mogę: albo są zbyt słabo rozwinięte, albo już przechodzą w nasiona, a te są akurat nieprzydatne; kupuję po prostu.Roślinę jednak znam dobrze (znałam?), zbierała ją babcia, suszyła i serwowała osobnikom narzekającym na zgagi, nieprzyjemne odbijania, bóle w boku albo choroby pęcherza. Jednym słowem stosowała  w przypadku problemów z żołądkiem, wątrobą, trzustką, a także w schorzeniach układu moczowego. Kocanka piaskowa znalazła też zastosowanie jako środek przeciw molom. Pięknie wyglądały pęczki ziela zawieszone u powały w babcinej komorze. Współczesna nauka potwierdza znane właściwości kocanki  piaskowej i dodaje: działa:

-odtruwająco 

- przeciwartretycznie 

- przeciwbakteryjnie 

- przeciwgrzybiczo 

- przeciw robaczycy 

- dość skutecznie wspiera układ oddechowy ( stany zapalne,ból gardła, kaszel), co mnie najbardziej zaskoczyło. 

Trzeba tylko pamiętać, że interesują nas tylko kwiatki i tylko kocanki pospolitej, suchołuski ogrodowe nie są surowcem zielarskim. 

   Ciekawe informacje na temat właściwości poszczególnych ziół producenci zamieszczali kiedyś na opakowaniach, zanim ktoś zakazał "takiego procederu". Herbapol na przykład informował, że kwiat kocanki świetnie działa na skórę: wspomaga leczenie skóry trądzikowej ( młodzież) i naczynkowej, wygładza i nawilża (cera dojrzała), redukuje blizny po trądziku. 

Warto przy tym pamiętać, że napar z kwiatów kocanki działa najsłabiej, silniej działają odwary, nalewki chyba najsilniej.

Osobiście korzystam najczęściej z naparu, raczej z intencją zapobiegania cięższym chorobom niż leczenia, zatem odbieram go jako dość bezpieczny. Mimo to osoby z kamicą żółciową, niedrożnością dróg żółciowych, alergiami, kobiety w ciąży niech sobie tę roślinę darują. Również osoby z nadciśnieniem winny uważać: preparaty z kocanki mogą lekko podwyższać ciśnienie krwi. 

Myślę, że zewnętrzne stosowanie preparatów z tej rośliny jest bezpieczne. zatem jeśli ktoś dobrze zna roślinę, może zmacerować świeży surowiec w oleju słonecznikowym bądź lnianym, by potem stosować jako okład na siniaki, obrzęki, stłuczenia, zadrapania. Surowiec jednak powinien być wówczas świeży, nie suszony ale na takowy musimy poczekać do lipca. Tymczasem z suszu możemy sobie przygotować np. kąpiel- leczniczą, aromatyczną - full wypas! 

   A na koniec przysłowie: Maciejowe (24 luty) lody wróżą długie chłody. Maciej płynie strugą, zimy już niedługo.   

czwartek, 28 stycznia 2021

O sporze - ugodowo i o moich roślinach

    Byli sobie dwaj panowie, powiedzmy: pan X i pan Y, którzy zajmowali sąsiadujące ze sobą działki. Każdy z panów uprawiał swoje poletko, jak umiał i jak mu sytuacja życiowo - ekonomiczna pozwalała. Pan X był nie tylko zapalonym ogrodnikiem ale także posiadaczem wielu potrzebnych narzędzi, zaś pan Y wprawdzie lubił swoją działkę, pracował chętnie lecz na sprzęt nawet podstawowy zwyczajnie nie mógł sobie pozwolić. 

   Zbliża się wiosna, czyli okres pierwszych porządków w ogrodzie. Pan X, pogwizdując wesoło, przycina swoje drzewka, rozdrabnia gałęzie, zagospodarowuje ścinki. Pan Y też by tak chciał ale brak mu odpowiedniego sprzętu, nie dysponuje nawet sekatorem. 

- Pójdę pożyczyć - myśli. - Albo nie, nie wypada, mało się znamy. A co to właściwie szkodzi? Zapytać zawsze można. Ale podobno to gość wyjątkowo nieuczynny, komuś tam pożyczki odmówił. Z drugiej strony to nic nie znaczy, mnie może się uda... A czemu mnie się ma udać? Jeśli człowiek nie lubi pożyczać...I w ten sposób pan Y kilka godzin dyskutował sam ze sobą, nakręcają się przy tym niesamowicie. 

   W pewnym momencie, kiedy pan X zbliżył się do granicy działki, pan Y, będąc w pobliżu, wypalił bez namysłu: w d...e mam twój sekator!

   Owa historia ciągle się dzieje, tylko bohaterowie się zmienili. Nie będę jednak wysnuwać tu żadnych wniosków ani wypisywać morałów, by nie być posądzoną o "jakąśtam" stronniczość. Zdecydowanie bezpieczniej jest pozostać w świecie roślin.


To są moje kiełki na kanapce. Małe trochę, ale apetyt na nie wielki. Byle do wiosny!

niedziela, 24 stycznia 2021

Hodować kiełki...

   Osłabiony zimą organizm, zwłaszcza w obecnej sytuacji, bardzo potrzebuje witamin i minerałów. Wiele z nich odnajdziemy w kiełkach. Rośliny magazynują je ( witaminy ) w nasionach, które w trakcie kiełkowania są najbardziej przyswajalne dla naszego organizmu. Witaminy C,B, D, E, K, H; mangan, cynk, selen, wapń, fosfor, potas, lit, jod - mimo że nie wszystkie wymieniłam i tak zestaw nie do pogardzenia.  

   Oczywiście nasiona poszczególnych roślin różnią się składem chemicznym, zatem i kiełki też, dlatego nie warto przywiązywać się do jednego ich rodzaju: różne nasiona to różne składniki odżywcze. I tak: rzeżucha na ten przykład dostarcza dużej ilości błonnika, wit A, E; wapnia i potasu, kiełki brokułów zawierają więcej sulforafanu niż same brokuły, buraki mają właściwości antyrakowe, podobnie kiełki soczewicy, a przy tym  te ostatnie przeciwdziałają chorobom wirusowym , lucerna- to cenne źródło żelaza, itd... itd...

   Ogólnie rzecz ujmując: substancje zawarte w kiełkach wykazują działanie przeciwmiażdżycowe, regenerujące, odmładzające, czyli jednym słowem wpływają korzystnie na pracę całego organizmu człowieka. 

   Wygląda na to, że hodując kiełki i regularnie je spożywając, sami znacząco możemy wpływać na nasze zdrowie, co szczególnie w dobie pandemii ma niebagatelne znaczenie.  

A że czasu brakuje? Znam to, mnie kiedyś też go na dbanie o siebie brakowało. No cóż, skutki są przykre. 

czwartek, 14 stycznia 2021

Z nowym rokiem...

    Dobrze, że rok 2020 mam już za sobą, rok, który łącznie z końcówką 2019 okazał się dla mnie fatalny pod wieloma względami. Wierzę, że Nowy przyniesie nowe, lepsze, czego sobie i Wszystkim życzę.Tymczasem zamiast rozpamiętywać minione kilka słów uzupełnienia poprzedniego wpisu... 

   Nie mieszkamy w Niemczech bądź Czechach, gdzie rukiew rośnie dziko nad brzegami rzek. U nas w naturze znaleźć ją niełatwo, zatem aby ją mieć, musimy się trochę potrudzić ale jestem pewna, że warto. Roślinę tę czasem da się ''upolować'' w marketach w doniczce, można też kupić nasiona (znacznie łatwiej) i wyhodować samemu. Moja posiana prawie 2 lata temu roślina świetnie sobie radzi w donicy latem na dworze, jesienią w tunelu foliowym. Obawiam się jednak, że zbyt niskich spadków temperatury nie przeżyje. Nic to - posiejemy nową, bo smak tego warzywa uwielbiam, jadam je i innym polecam. Wystarczą dobre nasiona, trochę mokrego podłoża w doniczce ( ja mieszam z węglem drzewnym, by uniknąć pleśni ) i po ok. 4 tygodniach zielenina  ( bogata w składniki odżywcze ) do kanapek czy klusków leniwych gotowa. Podobno można też jeść nasiona - zemleć w młynku, po szczypcie dodawać do potraw - ale z uwagi na brak czystych nasion ja tego nie miałam okazji spróbować. 

   Na koniec gdzieś wyczytane ciekawostki: dla siły i zdrowia żołnierze imperium Rzymskiego rukiew wodną jadali codziennie, a William i Kate mieli ją w swoim weselnym menu. 

   Wygląda więc na to, że czasem raczę się iście książęcą potrawą, z jedną tylko różnicą: nikt mi nie podaje, sama muszę ją sobie przygotować.