środa, 16 listopada 2011

Bo z kaszą gryczaną to było tak....

Podobno do Polski przywieżli ją w trzynastym wieku Tatarzy. Hordy Czyngis - chana ( znane z niszczycielskich najazdów na nasz kraj) w krótkim czasie przebywały ogromne odległości. W takiej sytuacji żadne żywienie zbiorowe nie było możliwe, zatem każdy wojownik wiózł ze sobą swoją własną kuchnię, czyli plastry suszonego mięsa pod siedzeniem i odpowiednio spreparowaną kaszę gryczaną w sajdaku. Owa niewyszukana "dieta" pozwalała takiemu Tatarowi wytrzymywać trudy dalekiej podróży, że o sprawności fizycznej nie wspomnę. Mięso i kasza  Tylko tyle. A Polakom oprócz ogromnego spustoszenia sporej części Polski i strachu ówczesnych przed jasyrem została po nich kasza gryczana do dziś zwana czasem tatarką.
Zapomnieliśmy trochę o kaszach może dlatego, że bardzo często ze szkolnymi stołówkami nam się kojarzą. Przyznam szczerze: z tego właśnie powodu do dziś nie jadam kaszy jęczmiennej, ale gryczana - bardzo proszę. Tylko żadnych foliowanych, błyskawicznych. Gotuje ją na sypko w sposób bardzo tradycyjny, dosypując garstkę ryżu, aby była pulchniejsza, a potem - bułki-kaszaczki, gołąbki, etc...
A ze niejako przy okazji dostarczam organizmowi sporo krzemu (dla zębów, kości, włosów) oraz rutyny (dla arterii żylnych) to już czysty zysk.

3 komentarze:

  1. I tu musimy Cię zmartwić :( prawie 100% gryki to obecnie GMO w dodatku gryka ma skłonność do t/z odbijania czyli wielokrotnego wtórnego kwitnienia co powoduje że źle ,nierówno dojrzewa .Wspaniali rolnicy radzą sobie z tym w ten sposób że jesienią na 3 tygodnie przed koszeniem pryskają pole gryki Rundupem ( znany wspaniały środek herbicyd który zabije każdą roślinę ) no i potem koszenie i na Twój stół trafia pięknie nasączona najgroźniejszym herbicydem wspaniała Kasza Gryczana . Należało by tu powiedzieć SMACZNEGO :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Produkty żywnościowe warto kupować we właściwych miejscach. W niewielkich osadach to nie trudne, jeśli dba się o poprawne relacje międzyludzkie i umie się słuchać. Wtedy może się okazać, że rolnicy nie od razu rzucają się na "nowinki", często wykorzystują własny materiał siewny, z różnych zresztą powodów, także finansowych. Niejako przy okazji może dowiemy się również, że niektóre gospodynie pieczołowicie zachowują stare odmiany roślin ogrodowych ze względu na ich smak, aromat i odporność na choroby.
    Wystarczy się trochę rozejrzeć: rolnik rolnikowi nierówny (ekonomicznie i moralnie) , krzywdzimy wielu, określając wszystkich jednym mianem. Mieszkam na wsi, widzę przecież.
    Oczywiście GMO stanowi dla nas poważne zagroże
    nie ( choćby poprzez pasze dla zwierząt),przeciw czemu rolnicy protestowali,zaś konsumenci niekoniecznie. Właśnie ostatnio dowiedziałam się, że kolejny znany mi rolnik zrezygnował z nieopłacalnej uprawy ekologicznej, gdy tymczasem markety mają się świetnie, bo i prawo, i konsumenci im sprzyjają.No cóż, nasz wybór...
    Bulwersuje nas Randap (jak to się pisze?) i słusznie. Ale nie on jedyny truje nasza glebę.Już około 15 lat temu na polskim rynku funkcjonował glean (jak się to pisze?). Pryskano nim len.W roku następnym posadzone w tym miejscu kartofle lub buraki nie urosły. Środek ten wycofano z produkcji. Podobno. Albo inny, którego nazwy niestety nie pamiętam (ale popytam, jeśli trzeba), a na którym było ostrzeżenie w języku niemieckim: po użyciu - 7 lat nie sadzić roślin okopowych.Dostrzegliśmy problem? Przedsięwzięlismy jakieś kroki? Czas był. Dziś protestujemy przynajmniej słowem. TO AŻ TYLE I TYLKO TYLE.
    Temat trującej żywności jest zbyt szeroki, by go tu wyczerpać, wymaga przy tym dowodów (wszak gołosłowie nic nie znaczy), a ja już zdecydowanie bardziej wolę wędrówkę po "aptece Pana Boga" niż po ludzkich ułomnościach.
    A na koniec, lojalnie ostrzegam, moherowo będzie: skoro krzyż nam przeszkadza, tradycyjne wartości ograniczają, chcieliśmy rzeczywistości bez Boga - to mamy. Czego jeszcze chcemy? Pozdrawiam wszystkich, najserdeczniej Los alpaqueros

    OdpowiedzUsuń
  3. Najpierw co do krzyża by chyba jedna ze stron coś ,,nie halo" prosimy przeczytać nasz wpis o Chakana (wolno i ze zrozumieniem :)
    Jeśli chodzi o grykę i GMO mieszkamy na wsi ponad 20 lat od połowy lat 80tych przez lat prawie 10 prowadziliśmy gospodarstwo ekologiczne z pełnym atestem (w czasach gdy nikt za to dopłat nie dawał)
    Na temat moralności i ekonomi wśród rolników mogli byśmy długo rozmawiać jednak fakty byłyby pewnie zbyt przykre dla Pani.
    Pielęgnacja przez ,,chłopków" starych odmian w ogrodach to fikcja.Tak więc gryka GMO to nie ,,poważne zagrożenie" to rzeczywistość i pryskanie jej (przypalanie) przed zbiorem aby kombajn się nie ,,zapychał" to codzienność :)

    OdpowiedzUsuń